środa, 20 listopada 2013

12 listopada 2013 r. Filipiny


12 listopada Filipiny
Manila Wulkan Taal
Dziś cały dzień przeznaczamy na wycieczkę na wulkan. Pogoda nie jest zachęcająca, ale nie załamujemy się . Wulkan Taal znajduje się dwie godziny jazdy od Manili. Taksówka dojeżdżamy do terminala z którego odjeżdżają autobusy do Tagaytay. Jedziemy dwie godziny w autobusie zimno jak na Alasce, telewizor ryczy, ale cóż to są uroki takiego podróżowania. O 12 docieramy do Tagaytay. Pada deszcz i jest dosyć zimno. Dopada nas naganiacz, który oferuje nam wycieczkę na wulkan. Zapewnia że na wulkanie jest ładna pogoda i tylko 15 minut jazdy. Wsiadamy do trycykla, a właściwie wtłaczamy się i ruszamy w drogę. Cały czas pada, podróż przedłuża się do 30 minut. Jest nam strasznie niewygodnie. Dojeżdżamy w końcu nad jezioro. Na środku jeziora znajduje się wyspa – wulkan. Trzeba do niej dopłynąć łodzią potem wspiąć się na koniu, by dotrzeć do krateru. Lidka wpada w panikę że nie zdążymy na samolot i powinnyśmy nacieszyć się widokiem wulkanu z brzegu jeziora. Pogoda jest wspaniała. Była to jedyna prawdziwa wiadomość naszego kierowcy. Ponieważ Lidka nie chce płynąć rezygnujemy z dalszej wycieczki .Powrotna droga pod górkę ale idzie w porządku. Do Manili docieramy na 16.30. Wracamy w korku do hotelu. Korki to specjalność Manili. Jazda po ulicach to koszmar. W hotelu czekamy na wyjazd na lotnisko. Dziś startujemy na wyspy Palau. Docieramy na lotnisko 3 godziny przed odlotem. Okazuje się że kolejka do odprawy kilometrowa. Pracownicy ruszają się ruchami żółwia. Dopiero około 21 stajemy do odprawy. Zaczyna się cyrk. Pani zażądała od nas biletów powrotnych do Polski. Tłumaczymy jej, że my wylatujemy z Manili ale to nic nie pomaga. Skoro lecimy po Palau i Jap na Guam to musimy pokazać bilety do Polski. Tłumaczymy, że mamy bilet z Guam do Manili ale każe iść i wydrukować bilet. Oczywiście jest to niemożliwe, bo nie ma łączności internetowej, a poza tym ja nie mam biletu w komputerze . Zapisany jest na bilecie na komputerze domowym. Muszę rozwalić całą walizkę i znaleźć bilet. Ona nie może sprawdzić biletu na swoim komputerze. Na lotnisku obserwujemy grupę rosyjskich turystów. Czwórka panów w średnim wieku. Zachowują się dosyć swobodnie. Jednak gdy usłyszeli ze rozmawiamy po polsku zaczęli interesować się naszym pochodzeniem. Jeden zagląda urzędniczce przez ramię, by zobaczyć nasze dane. Potem podczas kontroli bagaży zaczepia mnie i pyta czy jestem z Warszawy. Wreszcie dostajemy karty boardingowe. Oczywiście miejsca rozrzucone i najgorsze z możliwych. Teraz potrójna kontrola bagażu podręcznego, oglądanie butów, sprawdzanie każdej kieszonki w torebce. Koszmar. Ale to są linie amerykańskie, a oni się wszystkiego boją. Po dwóch godzinach lotu docieramy na lotnisko w Korror na Palau. Jest już po 2 . Czekamy w kolejce po wizę. Największe zdziwienie pogranicznika wzbudził fakt, że nie mamy zarezerwowanego żadnego hotelu. Każe nam wpisać w blankiet jakąś nazwą hotelu i wbija wizy. Witamy na Palau. W informacji turystycznej znajdujemy hotel i taksówką docieramy do hotelu. Tu pierwsza niespodzianka. Za kawałek drogi taryfa wynosi 35 dolarów. Już wiemy, że to luksusowa wyspa. Dalsza opowieść na poście Palau


w hotelu już atmosfera świąteczna

 przed odlotem na Palau

filipińska zupka na śniadanie

wulkan znajduje się na środku jeziora

łodzie rybackie

wulkan Taal
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz