19 listopada. 2014 r. Honduras
Poranek w Copan pogodny. Szukamy knajpy ze śniadaniem, Tu jest praktyka taka że hotel nie ma śniadania. Trafiamy na otwarta knajpkę w której dają śniadania, Wszystko po hiszpańsku. Same jajka i naleśniki, Ale jest specjał płatki kukurydziane na mleku a bananem. Mleko zimne ale trudno. Na piechotę idziemy do muzeum. W muzeum znajdują się najcenniejsze rzeźby z Copan oraz replika jednej z piramid. Piramida robi niesamowite wrażenie. Kolorystyka, rzeźby maszkarony. Niesamowite. Oprócz tego mnóstwo rzeźb, całe fragmenty ścian piramid z rzeźbami i hieroglifami.. Bilet obejmuje jeszcze zwiedzanie dwóch stanowisk archeologicznych. Bierzemy tuk-tuka i jedziemy. Zaczyna lekko kropić, a my jak zwykle nieprzygotowane. Przeciwdeszczowe ciuchy zostały w hotelu. Zaglądamy do pierwszego stanowiska archeologicznego. Widać jaki ogrom pracy muszą wykonać. Wszędzie nienaturalne górki porośnięte krzakami i drzewami . Widać tylko wystające kawałki ociosanych bloków skalnych. Z tego można się domyślić, że to wszystko jest do odkopania. Na drugim stanowisku archeologicznym idziemy wśród dżungli. Pomiędzy chaszczami widać dziwne wzniesienia. Można przypuszczać że są to pozostałości po Majach. Tu znajduje się jednak wiele budowli odkrytych i zrekonstruowanych, Deszcz już pada na dobre, Jedyna pociecha że to ciepły deszcz. Po płatkach kukurydzianych szybko zgłodniałyśmy. Wracamy do miasta. Jest już po 11 a my busa mamy o 12. Po drodze widzimy naszego busa wiec zanosimy mój plecach i informujemy kierowcę że idziemy jeść i ma czekać na nas. On bardzo uprzejmy mówi , że spoko będzie czekał. Idziemy na lekką przekąskę, Ja zupa cebulowa Lidka Nachos z guacamole. Moje takie sobie Lidki pycha. Teraz przed nami 6 godzin jazdy. Ale mimo to jesteśmy zadowolone. Za niewielkie pieniądze zwiedziłyśmy najważniejszy zabytek Hondurasu i poznałyśmy śliczne miasteczko leżące obok ruin Copan. Jazda nudna jak flaki z olejem. Przekraczamy granicę nadzwyczaj sprawnie. jest nas tylko pięcioro w busie i nie trzeba wnosić żadnych opłat. Znowu udaje mi się przekroczyć granicę bez wstemplowania pieczątki. Najgorszy przejazd przez Gwatemala City. Stoimy w korkach w dalszym ciągu pewne, że dobrze zrobiłyśmy że nie zatrzymałyśmy się w stolicy. Po zmroku po 18 docieramy do miasta. Wracamy do poprzedniego hotelu, w którym zostawiłyśmy walizki. Nie zmieniamy go bo jutro jedziemy na targ i tu ma po nas przyjechać busik. Idziemy na kolację. Bardzo dobrze trafiamy. Gra miejscowy zespół. Jest bardzo fajnie. Trochę przypomina mi to pobyt w Meksyku. Ciemną nocą wracamy do hotelu.
Reszta zdjęć będzie jutro bo moja walka z Internetem w dniu dzisiejszym jest przegrana
Poranek w Copan pogodny. Szukamy knajpy ze śniadaniem, Tu jest praktyka taka że hotel nie ma śniadania. Trafiamy na otwarta knajpkę w której dają śniadania, Wszystko po hiszpańsku. Same jajka i naleśniki, Ale jest specjał płatki kukurydziane na mleku a bananem. Mleko zimne ale trudno. Na piechotę idziemy do muzeum. W muzeum znajdują się najcenniejsze rzeźby z Copan oraz replika jednej z piramid. Piramida robi niesamowite wrażenie. Kolorystyka, rzeźby maszkarony. Niesamowite. Oprócz tego mnóstwo rzeźb, całe fragmenty ścian piramid z rzeźbami i hieroglifami.. Bilet obejmuje jeszcze zwiedzanie dwóch stanowisk archeologicznych. Bierzemy tuk-tuka i jedziemy. Zaczyna lekko kropić, a my jak zwykle nieprzygotowane. Przeciwdeszczowe ciuchy zostały w hotelu. Zaglądamy do pierwszego stanowiska archeologicznego. Widać jaki ogrom pracy muszą wykonać. Wszędzie nienaturalne górki porośnięte krzakami i drzewami . Widać tylko wystające kawałki ociosanych bloków skalnych. Z tego można się domyślić, że to wszystko jest do odkopania. Na drugim stanowisku archeologicznym idziemy wśród dżungli. Pomiędzy chaszczami widać dziwne wzniesienia. Można przypuszczać że są to pozostałości po Majach. Tu znajduje się jednak wiele budowli odkrytych i zrekonstruowanych, Deszcz już pada na dobre, Jedyna pociecha że to ciepły deszcz. Po płatkach kukurydzianych szybko zgłodniałyśmy. Wracamy do miasta. Jest już po 11 a my busa mamy o 12. Po drodze widzimy naszego busa wiec zanosimy mój plecach i informujemy kierowcę że idziemy jeść i ma czekać na nas. On bardzo uprzejmy mówi , że spoko będzie czekał. Idziemy na lekką przekąskę, Ja zupa cebulowa Lidka Nachos z guacamole. Moje takie sobie Lidki pycha. Teraz przed nami 6 godzin jazdy. Ale mimo to jesteśmy zadowolone. Za niewielkie pieniądze zwiedziłyśmy najważniejszy zabytek Hondurasu i poznałyśmy śliczne miasteczko leżące obok ruin Copan. Jazda nudna jak flaki z olejem. Przekraczamy granicę nadzwyczaj sprawnie. jest nas tylko pięcioro w busie i nie trzeba wnosić żadnych opłat. Znowu udaje mi się przekroczyć granicę bez wstemplowania pieczątki. Najgorszy przejazd przez Gwatemala City. Stoimy w korkach w dalszym ciągu pewne, że dobrze zrobiłyśmy że nie zatrzymałyśmy się w stolicy. Po zmroku po 18 docieramy do miasta. Wracamy do poprzedniego hotelu, w którym zostawiłyśmy walizki. Nie zmieniamy go bo jutro jedziemy na targ i tu ma po nas przyjechać busik. Idziemy na kolację. Bardzo dobrze trafiamy. Gra miejscowy zespół. Jest bardzo fajnie. Trochę przypomina mi to pobyt w Meksyku. Ciemną nocą wracamy do hotelu.
Reszta zdjęć będzie jutro bo moja walka z Internetem w dniu dzisiejszym jest przegrana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz