wtorek, 5 maja 2026

Uzbekistan Tadżykistan 5 maja

 5 maja

To trzeba nie mieć po kolei w głowie żeby na własnym urlopie tak ganiać. Poszłam spać po pierwszej. Pobudka o 6 bo jedziemy do Tadżykistanu. Kierowca mówi nam że im wcześniej tym lepiej. Nie bardzo wiemy o co chodzi ale  przystajemy na jego koncepcję. Wpadamy na śniadanie łapiemy co jest pod ręką i dalej w drogę. Do granicy jest 50 kilometrów. Kierowca cały czas bawi się komórką. Wreszcie ją odkłada gdy Monika mówi mu że jest narkomanem.Bardzo się denerwowałam jak używał tej komórki podczas jazdy bo oni tu jeżdżą jak wariaci na trzeciego wyprzedzają na pasch na ciągłej, przepisy dla nich nie istnieją.. dojeżdżamy do granicy. zostawiamy samochód  i idziemy na piechotę na granicę. Przed bramą kolejka. Kierowca mówi nam że nieraz jest bardzo długa a szczególnie jak się przyjdzie późno. Czekamy do 9 . O tej godzinie otwierają przejście dla pieszych.Przejście dla samochodów to zupełnie inna bajka. Na drodze zapory żeby wystające z ziemi i ogromna  bram którą wartownik zamyka za każdym samochodem.Gdy otworzyli przejście dla pieszych wszystko idzie w mar sprawnie., Przechodzimy granicę Uzbekistanu teraz ta sama procedura na granicy Tadżykistanu. Ale i tu i tam kontrolują nas 3 osoby. Najpierw sprawdzenie paszportu potem w okienku stempel wraz ze skanem twarzy i potem jeszcze raz przy wyjściu z budynku. Gdy miałam już przekraczać bramę Tadżykistanu zobaczyłam napis "witajcie w Tadżykistanie" Wyciągnęłam aparat i pstryknęłam. Przyleciał pogranicznik i kazał zniszczyć zdjęcie. Ok. Przeżyję. Jak przeszłam przez bramę  zrobiłam ten sam napis bez problemów. Tu przesiadamy się do Toyoty Rav 4 i z innym kierowcą ruszamy w góry Fann. jedziemy oglądać 7 pięknych jezior  znajdujących się w tych górach, Ruszamy z kopyta. Młody kierowca ale świetnie prowadzi. Droga dziurawa jak ser przy drodze pełno dzieci zwierząt a do tego niesamowity ruch. Wreszcie odbijamy w szutrową drogę. Nie wiem czy lepiej. Trzęsie, rzuca . cała moja terapia na kręgosłup została zaprzepaszczona. Po dwóch godzinach takich trzęsawek docieramy do pierwszego jeziorka. Jest cudownie przezroczyste i z pięknym szafirowo-granatowym kolorze. Do tego zwisające nad nim skały uzupełniają piękno na. Robimy zdjęcie, sapiemy i wzdychamy z zachwytu i dalej w drogę. Droga to w ski przyklejony do skały kawałek utwardzony. strach się bać. Dojeżdżamy do drugiego. To jest błękitne jak włoskie niebo . Prześliczne, jakieś takie radosne. Trzecie malutkie, bo jeszcze nie zeszła woda z gór. Kolor szmaragdowy. przy kolejnym zaczepiają nas dzieci. Niestety nie mamy nic dla nich. Robimy tylko zdjęcie. z czego się ciszą. Patrzymy też na domy z których te dzieci Gliniane klitki zawalające się. Widać  ż e nie tylko trudno tu żyć ale jest też bardzo biednie. Jedyna siła pociągowa to osioł. czwarte jeziorko jest długie i w cudnym szmaragdowym kolorze. Nie możemy się napatrzyć. Jak niemądre robimy mnóstwo zdjęć. Od piątego z kolei trudno nas odciągnąć .Ma cudny turkusowy kolor. Jest duże     a  kolor niesamowity. Szóste jeziorko jest bardzo małe. Przewodnik mówi nam że gdy ma dużo wody jest w kształcie serca. Ma kolor zielony a w niektórych miejscach od glonów jasnozielony.  ostatnie na wysokości 3000 m.n.p.m. jest duże  otoczone  z jednej strony górami z drugiej strony łąka. Można się położyć  zjeść lunch. Dostałyśmy po pomidorze i po kawałku lepioszki czyli ichniego chleba. Pomidory umyłyśmy w jeziorze. Niestety trzeba wracać Wracamy tą samą drogą więc jeszcze raz możemy się przyjrzeć jeziorkom. Znów jak nieprzytomne robimy zdjęcia, Po drodze kierowca skręca i zawozi nas nad takie kaskady. Bardzo urocze miejsce. Droga powrotna to męka dla mnie..Chyba ten pomidor nie pogodził się z moim żołądkiem bo  zaczął mnie bolec. Po  dwóch  godzinach podrzutów trzęsień  ostrych skrętów dojechaliśmy do granicy. Teraz taka sama procedura tylko w odwrotnej kolejności. Nie ma też kolejki na granicy. siadamy do samochodu i  o wpół do piątej lądujemy w hotelu. Mobilizuję Monikę że musimy iść coś zjeść. Nie bardzo ma ochotę ale przekonuję że na jednym pomidorze i kawałku lepioszki  daleko nie zajedzie, a przecież wieczorem nie chce jeść bo za późno. Idziemy za rada recepcjonistki do restauracji Samarkanda. Nie powiem wypasiona. Baranie żeberka w sosie z granata też dobre.Najadłyśmy się za całe 125 zł. Wracamy do hotelu. Ja do bloga a Monika padła jak długa na łóżko i spi, Zaraz przyjedzie kierowca pokazać nam życie nocne Samarkandy.O 19.30 przyjeżdża kierowca . Zabrał ze sobą córeczkę. Jedziemy do mauzoleum .  Kierowca zapewnia mnie że będziemy zadowolone. Gdy podjeżdżamy widzimy meczet z minaretami przed budynkiem ogromny basenem z wodą Całość podświetlona zmieniającymi się kolorami. Wszystko odbija się w wodzie. Rzeczywiście widok cudny.Robi wrażenie. Jest dużo ludzi. Robię zdjęcia.Monika gdzieś się zapodziała . Czekam na nią ze 20 minut. Dzwonię do kierowcy. On mówi zę Moniki nie ma. czekam jeszcze jakiś czas i ruszam do samochodu. denerwuje się co się z nią stało. Przychodzę do samochodu ale szukam samochodu z kierowcą i dzieckiem. Nigdzie ich nie ma . Okazuje się że poszedł szukać Moniki. Po jakimś czasie wracają w komplecie.Ruszamy do drugiej atrakcji. To śpiewające fontanny. Akurat zaczął się spektakl. Pokaz przepiękny. Nigdy takiego pięknego nie widziałam. Fantastycznie zgrana muzyka z ruchem wody i do tego fantastyczna kolorystyka. Cudnie. jesteśmy zachwycone. teraz ostania atrakcja to miasto na wodzie. Uzbek które dorobił się na ropie zafundował miastu Samarkandę w miniaturze i na dodatek na wodzie. Jak to zobaczyłyśmy to tylko rozdziawiłyśmy buzie z zaskoczenia i zachwytu. Jutro wyjazd do pałacu Timura.














































poniedziałek, 4 maja 2026

Uzbekistan 4 maja Samarkanda

 4 maja

Pobudka o 8,30 Idziemy na śniadanie, Nie nadzwycajnego. Od razu z marszu raszamy  zwiedzać Samarkandę.. Zaczynamy od placu Registan. To reprezentacyjny plac miasta od XV wieku. Najpierw powstała ogromna medresa  Uług bega . Została zbudowana w XV wieku. jest ogromna. Fasada medresy o wysokości 35 metrów przytłacza ogromem. Po bokach piękne minaety. Oczywiście wszysto zdobione  niebiesko turkusową  majoliką. Nauczana tu przyrody, filozofii matematyki i astronomii. Dla celów naukwych wybudowano  nawet obserwatorium astronomiczne.Naprzeciwko niej stoi medresa lwów ze względu na fakt iz na jej portalu znajdują się lwy  Trzecia medresa powstała jako uzupełnienie placu Trzy piękne medresy zrewitalizowane z ogromną pieczołowitością  za czasów ZSRR zostały wpisane w roku 2001 na listę UNESCO Powiem tak jest to tak piękna kompozycja budynków  tak misternie zdobionych z takim smakiem że   brakuje słów,. Ziwdamy oczywiście wszystko. Oglądamy jeszce sześciokątny budynek galerii Chorsu i pomnik Isłama kazirowa pierwszego prezydenta Uzbekistanu.. Zaczepia nas facet proponując wycieczkę do Tadżykistanu. Myślałam o tej wycieczce ale jakoś nie  mogłam  pogodzić tego ze zwiedzaniem. On proponuje nam obwiezienie taksówkę po najważniejszych obiektach, ktore chcemy obejrzeć  i jutro możemy jechać do Tadżykistanu. Zagadzamy się. Pokazuję mu co chcemy zobaczyć.Facet najpierw wiezie nas do obserwatorium astronomicznego.  Wybudowane w XV wieku jako pomoc naukowa dla studentów. Posiadała sekstans   o długośc 11 metrów . Duża jego częśc znajdowała siępod ziemią. Teraz pozostała tylko ta podziemna częśc . Jedziemy doAfrasib. To stanowisko archeologiczne wraz z muzeum. Po drodze zajeżdżamy do mauzoleum Hodży Danijara. jest to święty muzułmański. W tym miejscu było źródło w którym wypływała cudowna woda oczywiście uzdrawiająca. Mauzoleum Hodży  znajduje sią powyżej źródła. Jego trumna ma  28 metrów bo Hodza cały czas rośnie Stanowisko Afarsib  to pozostałości po wykopaliskach archeologicznych. Natomiast zbiory muzeum to kolejne nasze achy i ochy. W trakcie wykopalis wykopane  reski z sali audiencyjnej pałacu.  Rozmiar fresków i ich stan zachowania  oraz żywe kolory stanowią dowód wysokiego poziomu cywilizacji  w VII w na tym terenie.. dwiedzamy miejsce pochówku pierwszego prezydenta  Uzbekistanu. Tu  wszyscy się modlą do niego jak do nświętego . Jego grób znajduje się  na placu meczetu Hazrat Hyzr  i nosi nazwę legendarnego świętego.. jedziemy do Szach i Zinda. To co tam zobaczyłyśmy przeszło nasze oczekiwania. Po pierwsze tłumy zwiedzających.. Po drugie podchodzę do kasy wartownik mi pokazuje żebym się wróciła drugi widząc moją zdziwiona mine każe mi wchodzić. Jak każe  to ja idę. Po wyjściu okazało się że kasa biletowa jest kawał drogi od wejścia. Szah i znada to niezwykła ulica z monumentalnymi mauzoleummi. Coś nieprawdopodobnego. Ogromne cudownie zdobione portale  jako wejścia do mauzoleum i wnęrza mauzoleów przepięknie zdobione. Juz myślałam że po Chiwie nie zakręci mi się w głowie od ilości zgromadzonych tuz przy  sobie  cudów myśli i pracy ludzkiej ale to co ujrzałam tutaj powaliło mnie na kolana. Znajduje się tutaj 20 budowli Pierwsza powstała  w XIV w ostatni w XVI Prawie wszystkie są bogato zdobione. Od nadmiaru wrażeń wszystko nam się poplątało i nie mogłyśmy znaleźć   mauzoleum  kumasa ibn  Abbasa. Wyszłyśmy  tak oszołomione pięknem tego miejsca że nie chciało nam się juz nic zwiedzać, co nie oznacza że zrezygnowałyśmy został nam meczet Bibi Chanum , który jest kolejną wizytówka miasta. Meczet jest ogromny. Wnętrza nie są udostępnione bowiem  trzęsienia ziemi naruszyły jego konstrukcję która została zabezpieczona, Natomiast  front i boczne ściany oraz kopulę za czasów ZSRR z wielkm pietyzmem odrestaurowano Obok meczetu stoi mauzoleum Bibi Chanum. Jest ono o tyle cieka ze że  znajduje się w podziemiach a jak się wchodzi to podobnie jak  w grobie Napoleona  jest barierka i można się pochyli,cby zobaczyć trumnę pokrytą suknem. Po drodze do hotelu zajeżdżamy do synagogi. Rozmawiamy z rabinem który pokazuje nam torę przywiezioną z Polski w czasie wojny. Zydzi  askenazyjscy znaleźli schronienie w Samarkandzie e. Pokazuje te stosy książek ktore przywieźli z Polski. Po drodze  umawiamy się z kierowcą na jutro na wycieczkę do Tadżykistanu. Dziś są imieniny Moniki. kupujemy wino Uzbeckie  i różne orzeszki iw ten sposób po taniości robimy imprezę.