piątek, 15 stycznia 2016

12-14 października 2009 Namibia Wybrzeże Szkieletów Swakopmund

12 - 14 października 2009 r
Wybrzeże Szkieletów

12 X
Nazwa Wybrzeże Szkieletów pochodzi od licznych wraków statków znajdujących się na wybrzeżu. Obliczono, że od 1800 roku rozbiło się tu ponad 40 statków. Ostatni rok temu. Ukształtowanie tereny terenu, zderzające się prądy i parująca woda utrudnia ocenę odległości od brzegu, zaś częste mgły utrudniają dokładną nawigację. Ruszamy w poszukiwaniu wraków. Możemy poruszać się jedynie w ograniczonej strefie. Wybrzeże w większości jest bowiem zamknięte dla turystów. Każdej nocy morze wyrzuca wypłukane ze skał diamenty na zamknięte plaże, zaś rząd Namibii pilnie strzeże swoich skarbów. Mimo, iż większość wraków znajduje się w tzw. strefie zamkniętej, nam udaje się znaleźć 3 wraki - jeden dzięki uprzejmości napotkanych na brzegu wędkarzy, których jest tu wielu.Plaża jest tu bardzo szeroka. Chłopakom zachciało się  poszaleć na plaży. Wsiedli w samochód i dalej  poślizgi kontrolowane. Zabawa fajna do czasu. W pewnym momencie samochód zakopał się w piasku. Okazało się że nadchodzi przypływ i  pod spodem piasek jest juz miękki.. Nie mogliśmy się odkopać. A woda niebezpiecznie się zbliża. To trzeba widzieć jak szybko woda w czasie przypływu przesuwa się. Ja pobiegłam do  wędkarzy którzy łowili ryby w oddali a chłopaki męczyli się z samochodem. Chcieliśmy poprosić wędkarzy by swoim  samochodem pomogli nam wyciągnąć samochód z piasku. jednak zanim doszłam do wędkarzy  nasz samochód został odkopany i szczęśliwa wsiadłam do niego. Mimo strachu zabawa była doskonała. Jest to ogólnie miejsce bardzo popularne wśród wędkarzy z całego świata i znają oni tą okolicę jak własną kieszeń. Po drodze docieramy do Cape Cross. Miejsce to znane jest z dwóch ciekawych atrakcji. Po pierwsze jest to miejsce, w którym pierwszy portugalski odkrywca - Diego Cao - wbił krzyż.. Był pierwszym Europejczykiem na tych terenach Później taki sam krzyż wbili Niemcy. Po drugie znajduje się duża kolonia fok. Są ich setki. Najpierw je czujemy. Fetor unosi się  wszędzie. Potem słyszymy. Wydają  głośne dźwięki. Wreszcie widzimy. Ogromne cielska walają się wszędzie. Ich ilość nas zaskakuje. Widok niesamowity. Jedziemy do Swakopmund. Mijamy osadę, która energię elektryczną pozyskuje jedynie z baterii słonecznych,  zaś ciśnienie wody uzyskuje się ze zbiorników umieszczonych na dachach domów.Przy drodze stoją stragany z różnymi kamieniami. Leżą ceny i stoi skarbonka. Chcesz kupić człowieku wrzuć odpowiednia kasę do skarbonki i jedź. Świadczy to o duzym bezpieczeństwie i wierze w uczciwość innych. Nie spotkaliśmy nawet jednego sprzedawcy. Po przejechaniu paruset kilometrów wzdłuż monotonnego wybrzeża wyrasta prawie znikąd wielkie Swapokmund. Tu znajdujemy nocleg.Swakopmund
Zatrzymujemy się Alte Brucke Resort. Doznajemy tu prawdziwego szoku termicznego. Z temperatury ponad 35 stopni i wilgotności powietrza ok. 20% przeskakujemy na temperaturę 15 stopni i wilgotność powyżej 70%. Dodatkowo wiejący silnie chłodny wiatr potęguje efekt zimna. Z sufitu namiotu kapie woda, materace są wilgotne.
kryształy na sprzedaż - samoobsługa

wzdłuż drogi stoiska i ani  żywego ducha

Dwa krzyże na Cape Cross
kamień na Cape Cross

dwa krzyże na Cape Cross
Cape Cross


kolonia fok

dobrze jest być z mamą

najwygodniejsza pozycja

Buzi???

jak okiem sięgnąć wszędzie foki

cmentarz marynarzy

ćwiczymy poślizgi kontrolowana

Bartek legł na plaży

wędkarze na łowach

wraki statków
fragment statku


tu też jakieś fragmenty

piasek i wiatr robią swoje


wjazd dp parku szkieletów

szkielety  statków

kierunkowskaz na łowisko

ten statek utknął na mieliźnie kilka lat temu



droga do wybrzeża szkieletów


na mieliźnie
osada  oświetlana solariami
Krzyż postawiony przez Portugalczyków




idylla






idealna równina

na wybrzeżu szkieletów

to jeszcze Damarland

nasze ulubione drogi szutrowe



13 października 2009 r. Namibia 
Swakopmund

Rano stwierdziliśmy, że samochód umył się właściwie sam, a z dachu namiotu ścieka woda. Wiemy jednak, że deszcz w nocy nie padał. Zrozumieliśmy, jaka jest potęga tutejszego klimatu (efekt mgieł). Dzień poświęcamy na zwiedzanie miasta. Idziemy do galerii kryształów. Swakopmund to jedno z pokolonialnych niemieckich miast, sporą grupę tutejszych mieszkańców stanowią potomkowie niemieckich osadników. Miasto powstało jako konkurencyjny port  wobec angielskiego Walvis Bay port, zostało założone pod koniec XIX wieku przez Niemców. Pomimo stosunkowo krótkiego panowania niemieckiego (zaledwie 30 lat) miasto ma bardzo niemiecki charakter. Ulice w dalszym ciągu mają niemieckie nazwy. Ulice bardzo szerokie. Widać że miasto budowano z rozmachem. Teraz są puste. Docieramy w okolice dworca kolejowego. Nie jest on jednak zbyt okazały, gdyż kolej w Namibii nigdy nie została rozwinięta. Brak wody uniemożliwił obsługę parowozów na północy kraju i jedynie południowe wybrzeże oraz Windhoek są połączone linią kolejową. Odwiedzamy  park w którym jest pomnik żołnierzy niemieckich z I i II wojny światowej latarnię morską molo. Chcieliśmy odwiedzić miejscowy browar ale niestety nie był czynny. Za to  odwiedziliśmy dom Hochenzollernów. Mieliśmy też ubaw ze Zbyszka. Spacerowaliśmy po parku. W pewnym momencie zobaczyliśmy niezwykle prostą bardzo wysoką palmę. Była o perę metrów wyższa od innych. Zbyszek  pokazał Mikołajowi palmę i zaczął tonem mędrca  "Synu zobacz jaka palma.." W tym momencie zorientowaliśmy się wszyscy, że to nadajnik telefoniczny  przyozdobiony liśćmi palmy. Oczywiście żartom nie było końca.



największy kryształ świata

pomnik żołnierzy niemieckich

nazwy pokazują kto tu rządzi

latarnia morska

aleja w parku

słynna palma- nadajnik


Muzeum w Swakopmund

pozostałości po wojnie


Swakopmund

To jest niemieckie miasto

Niewątpliwie jakiś polonus

Swakopmund

przedwojenne domy

ulica Bismarcka

Swakopmund

nasz ulubiony bar Kukis

puste ulice

kto zdąży przeczytać te znaki
dom Hochenzollernów

na spacerze


14 października 2009 Namibia 

Swakopmund wyprawa na ryby

Naszym marzeniem było wypłynąć na ocean i łowić ryby. Nie jest to proste bowiem trzeba  uzyskać specjalne pozwolenie z Ministerstwa Rybołówstwa i Zasobów Morskich Namibii. rolnictwaZwykle trzeba trochę na to pozwolenie czekać. My nie bardzo dysponujemy czasem. Ale okazuje się że to kwestia pieniędzy. Jak więcej zapłacisz to pozwolenie otrzymujesz niemal z dnia na dzieńOczywiście załatwione było wszystko łódź, wędki, przynęta. Rano przyjechał po nas samochód i zawiózł nas do portu.. Po 8 rano wypłynęliśmy łodzią motorową wraz z dwoma lokalnymi wędkarzami. Po 40 minutach płynięcia zakotwiczyliśmy w pierwszej zatoce. Wszyscy zarzuciliśmy wędki, każda z nich miała po dwa haki. Za przynętę służyły kawałki ryb. Ku naszemu zdziwieniu bardzo szybko złowiliśmy pierwszą rybę - kalabaliou. Ważyła ponad półtora kilograma. Jest to jedna z bardziej popularnych lokalnych ryb, serwowana powszechnie w restauracjach. W bardzo krótkim czasie skrzynia przeznaczona na nie zapełnia się. Ku naszemu zaskoczeniu niemal na samym początku udaje nam się złowić rekina.  Ważył około 5 kg. Oczywiście wypuściliśmy go ale emocje były. bardzo często  udawało  się za jednym zarzuceniem wędki złapać ryby na obydwa haki czyli dublet. Niektóre ryby były bardzo duże i zrywały nam żyłkę w kilka chwil. Pod koniec Zbyszek zaciągnął wędkę. Początkowo wydawało się, że hak zaczepił o dno, dopiero po chwili okazało się, że na końcu haka wisi prawie 18 kg rekin o długości 1,5m. Walka z nim trwała parę minut, jednak pomimo asysty przy wciąganiu na pokład ryba ześlizgnęła się z haka pomocniczego, wyprostowała haczyk i odpłynęła. Po 5 godzinach wracamy ze zdobyczą na ląd. Na obiad zjadamy własnoręcznie złowione ryby z grilla. Naszą wyprawę uznajemy za udaną, bawiliśmy się świetnie. Złowiliśmy mnóstwo ryb. Część wypuściliśmy bo były za małe(musi być większy niż 40 cm), ale  około 150 ryb o wadze ponad 170 kg. Przywieźliśmy ze sobą Tak samo oczywiście postąpiliśmy z rekinami, których złowiliśmy w sumie 5 sztuk...Zasada jest taka, że  wszystkie złowione ryby należą do nas. Ale na Boga co mieliśmy zrobić z takim połowem . Oddaliśmy je naszym przewodnikom. Dla nas przywieźli na camping 4 największe sprawione ryby. Tutaj je usmażyliśmy na grillu. Zresztą przygotowanie obiadu nazwanego przez Mikołaja" Atlantycka przygoda" to cała zabawa. Chcieliśmy zrobić do ryby frytki. Obraliśmy kartofle i wrzuciliśmy je do tłuszczu. kartofli było za dużo i wystudziły  olej. Zbyszek stwierdził że gotujemy kartofle na  oleju. Pękaliśmy ze śmiechu. On obrał sobie kilka kartofli i pokazał nam jak się robi frytki. Nam nasze gotowane na oleju smakowały wybornie wraz ze świeżo złowioną i usmażoną rybą. Pycha. Niech żyje wędkarstwo. popołudnie spędziliśmy na spacerze.

 
jest pierwsza ryba

coś takiego dziwnego nam się złowiło

gotowy na przygodę

palma - nadajnik

to jest połów


darujemy ci życie 

ptaki też mają ochotę na rybę

dublet w wydaniu Bartka

nasza łódź

pelikany cały czas krążyły wokół nas

piękne dostojne ptaki

taka ryba na miarą wędkarza

mewy też nam towarzyszyły

przynęta na ryby 

dublet Zbyszka

mewa szuka ryby

szczęśliwy wolny ptak

szczęśliwy wolny ptak

4 komentarze: