czwartek, 17 września 2026

włochy Sardynia 17 września 2026

 17 września 

Po śniadaniu  (te same produkty codziennie na dodatek nie ma faceta od smażenia jajek) a Bożenka zasadzała się dzisiaj na omlet. Ruszamy najpierw do Argentiery. Jest to górnicza wioska widmo w ktorej kiedyś wydobywano srebro - stad jej nazwa. Pozostałości kopalni domki górników wszystko  opuszczone smutne, chociaż leży nad piękna zatoką z ładną plażą.  Chodzimy chwilę po tym opuszczonym miejscu. Nie jesteśmy same . jest trochę turystów.  Potem ruszamy do Parku Capo Cachia. Jest to obszar chroniony. Docieramy na parking. Jest bardzo gorąco. Kupujemy bilety. Kobieta na mapie wpisuje nam kod do wejścia przez bramę i ruszamy. Dróżka pomiędzy różnymi ciekawymi roślinami, endemitami prowadzi na wybrzeże. Po pół godzinie marszu docieramy nad morze. I tu okrzyki zachwytu. Z morza wyrastają  wielkie białe  klify  wysokości około 150-180 metrów. Woda rozbija się o klify z wściekłością . W zatoce dodatkowo sterczy wyspa  Isola Pina  o którą teą rozbija się woda o kolorze ciemnego lazuru z białą grzywą piany. Podziwiamy ten spektakl natury. Wracamy do samochodu mokre tak jak byśmy się kąpały. Acha jeszce  w kasie dostałam numerek , ktory po powrocie miałam zwrócić . Chyba liczą ilość wchodzących i wychodzących.. Przy bramie kamery kontrolujące ilość  wchodzących. Z parku jedziemy do Nuragi Palmawera . Jest to licząca około 5 tysięcy lat wioska  plemion pierwotnie zamieszkujących  Sardynię. Kompleks nuragów składa się z dwóch wież wzniesionych z wapienia i kilkudziesięciu chat   oraz ogromna chata spotkań z tronem  wodza.  Chodzimy po wiosce i zastanawiamy sie jak oni 5000 lat temu  obrabiali tak wielkie bloki skalne. Wędrówka nas wykończyła. jesteśmy głodne ale w barku na miejscu nie ma nic specjalnego. Ruszamy do ostatniego  na dzień dzisiejszy obiektu nekropolii powstałej jeszcze przed okresem nuragijskim. Neolityczny kompleks wykutych przez człowieka jaskiń jest jednym z największych i najstarszych na świecie.  Wykute  w skale jaskinie pochodzą z okresu 4200 r.p.n.e. jedna z jaskiń ma aż 11 pomieszczeń  przeznaczonych na grobowce. Znajdują się w nich filary schody fałszywe okna. Nawet są dekoracje w postaci rogów byka. Te domy zmarłych mieściły kości wielu osób. Nekropolia została odkryta prze przypadek w trakcie budowy domy. Jesteśmy zmęczone i  głodne. Postanawiamy pojechać do Alghero zjeść  mało co nie co i oddać  samochód na lotnisku. Gdy zajechałyśmy do miasta  trzeba było zapłacić za  parkowanie. Mimo pomocy Włochów, Anglików nie udałó się. W końcu po straconym czasie  jedziemy oddać samochód. Tu na szcęście idzie sprawnei. Czekamy na autobus do miasta. Gdy wchodzę do autobusu podchodzi do mnie młody mężczyzna i pyta czy potrzebuję bilety na autobus. Mówię że tak. Daje mi dwa bilety. Konduktor sprawdza. Dą dobre. W ten sposób po stronie oszcędności  mamy 2 euro. W pokoju szybka  kąpiel Mam tak brudne nogi że nie mogę ich domyć. Po kolacji odpoczynek i pogawędka..

środa, 16 września 2026

Włochy Sardynia 16 września 2026

 16 września

Na śniadaniu mnóstwo ludzi . Ruszamy do miejscowości Bosa. Około 40   kilometrów od Alghero.Droga cudnie wije się wzdłuż wybrzeża. Zatoczki wysokie klify i  niesamowity kolor wody. Jesteśmy urzeczone. Docieramy do Bosa. Już widok kolorowych domków  wprawia nas w doskonały humor. Znajdujemy parking. Nawet bez problemów poradziłam sobie z parkomatem  gadającym tylko  po włosku. Jest to stare  włoskie miasteczko z  wąskimi i wąziutkimi uliczkami. Domy z malutkimi balkonami za to z pięknymi balustradami. Wypijamy kawę w  kawiarence ze stolikami przy ulicy. Jest bajecznie. Cieszymy się z pięknego miejsca i z tego że tu dotarłyśmy.  Miasto jest pocztówkowe.  Labirynt wąskich  uliczek, kolorowe domy i dumnie wznoszący się na szczycie góry zamek tworzą urocze miasto. Wchodzimy do katedry  ozdobionej freskami . Oczywiście nie brakuje tu wszechobecnego marmuru. Ołtarza bronią dwa  marmurowe lwy walczące ze smokami. Salon miasta ulica Corso Vittorio Emanuelle to uliczka z pięknymi domami pełna  kawiarni restauracji i innych włoskich jadłodajni. Ruszamy na zamek . Dojeżdżamy prawie pod bramę.  zamek Malaspina wybudowany w XII wieku zapewniał widok na okolice . Widok z murów zamku pozwala na zobaczenie topografii miasta i dodatkowo no rzeką Temo wpadająca do morza. na terenie  zamku stoi malutki kościółek z XIV wiecznymi freskami przedstawiającymi sceny z Ewangelii, pokłon króla, Ostatnią wieczerzę na której jest spożywana hiszpańska potrawa narodowa paella.Wracamy do miasteczka na lunch. Tym razem po włosku lasane bolognese oraz carbonara. Jak to we Włoszech pycha. Objadłyśmy się niesamowicie. Ruszamy do kolejnej atrakcji . Położonej niedaleko  fontanny w miasteczku Cuglieri. Do miasta dotarłyśmy bez problemów. Zalezienie  fontanny to już wyzwanie. GPS  albo mówi kieruj się na  pa za moment na południowy wschód albo za chwilę pokazuje że mamy jeszcze 7 kilometrów. Na ulicy nikogo nie ma łazimy jak kołowate tym bardziej  ze słońce daje nam się we znaki. W końcu pytam kobietę gdzie to jest . Mówi że prosto 100  metrów. Idziemy, ale na wszelki wypadek  pytam kierowcę samochodu który akurat zatrzymał się koło nas. on omówi ze około 500-600 metrów  Bierzemy samochód i dojeżdżamy. Fontanna   ma wielowiekową historię. Została wydrążona przez pierwotne ludy Sardynii nuragejczyków.  Oni czerpali wodę  na cele spożywcze. Potem była pralnią. Teraz jest źródłem wody pitnej, która według  legendy doprowadza ludzi do szaleństwa. Na wszelki wypadek nie spróbowałyśmy. Następny punkt programu to wodospad. Wyjeżdżamy z Cugliari. W przewodniku było że  droga łatwa  i można dojść od fontanny. My postanowiłyśmy jechać samochodem. Po przejechaniu 6 kilometrów straciłyśmy internet i konie naszej wędrówki. Gdy sprawdziłyśmy w internecie to  okazuje się że godzinę to się schodzi od miejsca do którego dojechałyśmy a potem powrotna drga pod górę. No trudno nie zobaczymy wodospadu. Musimy zadowolić się zdjęciem.

Wracamy do Alghero. Po drodze robimy zdjęcia  licznym zatoczkom.  

































wtorek, 15 września 2026

Sardynia 15 września 2026

 15 września 2026

Wstajemy przed siódmą bierzemy plecaki i idziemy na śniadanie. Potem szybko do samochodu bo przed nami droga do Caligari. caligari to stoloca Sardynii. Droga dosyć długa, ale  postanowiłysmy  odwiedzić miasto ktore ma bardzo długą historię. Samo położenie powodowało że to miejsce było łakomym kąskiem.Droga prawie cały czas trasami szybkiego ruchu. Ale w standardzie Sardyńskim a nie Polskim. Ale  nie było źle. Parkujemy na ulicy Belverede. Piękny widok na całe miasto i morze. .Ruszamy na zwiedzanie miasta. Pełno tu turystów. Nauczona wczorajszym doświadczeniem pytam faceta w kiosku o możliwoścć parkowania. Zapewnia mnie że można bezpłatnie. Stojący obok ludzie mówię mi po polsku że jeśli są białe pasy to można bezpłatnie. Ruszamy w drogę na plac pałacowy. Tu są najważniejsze zabytki miasta. Stary ratusz.,palac królewski i  Katedra wniebowzięciaNMP. Marzy nam się kawa, ale ndwie kawiarnie są blegane. Wchodzimy do katedry. Ma wspaniały  fasadę. Wnętzre jeszcze piękniejsze. Zdobione polichromią  marmurową i zotem. Robi na nas niesamowite wrazenie. szczególnie kaplica pizneńczyków gdzie znajdują się  tablice z nazwiskami osób pochowanych  w tym miejscu.. Obok katery stoi  stary ratuszw barokowym stylu. My jednak  postanowiłyśmy zwiedzić pałc królewski. Był on siedziba  wiekróla  sardynii. Jest tam galeria obrazów wszystkich wicekrółów Sardynii. największe wrażenie zrobiła na nas ogromna klatka schodowa. Pałac  był też siedzibą króla Sabaudii w czasie panowania Napoleona I.  Pokoje na pierwszym piętzre  maja przepiękne żyrandole. Największe wrażenie zrobiła na nas slala Rady. Przepiękne  freski na suficie i stiuki  na ścianach.  Droga prowadzi nas do Bastionu Remigiusza. najpierw zapowiadałó się neiciekawie. Jakiś remonu wielki taras. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi z tym bastionem.. Został on wzniesiony na murach obronnych  średniowiecznego miasta. Ogromny  tars to nie wszystkoOgromne piękne schody z tarasu Umberta prowadzą nas  na zadaszoną promenadę. Celem budowli było połazcenie  dolnego i górnego miasta. Budynek zbudowany z  z białego i żółtego wapienia robi na nas ogromne wrażenie. Jeszce większą radośc sprawia nam widok  otwartych parasoli co wskazuje że  są otwarte restauracje. zasiadamy przy stoliku. kelner przynosi kartę. czekamy pół godziny. Gdy zamawiamy okazuje się nie ma dań ktore chciałyśmy zamówić, przesiadamy się dalej. zamawiamy   danie dla dwóch. Przynoszą nam ogromny talerz owoców morza. Wygląda imponująco. Ośmiornice, kraby,  mule , sercówki. Wrażenie wspaniałe a do tego jeszcze smak.Pychota. Podane z drobnym makaronem w kształcie kuek . To podobno makaron sardyński. Najadłyśmy się  do syta. Wracamy na trasę zwiedzanie. szukamy wieży słonia.Wybudowana  z białego wapnia  przytłacza swoim ogromem. Marmurowy posąg słonia umieszczony  w połowie tej 30 metrowej wieży miał przynosić szczęście pizeńczykom. . Z wieży słonia ruszamy do krypty św. R Restytuty. szukamy dość długo bo GPS    nie bardzo nam  chciał pomóc. Pytam spotkanego chłopaka w  kryptę. On mówi ze jest tu pierwszy raz. inna kobieta pokazuje  mi drogę. Wołam Bożenkę żeby przyszła. Chłopak po polsku mowi do mnie  ze też jest z Polski. Uśmailiśsię  . Krypta  to ogromna jama w skale z licznymi korytarzami. Znajdują się w niej prochy św, Restytuty. Krupta była  ozdobiona licznymi freskami. Praktycznie został tylko jeden. . Nie zrobiło to na nas większego wrażenia. Wracamy do samochodu praktycznie pustymi uliczkami. Całe maisto ma sjestę. Ruszamy samochodem do hotelu. Po drodze mija nas samochód na polskich numerach z Warszawy. Stwierdzamy że jednak Polacy dużo podróżują. O 19. 30 docieramy do hotelu. Kolacją dobra . Przyniosłyśmy swoją wodę. z pokoju hotelowego. Teraz tylkopraca nad blogiem i zdjęciami a potem  plany na jutro.