Finlandia Laponia
z wizytą u św. Mikołaja
7 grudnia 2025 r.
Rodzinną grupą Kuba z Olgą
Marceliną Michasię i Ja z Jagną jedziemy
do św. Mikołaja . Wyjazd był planowany już od dawna. Gdy dowiedzieliśmy się że
Lot otwiera bezpośredni przelot do Rovaniemi od razu ruszyliśmy do działania.
Kupiliśmy bilety pod koniec czerwca . Za bilet w obie strony za osobę dorosła
zapłaciliśmy po 1361 zł a za dziewczynki po 1100 zł. Roczna Michasia leciała za
całe 94 zł. Potem szukamy noclegu. Olga z Kubą znaleźli na Bookingu wspaniały
apartament w samym centrum Rovaniemi.
Trzy pokoje, oddzielna kuchnia . Duże pomieszczenia. Zapłaciliśmy za 4 noce
6000,00 zł. Rezerwacje zrobiła Olga z Kubą już w sierpniu. Finlandia jest
drogim krajem. Dlatego przygotowania zaczęliśmy dużo wcześniej. Program
wycieczki miałam w głowie, bo przecież
byłam już z Heniem. Jednak postanowiłam skorzystać z pomocy Andreasa
przewodnika którego poznałam w czasie pierwszego pobytu. Utrzymywałam z nim
kontakt przez whatsaapa. Andreas Rojas jest Kolumbijczykiem, który
przeprowadził się do Finlandii z rodziną. Jest fantastycznym
komunikatywnym przewodnikiem. Poprosiłam
go o zorganizowania nam wszystkich atrakcji w czasie pobytu. Kontaktowałam się
z nim przez whatsappa +358406259653.
Opracował nam plan pobytu, który
uzgadniał z Olgą i Kubą. Oni musieli decydować co jest do przyjęcia w ich
przypadku, bo przecież byli z 4,5 letnią Marceliną i roczną Michaliną. Wszystko
zostało zapięte na ostatni guzik. Przed wylotem przelaliśmy na jego konto zaliczkę . 7 grudnia spotykamy się na
lotnisku. Odprawa przebiega błyskawicznie, bo jesteśmy grupą z małym dzieckiem.
Dziewczynki Marcelina i Jagna bardzo podekscytowane. Martwię się czy Michalinie
nie zatkają się uszy. W samolocie full
pasażerów. My siedzimy w jednym rzędzie i
mamy jedno miejsce wolne. Michalina może mieć więcej przestrzeni.
Dziewczynki fajnie zajmują się swoimi
sprawami. Po dwóch i pół godzinie lądujemy w Rovaniemi. Zmiana czasu . Tu jest
już 15.20. Wokół ciemności. Niestety noc polarna ma to do siebie że trwa tu 20
godzin. Szybko odbieramy bagaże . Przed lotniskiem czeka na nas Andreas. Już
wcześniej kontaktował się z nami, by ustalić
rozmiar odzieży dla nas. Poprzednio jak byłam mrozy w ciągu dnia
przekraczały nawet 25 stopni, więc na nasze ubrania nakładaliśmy jeszcze
dodatkowo kombinezony. Mieliśmy też dodatkowo buty i skarpety. Przywitanie gorące. Bardzo się cieszyliśmy z
Andreą z ponownego spotkania. Podwiózł
nas do zarezerwowanego apartamentu. Umówiliśmy się na dzień następny na 9.30
Apartament super . Wszystko czyściutkie. Pomieszczenia duże, ciepłe. Kuchnia
wyposażona we wszystko co potrzebne.
Nawet jest kawa do ekspresu i herbata. Jakieś płatki śniadaniowe, dżemy. My
zabraliśmy ze sobą wałówkę na dzisiejszy wieczór i jutrzejsze śniadania, bo nie
wiedzieliśmy czy uda nam się coś kupić na miejscu. Wieczorem jedziemy z
Andreasem do wypożyczalni odzieży, żeby
pożyczyć ubranie na wycieczki. Przymierzamy kombinezony, ale decydujemy
się wypożyczyć tylko buty. Temperatury nie są ekstremalne, wiec damy radę w naszych kurtkach i kombinezonach. Za to buty mogą się
przydać, bo są wysokie nieprzemakalne i
ciepłe. Wracamy do domu, ale zostajemy na dworze z Marceliną i Jagną Nie jest zimno. Temperatura
około minus 4 stopnie. Wokół mnóstwo śniegu. Zwalone pryzmy na dziedzińcu
budynku są wysokie na parę metrów. Dziewczyny włażą na nie i zjeżdżają na
tyłkach. Niestety nie mamy sanek, ani jabłuszek do zjeżdżania, ale dziewczynkom
to nie przeszkadza. Bawią się świetnie. Obsypują śniegiem, który niestety nie
lepi się w kule. Całkowicie przemoczone wracają do domu. Buzie czerwone, ale
uśmiechnięte. Przebieramy dziewczynki i idziemy z Kubą do sklepu. Okazuje się,
że w Finlandii sklepy w niedzielę są otwarte. Robimy zakupy. Ceny nie powalają
tak jak się spodziewałam. Potem tylko kolacja, usypianie dziewczynek i wieczorne pogaduchy w kuchni przy herbacie i winie.
 |
| przed podróżą |
 |
| na lotnisku |
 |
| Czekamy na Andreasa |
 |
| jagnie humor dopisuje |
 |
| Jagna ma minę nietęgą |
 |
| W Laponii |
 |
| prace plastyczne |
 |
| Pierwsza podróż Michaliny |
 |
| w apartamencie choinka |
 |
| na ulicach Rovaniemi |
 |
| Marcelina zwycięzca |
 |
| do pokonania pryzma |
 |
| zabawy na śniegu |
 |
| Marcelina aniołek |
8 grudnia 2025 r.
Wstajemy wcześnie chociaż musze
przyznać że niechętnie to robię. Za oknem jeszcze noc głucha. Szykujemy
śniadania . Idzie to nam niespiesznie.
Mamy trochę czasu do przyjazdu Andreasa. Gotowi czekamy na jego samochód. Po
chwili nadjeżdża. Jedziemy do wioski świętego Mikołaja. Dziewczynki się
przygotowały. Jagna przywiozła listy kolegów i koleżanek z grupy przedszkolnej.
Marcelina narysowała laurki. Podróż trwa
około 20 minut. Gdy wysiadamy okazuje się że nie został zabrany plecak
Marceliny, w którym były laurki. Kuba wraca do
apartamentu z Andreasem. My
idziemy do domy św. Mikołaja. Jest duża kolejka. Stoimy jakąś chwilę.
Dzwoni Kuba i mówi nam ,że to nie jest
właściwe miejsce, że trzeba przekroczyć krąg polarny i tam jest właściwe biuro św. Mikołaja. Zanim
się ogarnęłyśmy z Olgą nadjechał Kuba. W komplecie idziemy do właściwego
budynku. Przekraczamy krąg polarny zaznaczony na ziemi, a raczej śniegu. Tu
okazuje się ze wejścia na określoną godzinę. Trzeba przed budynkiem wziąć wejściówkę z określoną godziną. Dostajemy wejściówki na 11.30. Mamy trochę
czasu wiec robimy zdjęcia przy słupach
oznaczających krąg polarny i zwiedzamy wioskę św. Mikołaja. Dziewczynki są pod
wrażeniem. Wreszcie nadchodzi nasza godzina. Wpuszczają nas za bramkę. Ale, ale
nie tak szybko. Do Mikołaja jeszcze droga daleka. Idziemy wśród półmroku po
drewnianej platformie. Wszędzie pełno prezentów przygotowanych do zawiezienia
dzieciom. Kolejka do wejścia jest długa. Czekamy około godziny. Dziewczynki
zaglądają prze dziurki od klucza do różnych pomieszczeń. Tam dzieją się różne
rzeczy. Pakowanie prezentów, pieczenie pierniczków. Czas mija szybko. Przed wejściem musimy zdjąć nasze kurtki. Dostajemy ogromne
torby, żeby je zapakować. Mikołaj siedzi na fotelu . Wita się z nami.
Dziewczynki dają to co przyniosły. Są bardzo onieśmielone. Siadamy do zdjęcia
i chwila moment i koniec wizyty. W
drodze powrotnej wykupujemy wszystkie zdjęcia i film . Wszystko 60 Euro. Teraz
droga na pocztę św. Mikołaja. Tu kupujemy kartki i wysyłamy. Trwa to trochę, bo
Jagna sama pisze kartki do przedszkola i do Rodziców i Bać i Dziadka. Spędzamy
jeszcze trochę czasu w wiosce. Dziewczynki korzystają z ogromnej ilości śniegu
i bawią się na wszystkie możliwe
sposoby. Jednak temperatura i troska o Michaliną powoduje, ze wracamy do
apartamentu. Postanawiamy zjeść obiadokolację w Rovaniemi a nie w wiosce.
Chcemy iść do restauracji Roka polecanej prze przewodniki. Ale jest straszna
kolejka na zewnątrz. Z malutką Michaliną nie możemy tak długo czekać.
Decydujemy się na bar 21. Kuba z dziećmi zostaje na zewnątrz, a my z Olgą
wchodzimy sprawdzić czy są wolne miejsca. W tym czasie do Kuby z trójką dzieci
podchodzi facet i proponuje dwie pary
sanek . Kupił dla dzieci i już wyjeżdża. Oczywiście Kuba przyjął sanki w prezencie. Ale była radość. Myślałam
o zakupie sanek, i miałam to skonsultować to z młodymi a tu taka frajda i to
jeszcze dwie pary. My zapewne kupilibyśmy jedną parę dla dwóch. Okazało się że
są wolne miejsca w barze. Tutaj podobno jest wspaniała zupa z łososia. Zamawiamy
z Olgą zupę. Kuba burgera a dziewczynki frytki i kurczak. Nasza zupa zimna. Zgłaszamy to kelnerce. Ona
proponuje nową zupę. Trochę nam szkoda, że ta zostanie wylana. Rezygnujemy. Po
chwili kelnerka przychodzi i proponuje nam że podgrzeje zupę. Zgadzamy się.
Przynosi podgrzaną ale o kilka stopni.
Nie jesteśmy ukontentowane, ale zupa
dość dobra. Wracamy oczywiście dziewczyny na sankach. Ile radości. Oczywiście
nie ma powrotu do domu. Teraz trzeba wykorzystać sanki. Dziewczynki zjeżdżają z
każdej pryzmy , a jest ich tu wiele. Chodzimy po Rovaniemi i pozwalamy im
wyszaleć się. Mają niesamowitą atrakcję. Gdy już całkiem przemokły wracamy do
domu. Ale niestety nie możemy liczyć na zmęczenie dzieci. Szaleją w pokoju i
korytarzu. Z sanek stawiają namiot. Bawią się znakomicie.
 |
| w wiosce św. Mikołaja |
 |
| w wiosce św. Mikołaja |
 |
| w wiosce św. Mikołaja |
 |
| są też Muminki |
 |
| są też Muminki |
 |
| prezenty czekają |
 |
| wysyłamy kartki |
 |
| wysyłamy kartki |
 |
| zabawy na śniegu też są |
 |
| w biurze św. Mikołaja |
 |
| w oczekiwaniu na wizytę |
 |
| prezenty czekają |
 |
| w wiosce św. Mikołaja |
 |
| na kole polarnym |
 |
| nosek czerwony |
 |
| ale radość |
 |
| Marcelina i elf |
 |
| tuż przed wizytą |
 |
| w Biurze św. Mikołaja |
 |
| piszemy kartki |
 |
| piszemy kartki |
 |
| sanki się przydają |
 |
| sanki się przydają |
 |
| szaleństwa na pryzmie śnieżnej |
 |
| Bałwanek Jagny |
 |
| w Rovaniemi |
 |
| wykuty w śniegu bałwanek |
 |
| zabawy na śniegu |
9 grudnia
Dziś jedziemy na farmę psów arktycznych. Gdy
schodzimy na dół wita nas inny
przewodnik Ahmed. Przyjechał z Bangladeszu. Bardzo miły i sympatyczny człowiek.
Przy samochodzie małe qui pro quo. Olga kazała Kubie zabrać niebieskie rękawiczki dla Michaliny ,
które miały leżeć na kanapie. Kuba wziął
to co tam leżało. Na dworze zaczyna ubierać Michalinę. Zakłada rękawiczkę a tu
się okazuje ze to bucik uszyty z takiej samej filcowej tkaniny. Olga się
denerwuje, a my się śmiejemy. Oczywiście Kuba wraca po rękawiczkę. Jedziemy na
farmę . Jest jeszcze półmrok chociaż jest już wpół do dziesiątej. Drogi zasypane.
Wszędzie leży śnieg. Dojeżdżamy na miejsce. To farma w Sarenkyla. Jest w lesie.
Stoi małe kota tradycyjny domek Samów okrągły z paleniskiem pośrodku. Schodzimy
niżej. Tu wielkie kojce z psami. Są
przywiązane długą smyczą do druta i mogą poruszać się po dużej przestrzeni.
Bardzo chcą się ruszać. Gdy opiekun wchodzi do kojca szczekają prosząc, by wybrał je do zaprzęgu. .
W zaprzęgu jest 7 psów. Psy są różnej rasy husky. Dziewczyny znalazły porzucone
trochę uszkodzone sanki i już zjeżdżają. Ahmed bawi się z nimi. Bez znajomości
języka dobrze się porozumiewają. Czekamy chwilę w kolejce na nasze sanie. Obserwujemy
psy i ich opiekunów. Widać wielką przyjaźń ludzi ze zwierzętami. W końcu
wsiadamy. Ja z dziewczynkami a Kuba z Olgą i Michalinę. Psy ciągnę. Sanie pędzą
szybko. To w górę to w dół. Na zakrętach przyspieszają. Jazda fajna. Wśród
lasów , drzew pokrytych grubo śniegiem . Jest malowniczo. Dziewczynki
zawiedzione, że za krótko. Po przejażdżce jesteśmy zaproszeni do kota domku w kształcie namiotu z paleniskiem
w środku. Dostajemy gorące napoje i
ciasteczka na przekąskę. Wracamy do domu. Mamy chwilę na relaks i
ewentualne przebranie się. Niestety dziewczyny chcą na sanki. Idziemy do parku
gdzie są zjeżdżalnie i górka . Tam
bawimy się przez godzinę. Trzeba wracać bo lunch i renifery czekają.
Postanawiamy iść na lunch. Oczywiści najpierw do baru Roca. Kolejka jeszcze
większa niż wczoraj. Kuba zaczyna szukać czegoś innego. Trafiamy do bary w
którym płacisz z góry i jesz ile chcesz.
Zaczynam negocjować, że dwójka dzieci
może policzą za jedno. Ale nie ma zgody. Zostajemy. Napychamy się ile się da.
Zupa mnóstwo przystawek. Mięsa, ryż ziemniaki i desery. Tylko napoje dodatkowo
płatne. Nie były to szczyty gastronomi ale się najedliśmy. Wracamy do domu. Tu mały odpoczynek i znów wycieczka do
reniferów. Jedziemy na farmą położoną 7
km od Rovaniemi. Znów piękna przyroda cisza, las i śnieg. Na farmie znajduje
się dom właścicieli oraz budynki gospodarcze. Idziemy do reniferów. Tu
przekraczamy ponownie krąg polarny.
Właściciel twierdzi że to właśnie tu a nie w Rovaniemi. Nam zdaje się jest to
obojętne czy tu czy 7 kilometrów dalej.
Co to ma za znaczenie po przebyciu tysiąca kilometrów z Warszawy. Renifery
zaprzęgnięte są do sani. Sanie wymoszczone skórami reniferów. Renifery nie są
wysokie. Bardzo przyjazne. W saniach siadamy po dwie osoby. Przejażdżka
magiczna . Wszędzie biel sanie, renifery mroźne powietrze i tylko na niebie
świecące gwiazdy, które pojawiły się po raz pierwszy. Po przejażdżce poczęstunek. Gorące napoje , sok jagodowy i
ciasteczka. Pełni wrażeń wracamy do domu. Oczywiście nie obejdzie się bez jazdy
na sankach. Śniegu jeszcze przybyło. Dziewczyny szaleją na śniegu. Odłamują
kawałki zmarzniętego lodu i robią z nich bałwanki. Idziemy na pobliski plac
zabaw, ale one wolą zabawę w śniegu. Mokre, ale szczęśliwe wracają do domu. Tu kolacja znowu porcja zabaw i do
spania. Jutro rano wcześniejsza pobudka.
 |
| pieski w zaprzęgu |
 |
| zaprzęg gotowy |
 |
| powitanie opiekuna zpsem |
 |
| przygotowanie do jazdy |
 |
| jedziemy |
 |
| jedziemy |
 |
| no to jazda |

 |
| rozgrzewka w kota |
 |
| gorący napój i ogień |

 |
| na placu zabaw |
 |
| kojce dal psów |
 |
| znalezione sanki |
 |
| widoki cudne |
 |
| na placu zabaw |
.jpg) |
| fajna budka |
 |
| na kręgu polarnym |
.jpg) |
| herbata zaraz będzie |
.jpg) |
| sanna z reniferami |
 |
| sanna z reniferami |
.jpg) |
| sanna z reniferami |
 |
| sanna z reniferami |
 |
| na farmie |
 |
| na farmie |
 |
| na farmie |
.jpg) |
| na farmie |
 |
| ciasteczko? |
 |
| renifery czekają |
 |
| kumoszki |
 |
| ha ha ha |
 |
| droga powrotna |
 |
| zawsze można znaleźć zabawę |
 |
| przymierzamy buty |
 |
| na farmie |
 |
| zaprzęg gotowy |
 |
| zaprzęg gotowy |
 |
| renifery na farmie |
 |
| na farmie |
 |
| ciasteczka i napój |
 |
| wieczorne zajęcia |
10 grudnia
Jagna dziś w nocy spadła z łóżka.
Szybko ją podniosłam. Słyszałam jak uderzyła głową w podłogę. Trochę płakała,
ale szybko zasnęła. Rano żartowałam z niej że nie otworzyła spadochronu. Ma
siniaka na skroni. Przyjeżdża po nas
Ahmed i ruszamy do wąwozu Kurouoma. Jest to przepiękny wąwóz z wodospadami
rzeką płynącą na dnie . Znajduje się w parku narodowym. Jedziemy 2 godziny po
zaśnieżonych drogach Finlandii. Wysiadamy na plance. Zabieramy sanki i ruszamy
w drogę. Jest cudownie. Całkowite pustkowie. Wszystko pokryte śniegiem, który
jeszcze dopadał w nocy. Jest bajkowo. Trochę żal że nie ma słońca. Idziemy
przepięknym wąwozem. Brodzimy w śniegu. Dziewczynki na sankach. Jagnę ciągnie
Ahmed. Mam więc wolne jako starsza pani. Co chwila się zatrzymujemy i jęczymy z
zachwytu. Dzieciom też podoba się okolica. Dochodzimy do pierwszego
zamarzniętego wodospadu. Droga to w górę
to w dół., ale bardziej w dół. Dochodzimy do wielkiego zamarzniętego wodospadu.
Jest ogromny. Szkoda że nie ma słońca bo by się na pewno lepiej prezentował,
ale i tak robi na nas wrażenie. Wracam tą samą drogą. Jagna idzie duża część na
nogach bo trasa pod górę a śniegu ogrom więc trudno ciągnąć sanki pod górę.
Radzi sobie doskonale. Wsiadamy do samochodu i jedziemy do Autti gdzie będziemy
mieli ognisko. Tu tez cisza spokój.
Uroczy zakątek. Ahmed rozpala ognisko. Ja schodzę niżej po schodkach. I widzę
cudowne miejsce. Po jednej stronie tama a po drugiej piękna spokojna rzeka
wśród ustrojonych na biało drzew. Wołam towarzystwo żeby razem podziwiać widoki.
Ochom o achom nie ma końca. Dziewczyny jak zwykle nurzają się w śniegu. Puch
sięga im do pasa. Sa przeszczęśliwe. W tym czasie Ahmed upiekł kiełbaski.
Trochę opalone ale po zerwaniu skóry są pyszne . Tym bardziej że już jesteśmy
głodni. Kawa, herbata a dla dzieci jeszcze pianki pieczone na ogniu. Są
zachwycone. Korzystam z toalety. Jest ekologiczna. Taka sławojka ale trzeba
wszystko zasypać wiórami. Jest bardzo czysta. Już dawno zrobiło się ciemno. Po
nocy wracamy do Rovaniemi. Zegnamy się z Ahmedem. Dziękujemy mu wręczając
napiwek. Bardzo się ucieszył. Mieszka w Finlandii 2 lata. Zona i córka mają już
obywatelstwo. On nie ma bo nie zdał języka fińskiego. Ma próbować w najbliższym roku. Bardzo miły i
uczynny człowiek. Szuka lepszego życia. Zna doskonale angielski. Oczywiście po powrocie nie ma
mowy o wejściu do domu bez jazdy na sankach. Znowu zaspy jeszcze większe.
Dziewczyny zapadają się po pas. Znalazły dobrą pryzmę do zjeżdżania, chociaż
nie zawsze im się udaję zjechać. Czasami oddzielnie sanki oddzielnie one. Właściciele zgodzili się żebyśmy
jutro opuścili apartament po 13 a nie jak w rezerwacji o 11. Mamy więc czas
na pakowanie i wolne do południa.
Wieczorem gdy szłam spać postanowiłam przy łóżku Jagny położyć ubrania żeby nie potłukła się jak spadnie.
Nie mogłam przy łóżku postawić krzesła zabezpieczającego bo było za mało
miejsca. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłam, że Jagna przygotowała sobie na wszelki wypadek miękkiego lądowanie.
Wzięła pikowaną narzutę wsunęła pod materac na całej długości łóżka i wzdłuż
stolika nocnego i ułożyła resztę na podłodze tak że w przypadku upadku
stoczyłaby się po narzucie. Oniemiałam z wrażenia. Mała 5 letnia dziewczynka
myśli z wyprzedzeniem i wie jak sobie poradzić. Położyłam na narzucie trochę
grubych ubrań żeby miała miękko jak spadnie. Na szczęście tej nocy nie spadła.
Natomiast wieczorem upadek w czasie snu zaliczyła Marcelina. Ale nawet się nie
obudziła.
 |
| zima w pełni |
 |
| zabawy przed domem |
 |
| instrukcja obsługi kibla |
 |
| trociny do kibla |
 |
| kiełbasa samkuje |
 |
| grill |
 |
| kiełbasa smakuje |
 |
| ale śniegu |
 |
| ale śniegu |
 |
| wpadamy po pas |
 |
| przedzieramy się |
 |
| aniołka też można zrobić |
 |
| tama na rzece |
 |
| cudny widok |
 |
| bajkowo |
 |
| czekamy na grilla |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| trochę ślisko |
 |
| wędrujemy |
 |
| śniegu w bród |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| śniegu w bród |
 |
| śniegu w bród |
 |
| śniegu w bród |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| śnieg z żywicą |
 |
| śnieg z żywicą |
 |
| na trasie |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| widoki po drodze |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| zamarznięty wodospad |
 |
| wedrujemy |
11 grudnia.
Po śniadaniu pakowanie. Bierzemy
z Kubą Dziewczynki i idziemy na ostatnie sanki. Znajdujemy długi chodnik z dobrym zjazdem. Wreszcie widać wschód
słońca. Niestety nie mieliśmy szczęścia i nie pojechaliśmy na oglądanie zorzy
polarnej bo cały czas było zachmurzone niebo. Dopiero dzisiaj mogliśmy zobaczyć
jak 0 11.30 wschodzi słońce. Zostajemy z dziewczynkami na sankach a potem
idziemy przed lunchem na małe co nie co
do baru Roca. To nasze trzecie podejście. Tym razem kolejka jest
mniejsza, ale i tak musimy czekać jakiś czas na zewnątrz. W końcu dostajemy
stolik. Ja zamawiam pieczeń z renifera. Jest znakomita. Dzielę się z Kubą bo
dla mnie zbyt duża porcja. On daje mi swojej zupy a łososia. Jest przede
wszystkim ciepła i smaczna. Tak posileni wracamy do apartamentu. Przyjeżdża po
nas Andreas i zawozi na lotnisko. Żegnamy się ze znakomitym przewodnikiem, dajemy mu sanki na których dziewczynki jeździły i mówimy do zobaczenia. Mamy niedosyt. Nie zobaczyliśmy zorzy Odprawa przebiega sprawnie ale nagle dzong. Samolot opóźniony. Czekamy na
lotnisku dodatkowe 2 godziny. Dostajemy bony na zakup kanapek. Dobre i to. W
samolocie nieco mniej pasażerów. W pewnym momencie Marcelina zaczyna wołać zorza, zorza. Nikt nie zwraca na to uwagi. Nawet Kuba któremu Marcelina chce pokazać zorzą. Ale gdy wyjrzał przez okno też zaczął wołać zorza zorza. Oczywiście aparaty w ruch i nie tylko my ale inni pasażerowie robią zdjęcia. Na koniec chociaż trochę zobaczyliśmy zorzę. Obłożenie w samolocie może na 85% ale i tak Lot trafił z
wyborem trasy na okres świąteczny. Na lotnisku czeka na nas Bartek. Jagna
szczęśliwa, że widzi tatę, bo mimo wszystko stęskniła się za Rodziną. Po
powrocie przeanalizowałam koszty naszego wyjazdu z wycieczką z Opal Travel. Porównywalne
atrakcje (a uważam że nasze psie zaprzęgi i renifery były o niebo lepsze od
tych z wioski św. Mikołaja) a koszt pobytu z wyżywieniem przelotem mieszkaniem
był o ponad 50 procent niższy niż z biura podróży. Warto było zdecydować się na
samodzielny wyjazd i skorzystać z pomocy Andreasa.
 |
| Michalina na sankach |
 |
| poranek o 11.00 |
 |
| Dziewczyny szaleją |
 |
| dziewczyny szleją |
 |
| przed lotniskiem |
 |
| na lotnisku |
 |
| na lotnisku |
 |
| zorza polarna |
 |
| zorza polarna |
 |
| 10.30 w Laponii |
 |
| 11.00 w Laponii |
 |
| samotna Michasia? |