Zatrzymujemy się Alte Brucke Resort. Doznajemy tu
prawdziwego szoku termicznego. Z temperatury ponad 35 stopni i
wilgotności powietrza ok. 20% przeskakujemy na temperaturę 15 stopni i
wilgotność powyżej 70%. Dodatkowo wiejący silnie chłodny wiatr potęguje
efekt zimna. Z sufitu namiotu kapie woda, materace są wilgotne.
 |
| kryształy na sprzedaż - samoobsługa |
 |
| wzdłuż drogi stoiska i ani żywego ducha |
 |
| Dwa krzyże na Cape Cross |
 |
| kamień na Cape Cross |
 |
| dwa krzyże na Cape Cross |
 |
| Cape Cross |
 |
| kolonia fok |
 |
| dobrze jest być z mamą |
 |
| najwygodniejsza pozycja |
 |
| Buzi??? |
 |
| jak okiem sięgnąć wszędzie foki |
 |
| cmentarz marynarzy |
 |
| ćwiczymy poślizgi kontrolowana |
 |
| Bartek legł na plaży |
 |
| wędkarze na łowach |
 |
| wraki statków |
 |
| fragment statku |
 |
| tu też jakieś fragmenty |
 |
| piasek i wiatr robią swoje |
 |
| wjazd dp parku szkieletów |
 |
| szkielety statków |
 |
| kierunkowskaz na łowisko |
 |
| ten statek utknął na mieliźnie kilka lat temu |
 |
| droga do wybrzeża szkieletów |
 |
| na mieliźnie |
 |
| osada oświetlana solariami |
 |
| Krzyż postawiony przez Portugalczyków |
 |
| idylla |
 |
| idealna równina |
 |
| na wybrzeżu szkieletów |
 |
| to jeszcze Damarland |
 |
| nasze ulubione drogi szutrowe |
13 października 2009 r. Namibia Swakopmund
Rano
stwierdziliśmy, że samochód umył się właściwie sam, a z dachu namiotu
ścieka woda. Wiemy jednak, że deszcz w nocy nie padał. Zrozumieliśmy,
jaka jest potęga tutejszego klimatu (efekt mgieł). Dzień poświęcamy na
zwiedzanie miasta. Idziemy do galerii kryształów. Swakopmund to jedno z
pokolonialnych niemieckich miast, sporą grupę tutejszych mieszkańców
stanowią potomkowie niemieckich osadników. Miasto powstało jako
konkurencyjny port wobec angielskiego Walvis Bay port, zostało założone pod
koniec XIX wieku przez Niemców. Pomimo stosunkowo krótkiego panowania
niemieckiego (zaledwie 30 lat) miasto ma bardzo niemiecki charakter. Ulice w dalszym ciągu mają niemieckie nazwy. Ulice bardzo szerokie. Widać że miasto budowano z rozmachem. Teraz są puste.
Docieramy w okolice dworca kolejowego. Nie jest on jednak zbyt okazały,
gdyż kolej w Namibii nigdy nie została rozwinięta. Brak wody
uniemożliwił obsługę parowozów na północy kraju i jedynie południowe
wybrzeże oraz Windhoek są połączone linią kolejową. Odwiedzamy park w którym jest pomnik żołnierzy niemieckich z I i II wojny światowej latarnię morską molo. Chcieliśmy odwiedzić miejscowy browar ale niestety nie był czynny. Za to odwiedziliśmy dom Hochenzollernów. Mieliśmy też ubaw ze Zbyszka. Spacerowaliśmy po parku. W pewnym
momencie zobaczyliśmy niezwykle prostą bardzo wysoką palmę. Była o perę
metrów wyższa od innych. Zbyszek pokazał Mikołajowi palmę i zaczął
tonem mędrca "Synu zobacz jaka palma.." W tym momencie zorientowaliśmy
się wszyscy, że to nadajnik telefoniczny przyozdobiony liśćmi palmy.
Oczywiście żartom nie było końca.
 |
| największy kryształ świata |
 |
| pomnik żołnierzy niemieckich |
 |
| nazwy pokazują kto tu rządzi |
 |
| latarnia morska |
 |
| aleja w parku |
 |
| słynna palma- nadajnik |
 |
| Muzeum w Swakopmund |
 |
| pozostałości po wojnie |
 |
| Swakopmund |
 |
| To jest niemieckie miasto |
 |
| Niewątpliwie jakiś polonus |
 |
| Swakopmund |
|
 |
| przedwojenne domy |
 |
| ulica Bismarcka |
 |
| Swakopmund |
 |
| nasz ulubiony bar Kukis |
 |
| puste ulice |
 |
| kto zdąży przeczytać te znaki |
 |
| dom Hochenzollernów |
 |
| na spacerze |
14 października 2009 Namibia
Swakopmund wyprawa na ryby
Naszym marzeniem było wypłynąć na ocean i łowić ryby. Nie jest to proste bowiem trzeba uzyskać specjalne pozwolenie z Ministerstwa Rybołówstwa i
Zasobów Morskich Namibii. rolnictwa. Zwykle trzeba trochę na to pozwolenie czekać. My nie bardzo dysponujemy czasem. Ale okazuje się że to kwestia pieniędzy. Jak więcej zapłacisz to pozwolenie otrzymujesz niemal z dnia na dzień. Oczywiście załatwione było wszystko łódź, wędki, przynęta. Rano przyjechał po nas samochód i zawiózł nas do portu.. Po 8 rano wypłynęliśmy łodzią motorową wraz z
dwoma lokalnymi wędkarzami. Po 40 minutach płynięcia zakotwiczyliśmy w
pierwszej zatoce. Wszyscy zarzuciliśmy wędki, każda z nich miała po dwa
haki. Za przynętę służyły kawałki ryb. Ku naszemu zdziwieniu bardzo
szybko złowiliśmy pierwszą rybę - kalabaliou. Ważyła ponad półtora
kilograma. Jest to jedna z bardziej popularnych lokalnych ryb, serwowana
powszechnie w restauracjach. W bardzo krótkim czasie skrzynia
przeznaczona na nie zapełnia się. Ku naszemu zaskoczeniu niemal na samym
początku udaje nam się złowić rekina. Ważył około 5 kg. Oczywiście wypuściliśmy go ale emocje były. bardzo często udawało się za jednym zarzuceniem wędki złapać ryby na obydwa
haki czyli dublet. Niektóre ryby były bardzo duże i zrywały nam żyłkę w kilka chwil.
Pod koniec Zbyszek zaciągnął wędkę. Początkowo wydawało się, że hak
zaczepił o dno, dopiero po chwili okazało się, że na końcu haka wisi
prawie 18 kg rekin o długości 1,5m. Walka z nim trwała parę minut,
jednak pomimo asysty przy wciąganiu na pokład ryba ześlizgnęła się z
haka pomocniczego, wyprostowała haczyk i odpłynęła. Po 5 godzinach
wracamy ze zdobyczą na ląd. Na obiad zjadamy własnoręcznie złowione ryby
z grilla. Naszą wyprawę uznajemy za udaną, bawiliśmy się świetnie.
Złowiliśmy mnóstwo ryb. Część wypuściliśmy bo były za małe(musi być większy niż 40 cm), ale około 150 ryb o wadze ponad 170 kg. Przywieźliśmy ze sobą Tak samo
oczywiście postąpiliśmy z rekinami, których złowiliśmy w sumie 5 sztuk...Zasada jest taka, że wszystkie złowione ryby należą do nas. Ale na Boga co mieliśmy zrobić z takim połowem . Oddaliśmy je naszym przewodnikom. Dla nas przywieźli na camping 4 największe sprawione ryby. Tutaj je usmażyliśmy na grillu. Zresztą przygotowanie obiadu nazwanego przez Mikołaja" Atlantycka przygoda" to cała zabawa. Chcieliśmy zrobić do ryby frytki. Obraliśmy kartofle i wrzuciliśmy je do tłuszczu. kartofli było za dużo i wystudziły olej. Zbyszek stwierdził że gotujemy kartofle na oleju. Pękaliśmy ze śmiechu. On obrał sobie kilka kartofli i pokazał nam jak się robi frytki. Nam nasze gotowane na oleju smakowały wybornie wraz ze świeżo złowioną i usmażoną rybą. Pycha. Niech żyje wędkarstwo. popołudnie spędziliśmy na spacerze.
 |
| jest pierwsza ryba |
 |
| coś takiego dziwnego nam się złowiło |
 |
| gotowy na przygodę |
 |
| palma - nadajnik |
 |
| to jest połów |
 |
darujemy ci życie |
 |
| ptaki też mają ochotę na rybę |
 |
| dublet w wydaniu Bartka |
 |
| nasza łódź |
 |
| pelikany cały czas krążyły wokół nas |
 |
| piękne dostojne ptaki |
 |
| taka ryba na miarą wędkarza |
 |
| mewy też nam towarzyszyły |
 |
| przynęta na ryby |
 |
| dublet Zbyszka |
 |
| mewa szuka ryby |
 |
| szczęśliwy wolny ptak |
 |
| szczęśliwy wolny ptak |
Bardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.
OdpowiedzUsuńNaprawdę bardzo fajnie napisano. Jestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuńDziękuję za zainteresowanie i komplement
UsuńŁadnie to wygląda.
OdpowiedzUsuń