sobota, 5 stycznia 2013

7 listopada 2012 r. Madagaskar


7 listopada 2012 r. Madagaskar
PN Perinet - Antsirabe
Dzisiaj z samego rana ruszamy do Parku Narodowego Perinet. Prowadzi nas przewodniczka Weronika. Najpierw pokazuje nam  lemury bambusowe .Bardzo rzadki gatunek  lemurów które żywią się wyłącznie bambusem i są odporne na zawarty w nim cyjanek. Mogą  zjeść 20 razy więcej cyjanku niż śmiertelna dawka człowieka. Inna ich nazwa to „maki” Zwierzątka są śliczne mają ogromne oczy i są bardzo ciekawskie. Sprytnie przeskakują z gałęzi na gałąź ale też schodzą na ziemię. Mają śmieszne okrągłe pyszczki Gdy czują zagrożenie salwują się ucieczką. Potem spotykamy diademed sifaka największy z sifaków. Po drodze przewodniczka pokazuje nam zielono ubarwionego gekona z różową plamką na boku. My oczywiście nic byśmy nie zauważyły. Tak  samo minęłybyśmy węża boa, ale dzięki  czujnemu  oku Weroniki zostałyśmy ostrzeżone .Następnie pora na rzadko spotykane  nonactive lemur.
One tylko śpią i nie schodzą z drzew. Podobno trzeba mieć dużo szczęścia by je zobaczyć. Jeszcze po drodze spotykamy  collarred brown lemur. Jedne z bardziej popularnych w tym parku. Na koniec niespodzianka. Na drzewach siedzą lemury indri indri. Są to śliczne zwierzątka czarno białe jak misie maskotki. Są to największe lemury. Strasznie się wydzierają . To ich sposób porozumiewania się. Perinet to jedyne miejsce na świecie gdzie można zobaczyć indri indri. Zwierzęta te nie żyją w niewoli. W drodze powrotnej  Weronika pokazuje nam gekona zupełnie  przypominającego  suchy liść lub korę drzewa. Jest tak zlany z podłożem że nie możemy go początkowo zidentyfikować.
Po zwiedzaniu ruszamy w stronę Andsirabe. Mijamy zielone pola ryżowe, poprzeplatane czerwoną ziemią przygotowaną do nowych upraw. Po drodze kupujemy banany i ananasy. Teraz jest tutaj sezon na mango i ananasy.
Na  obiad zajeżdżamy do super restauracji w stylu francuskim gdzie są serwowane pasztety z gęsich wątróbek i kaczka. Jedzenie pyszne czujemy się jak we Francji a nie na Madagaskarze.
Gdy ruszamy  spod restauracji i wjeżdżamy na szosę otwierają się tylne drzwi w naszym busie i wypada moja walizka. Mimo że jest już leciwa upadek jej nie zaszkodził. Całe szczęście  że nic nie jechało z naprzeciwka.
Gilbert proponuje nam wizytę w wytwórni garnków aluminiowych. Każdy garnek jest wyrabiany ręcznie  a właściwie odlewany do form. Praca w kurzu – forma przygotowywana jest z ubitego czarnego pyłu, a potem w puste miejsce wlewane jest rozpuszczone aluminium. Żadnych warunków bhp, brud, gorąco, wrzące aluminium a na podwórku cała chmara dzieci.
Przed wieczorem dojeżdżamy do hotelu. Hotelik Trianon wygląda jak kolonialna willa. Bardzo nam się podoba.

Tego węża   nie zauważyłyśmy

Na zielonego gekonika uwagę zwróciła przewodniczka 

Lemur złocisty z  dzieciątkiem

lemur pospolity

Mimo dużej wagi świetnie
czują się na drzewach

Lemur złocisty

Lemury Indri indri
są największymi lemurami

Lemur brunatny

Po drodze kupujemy owoce

Stragany z owocami

Liany zrosły się z pniem

Kaczka podana  jak w Europie.

Pola ryżowe

W wytwórni garnków aluminiowych





Dwukółka zaprzężona w zebu
to podstawowy środek transportu


Przy drodze sprzedawano zabawki



Lemury bambusowe - maki

lemur z nadgryzionym bambusem

Lemur złocisty

Spać na jednej gałęzi też można

Lemury na ziemię schodzą bardzo rzadko

Indri Indri w całej okazałości
Hotel Trianon

Siedzę sobie spokojnie na drzewie 


Ten wydawał przeraźliwy głos


w wytwórni garnków aluminiowych

mały gekonik podobny do suchego liścia

Rodzinna pogawędka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz