niedziela, 7 grudnia 2014

4 grudnia 2014 r. Kuba



4 grudnia 2014 r. Kuba
Śniadanie przygotowała nam właścicielka domu, w którym spałyśmy. Jajeczko na miękko, dżem owoce, sok z papai kawa herbata i grzanki. Umawiamy się, że wrócimy około 10. Idziemy zwiedzać  miasto. Na pierwszy ogień idzie katedra. Niestety zamknięta. Idziemy na plac San Juan de Dios. Znajduje się tu kościół i szpital. Gdy stoimy i zastanawiamy się,  czy dobrze trafiłyśmy zaczepia nas chłopak – Kubańczyk i pyta po polsku czy jesteśmy z Polski. Okazuje się, że jego matka jest Polką wyszła za mąż za Kubańczyka, który studiował w Polsce. Pyta nas o Polskę. Ostatnio był w 1990 r. Gdy mówimy, że wszystko się zmieniło, że jest dobrze i że powinien przyjechać do Polski robi się smutny więcej nic nie chce powiedzieć. Nie drążymy dłużej tematu. Żegnamy się z chłopakiem robimy zdjęcia  Idziemy na bazar, Tu sprzedają swoje towary prywatni producenci warzyw i owoców. W sprzedaży głównie czosnek i cebula , trochę bananów i pomidorów. Odwiedzamy  stary XVII wieczny cmentarz. Zupełnie inna zabudowa niż w Polsce. Dużo grobowców z białego marmuru Potem Casa  Ignacia Argamonte. To bohater z pierwszego powstania przeciwko Hiszpanom. Dom bardzo ładny, bogato wyposażony. Ponieważ dochodzi 10 postanawiamy odebrać samochód z garażu i podjechać po walizki. Samochód odebrałyśmy bez problemu, ale trafić do  miejsca naszego spania  to już sztuka. Uliczki  są jednokierunkowe. Krążymy wokół i nie możemy trafić. W końcu zostawiamy samochód w pewnej odległości od domu i idziemy po walizki. Tu zaskoczenie. W holu siedzi dwóch młodych mężczyzn z bagażami i mówią, że czekają na nas. Zrozumiałyśmy, że czekają na opuszczenie pokoju przez nas. Tłumaczę, że  mamy wszystko spakowane. Czekamy, że zgodnie z obietnicą ktoś zniesie nam bagaże . Schody są wysokie i kręcone. Zabieram małe plecaczki i zanoszę do samochodu. Gdy wracam  ci faceci idą ulicą i zaczepiają mnie  mówiąc coś o samochodzie i przestawieniu go. Nic z tego nie rozumiem, Przecież  mój samochód im nie przeszkadza. W końcu załapałam, w garażu, w którym trzymałam samochód był jeszcze jeden - tak ustawiony, że   żeby mógł wyjechać ja musiałam  wyjechać. W końcu zapakowałyśmy się i ruszyłyśmy do Santa Clara. Droga dosyć zatłoczona. W Santa Clara jest  mauzoleum Che Gevary. Ogromny pomnik,a pod nim mauzoleum i muzem. Tak tworzy się mity i historię. Wjeżdżamy do miasta, żeby coś zjeść. I tu również chłopak na rowerze okazuje się być przydatnym. Pokazuje na migi co chcemy . Ja na migi pokazuję, że coś zjeść. Krętymi uliczkami prowadzi nas do fajnej knajpki. Zjadamy  niezły obiad. Chłopak  dostaje haracz od restauracji za przyprowadzenie klienta i wszyscy są zadowoleni. Dochodzi wpół do czwartej a my mamy jeszcze 270 kilometrów do Havany. Tankujemy się na full i w drogę. Jedziemy autostradą. Jest trzypasmowa, ale dziurawa, jeżdżą po niej też rowery a czasem przebiegają ludzie. Generalnie droga jest kompletnie pusta. Jadą tylko pojedyncze samochody. Prędkość ograniczona do 100 km/h. Niestety  nie mamy czasu i  pędzimy z prędkością 140-145 na godzinę. Trzy razy wpadłyśmy w okropne dziury, ale na szczęście nie się nie stało. Ale  w końcu wyskoczył z krzaków policjant. Zatrzymałam się jakieś 200 metrów dalej. Zaczęłam cofać. Policjant podszedł i po sprawdzeniu dokumentów stwierdził, że przekroczyłam prędkość i trzeba zapłacić mandat w wysokości 60 dolarów. Zaczęłam go brać na litość. Pyta skąd jestem, obejrzał paszport. W końcu mu mówię, że tez jestem policjantką i pokazuję legitymację. Oczywiście nic nie rozumiał, ale słowo policja w legitymacji pracowniczej zadziałało. Mogę tylko stwierdzić „ Policjanci wszystkich krajów łączcie się” Puścił mnie bez mandatu. Ruszamy w dalszą drogę licząc, że już nie będzie kontroli. I rzeczywiście na  6 dotarłyśmy do Hawany. Zajechałyśmy  do wypożyczalni . Rozliczyłyśmy się i na 19 byłyśmy już u naszych gospodarzy, którzy z radością nas przywitali. Umówiłyśmy się na jutro z Pedro, że  spotkamy się pod katedrą.
uliczki Camaguej są pokręcone

Spotkany chłopak mówiący po polsku

sprzedawca noży

piękne widoki  w drodze powrotnej

to jeszcze nie autostrada



nasz samochodzik

przed pomnikiem bohatera  narodowego

Argamonte w całej okazałości

pięknie odnowione  domki

na plaza de Dios

kościól i szpital na plaza de Dios

przebieranie fasoli

na sprzedaż głównie czosnek i cebula

papryka  już posortowana

miejscowa elegantka

zabytkowy cmentarz

wszędzie biały marmur

spotkałyśmy mężczyznę opłakującego swoją córkę

piękne detale w pałacu

pomnik Che w mauzoleum

nawet balkony mają piękne balustrady

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz