12 listopada Filipiny
Manila Wulkan Taal
Dziś
cały dzień przeznaczamy na wycieczkę na wulkan. Pogoda nie jest
zachęcająca, ale nie załamujemy się . Wulkan Taal znajduje się
dwie godziny jazdy od Manili. Taksówka dojeżdżamy do terminala z
którego odjeżdżają autobusy do Tagaytay. Jedziemy dwie godziny w
autobusie zimno jak na Alasce, telewizor ryczy, ale cóż to są
uroki takiego podróżowania. O 12 docieramy do Tagaytay. Pada deszcz
i jest dosyć zimno. Dopada nas naganiacz, który oferuje nam
wycieczkę na wulkan. Zapewnia że na wulkanie jest ładna pogoda i
tylko 15 minut jazdy. Wsiadamy do trycykla, a właściwie wtłaczamy
się i ruszamy w drogę. Cały czas pada, podróż przedłuża się do
30 minut. Jest nam strasznie niewygodnie. Dojeżdżamy w końcu nad
jezioro. Na środku jeziora znajduje się wyspa – wulkan. Trzeba
do niej dopłynąć łodzią potem wspiąć się na koniu, by
dotrzeć do krateru. Lidka wpada w panikę że nie zdążymy na
samolot i powinnyśmy nacieszyć się widokiem wulkanu z brzegu
jeziora. Pogoda jest wspaniała. Była to jedyna prawdziwa wiadomość
naszego kierowcy. Ponieważ Lidka nie chce płynąć rezygnujemy z dalszej wycieczki .Powrotna droga pod górkę ale idzie w porządku.
Do Manili docieramy na 16.30. Wracamy w korku do hotelu. Korki to specjalność Manili. Jazda po ulicach to koszmar. W hotelu czekamy
na wyjazd na lotnisko. Dziś startujemy na wyspy Palau. Docieramy na
lotnisko 3 godziny przed odlotem. Okazuje się że kolejka do odprawy
kilometrowa. Pracownicy ruszają się ruchami żółwia. Dopiero około
21 stajemy do odprawy. Zaczyna się cyrk. Pani zażądała od nas
biletów powrotnych do Polski. Tłumaczymy jej, że my wylatujemy z
Manili ale to nic nie pomaga. Skoro lecimy po Palau i Jap na Guam to
musimy pokazać bilety do Polski. Tłumaczymy, że mamy bilet z Guam
do Manili ale każe iść i wydrukować bilet. Oczywiście jest to
niemożliwe, bo nie ma łączności internetowej, a poza tym ja nie
mam biletu w komputerze . Zapisany jest na bilecie na komputerze
domowym. Muszę rozwalić całą walizkę i znaleźć bilet. Ona nie
może sprawdzić biletu na swoim komputerze. Na lotnisku obserwujemy
grupę rosyjskich turystów. Czwórka panów w średnim wieku.
Zachowują się dosyć swobodnie. Jednak gdy usłyszeli ze
rozmawiamy po polsku zaczęli interesować się naszym pochodzeniem.
Jeden zagląda urzędniczce przez ramię, by zobaczyć nasze dane.
Potem podczas kontroli bagaży zaczepia mnie i pyta czy jestem z
Warszawy. Wreszcie dostajemy karty boardingowe. Oczywiście miejsca
rozrzucone i najgorsze z możliwych. Teraz potrójna kontrola bagażu
podręcznego, oglądanie butów, sprawdzanie każdej kieszonki w
torebce. Koszmar. Ale to są linie amerykańskie, a oni się
wszystkiego boją. Po dwóch godzinach lotu docieramy na lotnisko w
Korror na Palau. Jest już po 2 . Czekamy w kolejce po wizę.
Największe zdziwienie pogranicznika wzbudził fakt, że nie mamy
zarezerwowanego żadnego hotelu. Każe nam wpisać w blankiet jakąś
nazwą hotelu i wbija wizy. Witamy na Palau. W informacji
turystycznej znajdujemy hotel i taksówką docieramy do hotelu. Tu
pierwsza niespodzianka. Za kawałek drogi taryfa wynosi 35 dolarów.
Już wiemy, że to luksusowa wyspa. Dalsza opowieść na poście Palau
 |
| w hotelu już atmosfera świąteczna |
 |
| przed odlotem na Palau |
 |
| filipińska zupka na śniadanie |
 |
| wulkan znajduje się na środku jeziora |
 |
| łodzie rybackie |
 |
| wulkan Taal |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz