wtorek, 15 września 2026

Sardynia 15 września 2026

 15 września 2026

Wstajemy przed siódmą bierzemy plecaki i idziemy na śniadanie. Potem szybko do samochodu bo przed nami droga do Caligari. caligari to stoloca Sardynii. Droga dosyć długa, ale  postanowiłysmy  odwiedzić miasto ktore ma bardzo długą historię. Samo położenie powodowało że to miejsce było łakomym kąskiem.Droga prawie cały czas trasami szybkiego ruchu. Ale w standardzie Sardyńskim a nie Polskim. Ale  nie było źle. Parkujemy na ulicy Belverede. Piękny widok na całe miasto i morze. .Ruszamy na zwiedzanie miasta. Pełno tu turystów. Nauczona wczorajszym doświadczeniem pytam faceta w kiosku o możliwoścć parkowania. Zapewnia mnie że można bezpłatnie. Stojący obok ludzie mówię mi po polsku że jeśli są białe pasy to można bezpłatnie. Ruszamy w drogę na plac pałacowy. Tu są najważniejsze zabytki miasta. Stary ratusz.,palac królewski i  Katedra wniebowzięciaNMP. Marzy nam się kawa, ale ndwie kawiarnie są blegane. Wchodzimy do katedry. Ma wspaniały  fasadę. Wnętzre jeszcze piękniejsze. Zdobione polichromią  marmurową i zotem. Robi na nas niesamowite wrazenie. szczególnie kaplica pizneńczyków gdzie znajdują się  tablice z nazwiskami osób pochowanych  w tym miejscu.. Obok katery stoi  stary ratuszw barokowym stylu. My jednak  postanowiłyśmy zwiedzić pałc królewski. Był on siedziba  wiekróla  sardynii. Jest tam galeria obrazów wszystkich wicekrółów Sardynii. największe wrażenie zrobiła na nas ogromna klatka schodowa. Pałac  był też siedzibą króla Sabaudii w czasie panowania Napoleona I.  Pokoje na pierwszym piętzre  maja przepiękne żyrandole. Największe wrażenie zrobiła na nas slala Rady. Przepiękne  freski na suficie i stiuki  na ścianach.  Droga prowadzi nas do Bastionu Remigiusza. najpierw zapowiadałó się neiciekawie. Jakiś remonu wielki taras. Nie bardzo wiedziałyśmy o co chodzi z tym bastionem.. Został on wzniesiony na murach obronnych  średniowiecznego miasta. Ogromny  tars to nie wszystkoOgromne piękne schody z tarasu Umberta prowadzą nas  na zadaszoną promenadę. Celem budowli było połazcenie  dolnego i górnego miasta. Budynek zbudowany z  z białego i żółtego wapienia robi na nas ogromne wrażenie. Jeszce większą radośc sprawia nam widok  otwartych parasoli co wskazuje że  są otwarte restauracje. zasiadamy przy stoliku. kelner przynosi kartę. czekamy pół godziny. Gdy zamawiamy okazuje się nie ma dań ktore chciałyśmy zamówić, przesiadamy się dalej. zamawiamy   danie dla dwóch. Przynoszą nam ogromny talerz owoców morza. Wygląda imponująco. Ośmiornice, kraby,  mule , sercówki. Wrażenie wspaniałe a do tego jeszcze smak.Pychota. Podane z drobnym makaronem w kształcie kuek . To podobno makaron sardyński. Najadłyśmy się  do syta. Wracamy na trasę zwiedzanie. szukamy wieży słonia.Wybudowana  z białego wapnia  przytłacza swoim ogromem. Marmurowy posąg słonia umieszczony  w połowie tej 30 metrowej wieży miał przynosić szczęście pizeńczykom. . Z wieży słonia ruszamy do krypty św. R Restytuty. szukamy dość długo bo GPS    nie bardzo nam  chciał pomóc. Pytam spotkanego chłopaka w  kryptę. On mówi ze jest tu pierwszy raz. inna kobieta pokazuje  mi drogę. Wołam Bożenkę żeby przyszła. Chłopak po polsku mowi do mnie  ze też jest z Polski. Uśmailiśsię  . Krypta  to ogromna jama w skale z licznymi korytarzami. Znajdują się w niej prochy św, Restytuty. Krupta była  ozdobiona licznymi freskami. Praktycznie został tylko jeden. . Nie zrobiło to na nas większego wrażenia. Wracamy do samochodu praktycznie pustymi uliczkami. Całe maisto ma sjestę. Ruszamy samochodem do hotelu. Po drodze mija nas samochód na polskich numerach z Warszawy. Stwierdzamy że jednak Polacy dużo podróżują. O 19. 30 docieramy do hotelu. Kolacją dobra . Przyniosłyśmy swoją wodę. z pokoju hotelowego. Teraz tylkopraca nad blogiem i zdjęciami a potem  plany na jutro. 

poniedziałek, 14 września 2026

14 września

 14 września

14 września

Pobudka  po zóstej. Zbieramy się szybko i idziemy po lunchboxy. Facet na recepcji zakręcony. Mówię mu że  chcę lunchboxy a on chce ode mnie klucz do pokoju. Zaskoczona daję mu. On lata porecepcji cały czas powtarza numer naszego pokoju. Sprawdza w jednym komputerze w drugim. Wreszcie przychodzi i pyta czy my dzis wyjeżdżamy. Oczywiście mówię mu że chcę śnaidanie w postaci lunchboxu.Wreszcie załapał. lecimy do samochodu. Ruszamy. Droga z poczatku pusta. Potem zaczynają się  zakręty. jest brdzo wąska i kręta. Jedziemy i jedziemy, zaczynam się denerwować, że  nie zdążymy na dzisiątą, bo GPS pokazje coraz późniejszy czas przybycia do Palau, gdzie mamy wyjecjhać na wycieczkę na wyspy.Kadę wolno. Za mną kolejka  bo linia ciągła. Bożena się śmieje, że mogli nie wyjeżdżac jak ja jadę. W pewnym momencie dojeżdżam do traktora. On jedzie jeszzce wolniej.Teraz już nie jestem tą ktora tamuje ruch. Dojeżdżamy do Palau. Tu korek pzreogromny bo samochody wjeżdżają na praom. Zatrzymuję się na poboczu i lecę zapytać gdzie nasza łódć. W końcu znajduję nasz statek.  Wracam do samochodu. Pytam kobietę ze4 stacji benzynowej czy mogę tu stać a ona że tylko godzinę .  Jadę dalej. Znajduję fajne miejsce. Stoi już sporo samochodów. Szukam informacji czy  można parkować ewentualnie  czy parkowanie płatne. Nic nie ma . Idziemy na łódkę. Pytam obsługi czy mogę tam stać i czy się płaci. Oni że nie. Ruszamy w drogę. ArchipelagMadalenas jest nazywany europejskimi malediwami. Jestam bardzo ciekawa jak to wygląda. Najpierw  przystanek na wyspie madalena. Mieasteczko jedyne na wyspie pełne turustów. Oczywiście nabrzeże. Wyżej nikt się nie fatyguje. MY poszłyśmy w poszukiwaniu  sklepu spożywaczego, bo to co dostałyśmy z hotelu to godne pożałowania. same ciastka suchary i dżem. Do tego sztućce. Kupiłyśmy bułki i ser. Wracając pozwoliłyśmy sobie na lody, Pyszne właściwa konsystencja.. Lodziarnia znajdowała się przy pięknych schodach. Gdy siedziałyśmy i lizałyżmy lody czekałam az  będą puste by zrobić zdjęcie. Przyuważyłam moment. Gdy podeszłamzobaczyłam jak na schodach rozsiadła sie kobieta. Mówię do Bożeny. Tyle czasu zcelkałam a ta się rozsiadła. W tym momencie  słyszę głos nie rozsiadła sie tylko robię jej zdjęcie. Przeprosiłam i kolejna nauczka. Trzymaj język za zębami/Madalena piękne miasteczko z mnóstwem schodów. Ruszamy dalej na wyspę Cala Granara. Droga piękna widoki niesamowite, ale słońce praży. Docieramy do Cala Granara. Tu czas na kąpiel. Zatoczki cudo. Wybieramy tę z mniejszą ilością ludzi. Szukamy cienia. Rozkładamy moją szmatę biskupa zostawiamy plecaki i do wody. Plaża cudna miękka, woda bosko krystaliczna. Jest cudownie. W pewnym momencie widzimy że pod naszym dzrewkiem rozłożyła się rodzina z dwójką dzieci i babcią. Tak się rozłozyli  ża nasze rzeczy w srodku pomięzy nimi. Trudno nie ma co robić zadymy. Pływamy moczymy się . Wracamy n a nasze miejsce  . Godzina mija bardzo szybko. Wracamy na statek Traz wyspa Budelli. Tu z morza mamy podziwiać różowy pisek  na plaży. Powiem szcerze nie widziałam. Bożena tez. Ale znów   skok ze statku do morza i chwila kąpieli w cedonie czystej wodzie.   Teraz czeka nas  czwarta wyspa Santa Maria. Tu na widok zatoczek aż nas zatkało. Po prostu cuda. kolory  morza niesamowite do tego piękna skały  i woda  odpowiednio ciepła czysta i taka otulająca. Siedzimy do ostatniej chwili. Teraz powrót. W porcie niestety niespodzianka. mandat za brak opłaty za parkowanie . Wszyscy, którzy tam stali dostali mandaty/ Ruszamy w drogę powrotną. jedziemy inną trasą. prawie cała droga to  droga ekspresowa.  Robimy zakupy w Lidlu i wracamy do hotelu. W restauracji niestety po godzinie od jej otwarcia tylko nędzne resztki. Niczego  nie donoszą. Ale mięso bylo pyszne. W pokoju pogfawędka o mijającym dniu i plany na jutro.

Sardynia 13 września 2026

 13 września 

 Wstajemy wcześnie, lecimy na śnaidanie i z buta do przystanku autobusowego, by dojechać na lotnisko, Kupuję bilety w automacie. Na lotnisku kolejka Odbieram kluczyki do samochodu i ruszamy w drogę miał być mały suv  a dosatłam  Cuprę limuzynę. Ruszamy do Sassari. Walczymy z GPS bo się niechce słuchać, ale pokonujemy go i juz prowadzi dobrze, Dojeżdżamy po  niecałej godzinie do Sassiere. Przyjechałyśmy tu by zobaczyć śliczną fontanne. faotanna  rzeczywiście śliczna. Ale otoczenie pozostawia wiele do życzenia. Zarośniete, wejście na plac przez zardzewiała bramę. Taki włoski bałagan, albo urok.Postanawiamy darować sobie liczne kościoły w Sassiere i riszamy do Castesardo.  Droga niezła z wyjątkiem jednego odcinka, którym poprowadził nas GPS. Była tak wąska że dwa samochody nie mogły się minąć. A ciągnęa się parę kilometrów. jechałam z duszą na ramieniu. Widoki miasteczka, ktore wyłóniło się zza zakrętu  to był jeden okrzyk radości. Wysoka góra na niej  mnóstwo kolotorych domków z czerwoną cegła a na szczycie zamek z wysoką wieżą. Wjeżdżamy do maisteczka. Parkujemy w pierwszym możliwym miejscu i wspinamy się do góry. Bożenka dzielnie pokonuje trudności. Widzę że nie ma siły zwalniamy tempo. Ogladamy piękną biżuterie z koralowców zcerwonyc. W końcu docieramu do zamku  Doriów. Chodzimy po komnatach wypełnionych  eksponatami   wikliniarstwa Sróżimnomorskiego . Największe wrazenie zrobił na nas widok ze szcytu  zamku. Widok na zatoki  oszałamiający. . Po zwiedzeniu zamku czas na coś dla ciała. Idziemy do restauracji z widokiem na zatokę. Tu szaleństwo owoców morza. Najpierw na start  przegrzebki, tuńczyk  coś do czego lepiej się nie przyznawać bo można starcić stanowisko czyli ośmiorniczki ,i wspanaiły łosoć. Potem z grillla kalmary langustynki   jakieś rakowate,  ryba nie wiemy jaka,  kałamarnica i wiele innych. Wszystko pycha, Najadłyśmy się  i dalej w drogę. wchocdimy do kościołaMatki Boskiej łaskawej  gdzie znajduje się krucyfiks czarnego Jezusa.  Teraz droga prowadzi do katedry Antoniego Pustelnika Ma ona kolorową majolikna kopule. Tu też z tarasu widok marzenie. Przyy katedrze znajduje się  przeniesione z katedry krypty  oraz rzeźby  z nagrobków.  Wracamy zadowolone . Jedziemy do skały słónia. jest to skała powulkaniczna , którą natura wyrzeźbiła w kształcie słonia. Z daleka robi niesamowite wrażenie. Po tych przygodach postanawiamy pojechać jeszce na plażę la Pelosa. Jest to jedna z najpiękniejszych plaż. Trudno się na nią dostać bo ilośc osób jest limitiwana i trzeba zamawiać biety z wypzredzeniem. Sprwdzilam. Dziś mogłam kupić bilet na 30 września. Ale po 18 mozna wejśc za darmo. Pojechałyśmy więć żeby się wykąpać. rzeczywiście piasek mięciutki  jasny wejscie do morza cudowne długo płytkie sam piasek na dnie. Woda cudownei przejrzysta i ciwpła. Wykąpałyśmy się  chwilę  odpoczęłyśmy i trzba wracać. Dojechałyśmy na 8.30 do hotelu. Miałam kopot ze znalezieniem miejsca parkingowego ale udał się. Idziemy bezpośrednoi na kolację a potem pokój blog i wieczorne podsumowanie dnia

Sardynia 12 września 2026

 12 września

Dziś z Bożenką wywlatujemy na Sardynię. Planowałysmy na Rodos ale ostatecznie padło na Sardynię. Wylot z Modlina  5.45. Planuję  o którejmusimy wyjechać z domu. Padło że parę minut przed 4. W nocy się budze i postanawiam jeszcze raz sprawdzić informację o odlecie. W ulotce  jest napisane, ze odprawa zaczyna się  dwie godziny przed wylotem. Postanawiam  jednak wyjechać wczesniej. Ruszamy troche po trzeciej. Droga pustaa, ale remont utrudnia jazdę. Docieramy przed czwartą na lotnisko. Przed terminalem zosatwiamy samochód. Odprawa jest w trakcie. Oddajemy walizki i  czekamy na samolot. Wszystko odbywa ssię o zcasie . Jestem zadowolona, że przyjechałyśmy wcześnjiej, bo  wszystko odbyło się na spokojnie. W samolocie natychmiast padam ze zmęczenia. Właściwie budzę się tuż przed lądowaniem. Busikiem dojeżdżamy do hotelu.. Tu okazuje się że zakwaterowanie dopiero o 14. a spotkanie z rezydentką o 11.30. Idziemy  do baru. Kupujemy po kawału  pizzy i kawę. . Idziemy na spotkanie z rezydentką.. Nazywanie tej pani rezydentką to  wielka przesada.Jej przekaz był taki. Macie szcęście miszkacie w najładneijszym mieście Sardynii.  Proponuje dwiewycieczki. Na inne się nie zapisujcie, bo i tak ich nie zrealizuję. Nie ma co podróżować po Sardynii bo komunikacją jest  byle jaka drogi też, i można mieć kłopoty z powrotem  do hotelu. Gdy zapytałam o dojazd do lotniska odesłała mnie do google. Zostawiamy walizki i idziemy z Bożenką na spacer po Aghero. . Jesst bardzo ciepłó. Idziemy zacienionym chodnikiem . ktory jest promenadą wzdłuż wybrzeża.Wchodzimy do kościoła sw. Michała, oglądamy wieże pozostałości murów obronnych.kościół Sw Michała zpiękną majolikową kopuła jednym z symboli miasta i katedrę z wysoką dzwonnića Idziemy na obiad. zamawiamy  makaron i  bruschetę. Zapychamy żołądki i wracamy  się zakwaterować.Szyba kąpiel i z powrotem do lghere. Po zakwaterowaniu ruszamy do Alghero jeszce raz. Teraz idziemy  nad morze. Tu piękna marina i dlugi falochron. Zdziemy  molem  przy falochronie. Wiaterek i cień  daja nam komfort w temperzeturze ponad 30 stopni. Szukamy ulicy via Kaledonia , bo stamtąd odjeżdżają autobusy na lotnisko. Ustalamy wszystko na następny dzień. Chodzimy po wąskich uliczkach. Zaglądamy do slkepików. próbujemy pysznych serów. Miasteczko jest urocze. Wracamy na kolację. zaskakuje nas mały wybór potraw. Ale są samczne, Woda i inne napoje niestety dodoatkowo płatne. Trochę nas to dziwi że w restauracji nie można dostać wody za darmo ale trudno. Wracamy do pokoju. Tu  pogawędka  na balkonie przy lampce wina. Jest cudownie ciepło. i fajnie.


czwartek, 7 maja 2026

Uzbekistan 7 maja Taszkient

 7 maja 

 Pobudka  wcześnie mimo że nie ma potrzeby. cały czas denerwuję się tym że mamy za duże i za cięzkie walizki. Jedziemy z naszym kierowcą  na lotnisko. jest bardzo miły. Na wszelki wypadek gdybyśmy nie przeszły odprawy  pytam ile kosztuje przejazd do Taszkientu.Mówi że 120 dolarów i jedzie się około 4 godzin. oddycham z ulgą . plan awaryjny jest. Żegnamy się z nim.  Oczywiście podwózka za darmo. Skoro zaoferował nam podwózkę za darmo to nie wychylam się. Na lotnisku  gdy zaczyna się odprawa widzę że facet  nadaje walizkę takiej samej wielkości jak nasze. Przeszła to i nasze przejdą. Wszystko co ciężkie wrzuciłam do plecaczka. Waży 10 kilo . Walizka 18. Moniki walizka 15 kilo. Kobieta  każe nam zapłacić za nadwagę. Idziemy do okienka. facet daje nam karteczki. mamy iść zapłacić w banku. Okienko obok. Nikogo nie ma . Nasze walizki leżą na  taśmei. Odprawa zablokowana. czekamy  10 minut dalej nikogo nie ma . Wracam do faceta że przecież  zablokowana jest odprawa. Zebrał się już tłumek pasażerów. On poszeł szukać kobiety. Przychodzi oczywiście z telefonem w garści i gada. Płacimy około 100 zł za nadwagę. Teraz już wszystko idzie jak z płatka.  Godzina lotu mija niepostrzeżenie. Przed lotniskiem  wzywam przez Yandex Go taksówkę. Czekamy  czekamy juz powinna być  a nie widzimy jej. Wreszcie wypatrzyłyśmy że  minęła nas i pojechała jakieś 100 m dalej. Wszystkie taksówki zatrzymują się przy  chodniku  prowadzącym z terminalu. jest tylko jeden  i na dodatek jest w tym miejscu wnęka  dla samochodów. Ruszamy. Jestem zdziwiona że  trzeba zapłacić prawie 2 razy więcej niż poprzednio ale jestem pewna że wbiłam dobrze nazwę hotelu i adres. jedziemy i jedziemy . Facet pyta dlaczego tak daleko mieszkamy. Ja mu mówię że w hotelu Ramada by Wydham.  On tumaczy nam ze jedziemy okrężną drogą bo jest korek. Wyjeżdżamy z miasta. Pokazuje nam gdzie jest granica z Kazachstanem. Mówię mu że wyjechaliśmy z miasta a on że to obwodnica. Wreszcie skręcamy w jakieś  przemysłowe zadupie. Jakieś rury,   małe domki no wiadomo że to nie to. facet zatrzymuje się przed jakąć chałupiną i mówi że to tu. My na niego że to ma być hotel duży 4 gwiazdkowy w centrum . Pokazuję mu rezerwację na bookungu.On zbierze moją rezerwację z ktorej zamawiałam taksówkę i mówi że to ja popełniłam błąd. Ze w Taszkiencie są dwa hotele o tej samej nazwie. No ale przecież nie przywiózł nas do hotelu innego o tej samej nazwie. Wracamy  z powrotem/ Wreszcie zajeżdżamy  pod właściwy adres. Facet chce podwóją stawkę. Ja oczywicie nie widzę powodu żeby mu płacić tyle. Ale niestety mam tylko 100000 sum a przejazd był uzgodniony na 75000 sumów . Daję mu ten banknot to jest około30 złotych. Meldujemy się w hotelu i ruszamy  do kompleksu Hazrati Imam. Jest to kompleks budynków powstałych wokół grobu uczonego Hazratiego. W skład tego kompleksu wchodzi medresa  Barak-chana która powstała  w XVi w  meczet piątkowy  i medresa Mudżi Mubaraka. najbardziej interesuje nas ten trzeci obiekt. Tam znajduje się najsparszy na świecie spisany egzemplarz koranu. Spisany jest na papierze z jeleniej skóry. Ma 353 olbrzymie pergaminy.  Egzemplarz ten został spisany w VII wieku Księga ta została przywieziona przez Timura Chromego  do Samarkandy. Potem został wywieziony do Ermitrażu do Petersburga.W 1924 wrócił do Taszkientu za sprawą Lenina..Na tym postanowiłyśmy zakończyć zwiedzanie. Obok  kompleksu Hazrati Imam stoi potężny budynek  przypominający  meczet z turkusowymi kopułami 4 minaretami. Kłębi się przed nim tłum ludzi Ogromna kolejka po bilet i do wejścia. To  otwarte w 2025 r Centrum Kultury Islamskeij.  Budynek i otoczenie robią wrażenie. Teraz czas na zakupy. Wołam taksówkę przez Yandex i jedziemy do  bazaru Chorsu taksówkarz mówi tylko po uzbecku. Denerwuje się bo nie rozumiemy a chce coś ustalić.  W końcu pokazuje nam na zdjęciach budynek  bazaru. Kiwamy głowami i jedziemy. Chyba nie jest zadowolony bo to jest stosunkowo blisko, ale upał jest niemiłosierny. Pokazuje 37 stopni. Na bazarze tez gorąco, ale w szale zakupów zapominamy o tym. Kupujemy jakieś słodycze miejscowe, orzeszki potem drobne upominki i wychodzimy z bazaru bo przecież i tak mamy nadwagę bagażu. To znaczy ja mam a Monika właśnie osiągnęła pełnię wagi. Gdy szukam w internecie jakiejś fajnej knajpy na ostatnią kolację Monikę zaczepiają dwaj Uzbecy, Jeden z nich oferuje pomoc przy znalezieniu  restauracji. Jestem przekonana ze to będzie pudło. Idziemy i idziemy po tym bazarze. Wreszcie zaprowadza nas do alejki gdzie są same stoiska z jedzeniem. na tyłach można usiąść i zjeść. Facet doprowadził nas  i się pożegnał. Gdzie indziej zaraz zażądaliby jakiegoś napiwku. To miejsce nie spełnia  moich oczekiwań na ostatnią kolację w Uzbekistanie Oczywiście gdybyśmy dwa tygodnie temu tu trafiły w porze lunchu to może byśmy się zdecydowały, bo na pewno jedzenie jest smaczne i świeże. Ale nie teraz. Zamawiam taksówkę do restauracji Caravan, Podobno najlepsza w mieście,  Wygląda wspaniale, klimatycznie. Zamawiamy szaszłyki jagnięce, sałatkę z pomidorów  i kompot wiśniowy. Kompot wypijam praktycznie jednym haustem . Szaszłyk boski, mięciutki świetnie doprawiony. . Wspaniałe zakończenie wyjazdu. Teraz tylko pakowanie, ważenie wlaizki i jutro pobudka o 6.i żegnaj Uzbekistanie. Wspaniały kraj wspaniali życzliwi ludzie

terminal wSamarkandzie

nasz samolot do Taszkientu

centrum Kultury Islamskiej

medresa Barak Chana

medresa  Mudźy Mubaraka

meczet piątkowy Hodży Mubaraka

widok na medrese Barak Chana

meczet  Hodzy  Mubaraka

koran

jedna ze stron koranu

w medresie Hodźy Mubaraka

wejście do meczetu Mubaraka

dziedziniec meczetu Hodży Mubaraka

dziedziniec  meczetu

w meczecie




co to za wzrzywo ?rzodkiew?

restauracja Caravan

restauracja Caravan


środa, 6 maja 2026

Uzbekistan 6 maja Shahrisabas Samarkanda

6 maja

Znowu pobudka o 7. Nie dokończyłam wczoraj bloga i dzisiaj z samego rana przed śniadaniem kończyłam. Monika też wstała  wcześnie. Po śniadaniu jedziemy z kierowca do pałacu Timura W Szachrisabs. Kierowca się spóźnia. Przeprasza nas  serdecznie. Ruszamy  w drogę. Ale jest korek Jedzie jakaś kolumna rządowa. Potem pełno policji. Zatrzymują kierowcę. Coś tam nie gra . Przychodzi żeby mu dać 100 dolarów. zapłacił ruszamy. Dojeżdżamy do jakiegoś miejsca wyglądającego na park zabaw dla dzieci  sprzed lat. On nas namawia żebyśmy zrobiły zdjęcia na górce. Mówi o jakimś aktorze . Nam nazwisko nic nie mówi. Wchodzimy. Rzeczywiście widok jest  ładny ale  tylko ładny natomiast park zabaw raczej przestarzały. Gdy widzę  zdjęcia bohaterów Winnetou to już wiem o jakim aktorze mówił kierowca. Jedziemy dalej. Droga się ciągnie. Wjeżdżamy w góry. Już liczyłyśmy że tu są te gondole na górę, ale nie. Mijają dwie godziny a my jeszcze w lesie. Monika zaczyna się wkurzać że tak długo jedziemy.  Wyjechałyśmy z gór. Kierowca mówi że za 25 minut będziemy na miejscu. Nie bardzo mu wierzę, O 12 dojeżdżamy do gondoli.  Wjeżdżamy gondolami na górę. Widok turkusowego jeziora  wśród gór poprawił  nam humory ale nie do końca Cieszymy oczy widokiem robimy fotki i wracamy na dół. Teraz już  prosto do Szahrisabz. Jest to miasto założone 2700 lat temu przepełnione historią bo  i Aleksander Wielki i inni wielcy wodzowie  tu zostawiali swoje pamiątki.   W Szahrisabzie znajduje się Polski  cmentarz wojenny Pochowano tu 256 żołnierzy i cywili zmarłych tutaj z powodu tyfusu, głodu klimatu  i ciężkiej podróży. jak zwykle w takich przypadkach gdy widzę  cmentarz z Polskim Orłem coś mnie ściska w gardle. Nazwiska wszystkich pochowanych są wymienione na tablicach. Serce krwawi gdy się widzi  że ktoś maił 14. 17   czy 21 lat .. Z cmentarza ruszamy do najważniejszych zabytków Szahrisabs. najpierw biały pałac. Pozostały po nim tylko dwa pylony wejściowe . Obecnie mierzę 38 metrów ale   według badaczy mogły mieć  do 70 metrów wysokości a wieże do 80 metrów. Same pozostałości robią wrażenie,  na nich są pozostałości zdobień w stylu Temurydów. Wnętrza były zdobione kolorowymi płytkami. Wynika to z odnalezionych pozostałości Budowę zakończono w 1395 r. Pałac  został  prawdopodobnie zniszczony przez chana  Buchary. Szkoda, że  pałac nie  przetrwał do dzisiejszych czasów. Teraz kolej na medresę  Czubin , ale po drodze mijamy pomnik Timura Chromego stojący po środku  miejsca gdzie był pałac. Medresa Czubin mieści w sobie  muzeum Timura Znajdują się tam różne pamiątki z okresu Timura oraz makiety  różnych mauzoleów. Zachodzimy do meczetu Mulk Asztor. Ponieważ nie ma nikogo w meczecie siadam na schodku   kazalnicy  imama i czytam Monice  o tym meczecie. Zagląda do meczetu imam. Gdy widzi, że czytamy macha ręką, Wybiegam za nim, by zapytać o drogę do innych obiektów, a  on że możemy sobie tam czytać. Oczywiście pokazał nam drogę do bazaru czorsu i meczetu Kok Gumbaz. Idziemy przez pięknie utrzymany park. bazar Czorsu jest w remoncie. Natomiast meczet piątkowy Kok Gumbaz wybudowany w 1434  r jest śliczny. Ma niebieską kopułę . Wnętrze pięknie odrestaurowane w kolorach błękitu, Takie lekki delikatne i eleganckie. Obok tego meczetu znajdują się dwa mauzolea. Przykryte  3 kopułami o turkusowym kolorze Wnętrza są  pięknie udekorowane.   Schodzimy na dół do kompleksu Dorus Siadat. kupuję bilety. Zbudowane jest tu mauzoleum Timura meczetu i salir dla pielgrzymów. Ściana główna  była zdobiona marmurem. Niestety nic z tego nie zostało. Gołe ściany . Tylko w krypcie grobowej znajduje się  sarkofag  Timura z białego marmuru. Ale tu nie ma ciała Timura bo został przeniesiony do  Samarkandy. Gdy wchodzę na teren kompleksu już po zwiedzeniu krypty zaczepia mnie kobieta pytając czy potrzebuję  przewodnika. Gdy odpowiedziałam, że nie zaczęła pytać mnie czy kupiłam bilet. Zażądała bilety. Wyciągam z portfela wszystkie  bilety. Ona mówi że nie mam biletu. Pokazuję jej  na telefonie że płaciłam  za bilet . Zaczynam pokazywać jej bilet z godziną zbliżoną do tej o której kupowałam bilet. Ona żebym poszła z nią do kasy. Ja nie mam zamiaru latać  i coś udowadniać,. Wreszcie  odczepiła się. My weszłyśmy do meczetu. Gdy wracałyśmy ona  szła   z kasy i przeprosiła mnie. Podjechał kierowca. Ruszamy w drogę powrotną, Po drodze zawozi nas do restauracji. Zachwala że jest wspaniałe mięso pieczone w piecu Tandoor. Wygląd restauracji nie jest zachęcający. Kierowca  prowadzi nas na zaplecze i pokazuje wiszące tusze  zwierząt. Potem piec tandoor i pieczone mięso. Zamawiamy pół kilo  mięsa  i sałatkę na dwie. ja biorę jeszcze kefir. Przynoszą nam  pocięte kawałki mięsa, Niestety nie jest ciepłe, Do tego chleb. Monika upomina się o ciepły chleb, ale nie mają. Powiem szczerze. Nie rzuciło mnie to jedzenie  na kolana. Oczywiście  nie zjadłyśmy tego mięsa w całości. Zabrał to kierowca.  Na koniec  odwiedzamy mauzoleum Timura. To co zobaczyłam to mnie zatkało. Już sam budynek robi wrażenie. Piękna fasada Cudownie niebieska kopuła pokryta  turkusowymi płytkami na dodatek jeszcze zdobionymi. Wnętrze mauzoleum to cudo. Kopuła w piękne wzory złoto i trochę błękitu . To samo całe ściany. Trudno opisać  piękno  tego  wnętrza. Stoimy i stoimy i się gapimy. Trzeba jednak wracać. jesteśmy w niedoczasie. Docieramy do hotelu o 18 zamiast planowanego powrotu o 15. Chwile odpoczywamy i jedziemy na pokaz światło i dźwięk w Ragistanie, Gdy przyjeżdżamy jest niewiele ludzi, ale  po pół godzinie jest tłum.. My mamy wspaniałą miejscówkę z  tarasu widokowego. Pokaz to gra świateł zgrana z muzyką uzbecką. Pokaz trwa 15 minut. Kobieta stojąca obok mówi mi że  czytała że będzie jakiś drugi pokaz. Wszyscy jednak wychodzą.  Ja zamawiam taksówkę przez Yandex Go. Ma być za 11 minut. Patrzymy jak  odjeżdżają autobusy wycieczkowe a naszego samochodu  nie ma. Dzwonię do niego nie odbiera, piszę maila nie odpisuje. Latamy jak poparzone po  obu stornach ulicy ale nie znajdujemy go. za to dostaję wiadomość ze już mi stawka za przejazd  rośnie za  czekanie kierowcy. rezygnuję z tego przejazdu i wołam drugą taksówkę. Okazuje się że rozpoczął się drugi pokaz. Monika zerka na niego. jest inny jakaś bajka. Ja oczywiście wypatruję taksówki. Jest podjeżdża i wracamy do hotelu. Jutro lotnisko i Taszkient. Teraz zobaczyłam, że bagaż  rejestrowy może mieć 10 kilo .My mamy po 20.  Ciekawie będzie na lotnisku.

w wiosce indiańskiej

widok z Miraki

widok z Miraki

turkusowe jezioro

turkusowe jezioro Miraki

a w dali góry

na ławeczce  w Miraki

Polski cmentarz wojenny

Polski cmentarz wojenny

na cmentarzu wojennym

nagrobki na cmentarzu

brama w Szachrisabs

fragment pałacu Timura

fragment bramy wejściwej

pałac Timura

pomnik Timura Chromego

pomnik i ruiny pałacu

meczet Mulk Asztor

muzeum Timura

droga do meczetu Kok Gumbaz

wnętrze Kok Gumbaz

wnętrze Kok Gumbaz

wnętrze Kok Gumbaz

wnętrze Kok Gumbaz

kopuły dwóch medres


grobowiec Timura

piece tandoor

mauzoleum Timura

mauzoleum Timura

mauzoleum Timura

kopuła w mauzoleum Timura

wnętrze mauzoleum Timura

wnętrze mauzoleum Timura

wnętrze mauzoleum Timura

kopuła na mauzoleum