4 grudnia 2014 r. Kuba
Śniadanie przygotowała nam właścicielka domu, w którym spałyśmy. Jajeczko na miękko, dżem
owoce, sok z papai kawa herbata i grzanki. Umawiamy się, że wrócimy około
10. Idziemy zwiedzać miasto. Na
pierwszy ogień idzie katedra. Niestety zamknięta. Idziemy na plac San Juan de
Dios. Znajduje się tu kościół i szpital. Gdy stoimy i zastanawiamy się, czy
dobrze trafiłyśmy zaczepia nas chłopak – Kubańczyk i pyta po polsku czy jesteśmy
z Polski. Okazuje się, że jego matka jest Polką wyszła za mąż za Kubańczyka,
który studiował w Polsce. Pyta nas o Polskę. Ostatnio był w 1990 r. Gdy
mówimy, że wszystko się zmieniło, że jest dobrze i że powinien przyjechać do
Polski robi się smutny więcej nic nie chce powiedzieć. Nie drążymy dłużej
tematu. Żegnamy się z chłopakiem robimy zdjęcia
Idziemy na bazar, Tu sprzedają swoje towary prywatni producenci warzyw i
owoców. W sprzedaży głównie czosnek i cebula , trochę bananów i pomidorów.
Odwiedzamy stary XVII wieczny
cmentarz. Zupełnie inna zabudowa niż w Polsce. Dużo grobowców z białego marmuru
Potem Casa Ignacia Argamonte. To bohater
z pierwszego powstania przeciwko Hiszpanom. Dom bardzo ładny, bogato wyposażony. Ponieważ dochodzi 10 postanawiamy odebrać samochód z garażu i podjechać po
walizki. Samochód odebrałyśmy bez problemu, ale trafić do miejsca naszego spania to już sztuka. Uliczki są jednokierunkowe. Krążymy wokół i nie
możemy trafić. W końcu zostawiamy samochód w pewnej odległości od domu i idziemy
po walizki. Tu zaskoczenie. W holu siedzi dwóch młodych mężczyzn z bagażami i
mówią, że czekają na nas. Zrozumiałyśmy, że czekają na opuszczenie pokoju przez
nas. Tłumaczę, że mamy wszystko
spakowane. Czekamy, że zgodnie z obietnicą ktoś zniesie nam bagaże . Schody są
wysokie i kręcone. Zabieram małe plecaczki i zanoszę do samochodu. Gdy
wracam ci faceci idą ulicą i zaczepiają
mnie mówiąc coś o samochodzie i
przestawieniu go. Nic z tego nie rozumiem, Przecież mój samochód im nie przeszkadza. W końcu
załapałam, w garażu, w którym trzymałam samochód był jeszcze jeden - tak ustawiony, że żeby mógł wyjechać ja musiałam wyjechać. W końcu zapakowałyśmy się i
ruszyłyśmy do Santa Clara. Droga dosyć zatłoczona. W Santa Clara jest mauzoleum Che Gevary. Ogromny pomnik,a pod
nim mauzoleum i muzem. Tak tworzy się mity i historię. Wjeżdżamy do miasta, żeby
coś zjeść. I tu również chłopak na rowerze okazuje się być przydatnym. Pokazuje
na migi co chcemy . Ja na migi pokazuję, że coś zjeść. Krętymi uliczkami prowadzi
nas do fajnej knajpki. Zjadamy niezły
obiad. Chłopak dostaje haracz od
restauracji za przyprowadzenie klienta i wszyscy są zadowoleni. Dochodzi wpół do czwartej a my mamy jeszcze 270 kilometrów do Havany. Tankujemy się na full i w
drogę. Jedziemy autostradą. Jest trzypasmowa, ale dziurawa, jeżdżą po niej też
rowery a czasem przebiegają ludzie. Generalnie droga jest kompletnie pusta.
Jadą tylko pojedyncze samochody. Prędkość ograniczona do 100 km/h. Niestety nie mamy czasu i pędzimy z prędkością 140-145 na godzinę. Trzy
razy wpadłyśmy w okropne dziury, ale na szczęście nie się nie stało. Ale w końcu wyskoczył z krzaków policjant. Zatrzymałam się jakieś 200 metrów dalej. Zaczęłam cofać. Policjant podszedł i po
sprawdzeniu dokumentów stwierdził, że przekroczyłam prędkość i trzeba zapłacić
mandat w wysokości 60 dolarów. Zaczęłam go brać na litość. Pyta skąd jestem,
obejrzał paszport. W końcu mu mówię, że tez jestem policjantką i pokazuję
legitymację. Oczywiście nic nie rozumiał, ale słowo policja w legitymacji pracowniczej
zadziałało. Mogę tylko stwierdzić „ Policjanci wszystkich krajów łączcie się” Puścił mnie bez mandatu. Ruszamy w dalszą drogę licząc, że już nie będzie
kontroli. I rzeczywiście na 6 dotarłyśmy
do Hawany. Zajechałyśmy do wypożyczalni
. Rozliczyłyśmy się i na 19 byłyśmy już u naszych gospodarzy, którzy z radością
nas przywitali. Umówiłyśmy się na jutro z Pedro, że spotkamy się pod katedrą.
 |
| uliczki Camaguej są pokręcone |
 |
| Spotkany chłopak mówiący po polsku |
 |
| sprzedawca noży |
 |
| piękne widoki w drodze powrotnej |
 |
| to jeszcze nie autostrada |
|
|
|
|
 |
| nasz samochodzik |
 |
| przed pomnikiem bohatera narodowego |
 |
| Argamonte w całej okazałości |
 |
| pięknie odnowione domki |
 |
| na plaza de Dios |
 |
| kościól i szpital na plaza de Dios |
 |
| przebieranie fasoli |
 |
| na sprzedaż głównie czosnek i cebula |
 |
| papryka już posortowana |
 |
| miejscowa elegantka |
 |
| zabytkowy cmentarz |
 |
| wszędzie biały marmur |
 |
| spotkałyśmy mężczyznę opłakującego swoją córkę |
 |
| piękne detale w pałacu |
 |
| pomnik Che w mauzoleum |
 |
| nawet balkony mają piękne balustrady |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz