piątek, 15 stycznia 2016

18 października 2009 r. Namibia


  18 października 2009 r. Namibia

Szlakiem Diamentów

Luderlitz - Kolmanoskop - AUS
Pogoda rankiem cudna Niedaleko Luderlitz znajduje się jedno z wielu opuszczonych "miast diamentów" - Kolmanskop, zwane miastem duchów. Osada powstała w 1897 roku w miejscu występowania diamentów. W wyniku ruchów tektonicznych i działania lodowców podobnie jak na Wybrzeżu Szkieletów morze wyrzuciło w głąb lądu duże ilości diamentów. Niemieccy osadnicy wraz z namibijskimi robotnikami przeszukiwali plaże i drążyli tunele w skałach w poszukiwaniu diamentów aż do 1958 r., kiedy to złoża uległy wyczerpaniu i ostatni mieszkaniec opuścił miasto.
Najpierw ruszamy do Kolmanoskop  po mieście oprowadza turystów przewodnik. Pokazuje jak wszystko było zorganizowane. Miasto powstało w 1897 roku na piaskach pustyni niedaleko Luderlitz. Ruchy tektoniczne, pływy morskie i działanie lodowców uwolniły diamenty ze skał i rozsiały je po całym wybrzeżu Namibii. Zauważył to pewien młody niemiecki inżynier nadzorujący budowę kolei, który szybko uzyskał zgodę zarządu kolonii na eksploatację miejscowych złóż. Nie było to kosztowne przedsięwzięcie, gdyż diamenty leżały na ziemi. Wieść o bogactwach ukrytych w piasku bardzo szybko dotarła do Niemiec i setki kolonistów wyruszyło w kierunku Namibii (Deutsche Sudafrika). W ten sposób powstało wiele miasteczek takich jak Kolmanskop. W mieście mieszkało 300 dorosłych białych mieszkańców , 44 dzieci i ponad 800 czarnoskórych najemnych pracowników. Miasto posiadało własny szpital, rzeźnię, piekarnię, szkołę i dom kultury i rekreacji, a także własną stację kolejową i linię tramwajową. Podzielono je na dwa obszary, tzw. Speergebeit. Na początku XX wieku władze kolonii w obawie przed wynoszeniem diamentów przez pracowników ogłosiły niektóre obszary wybrzeża jako tzw. strefy zakazane. Ogrodzone je płotem i dokładnie kontrolowano wszystkich wychodzących z tego obszaru. Wprowadzono zasadę, iż wszystko co zostaje wwiezione do strefy nigdy jej nie opuszcza - co miało zapobiec szmuglowaniu diamentów w odpadkach i złomie. Zasada ta obowiązuje do dziś, choć obszar zakazany wciąż ulega pomniejszeniu. Mimo to pracownicy prześcigają się po dziś dzień w pomysłowości w sposobach przemycania diamentów. Przez lata próbowano je przemycać w butach, poprzez wyszkolone gołębie pocztowe, strzelając z kuszy, przerzucając przez ogrodzenie, w butach, pod skórą lub w żołądkach. Zapewne wymyślono wiele skuteczniejszych sposób, ale nikomu nie zależy na ich upublicznieniu. Aby ograniczyć przemyt wprowadzono dużo rygorystycznych procedur. Pracownik opuszczający teren zakazany nigdy nie mógł na niego powrócić - miało to uniemożliwić organizowanie siatek przerzutowych. Przed opuszczeniem Speer poddawany był kwarantannie, podczas której był przedmiotem dokładnych oględzin, badań i prześwietlany promieniami Roentgena (miejscowy szpitalny aparat głównie służył temu celowi). Kradzież diamentów na Namibii jest do dziś karana na mocy przepisów szczególnych, zaś samo wtargnięcie na teren zakazany grozi grzywną w wysokości 2500 zł lub rokiem więzienia. W okolicy Kolmanskopu wydobyto około 20% ówczesnego światowego wydobycia diamentów. Miasto na potęgę importowało towary z innych części Afryki i Niemiec. Lokalna kolejka codziennie dostarczała każdemu mieszkańcowi 20 litrów wody pitnej przywożonej drogą morską z Luderlitz aż z Cape Town. Linia tramwajowa służyła także do przewozu kobiet, które na silnym wietrze w obszernych sukniach nie mogły swobodnie poruszać się po mieście i dokonywać zakupów. Wagoniki kolejki zatrzymywały się praktycznie pod każdym domem. Miejscowa giełda i sklepy akceptowały płatności zarówno w gotówce, jak i w diamentach. Największe majątki zbili tutaj kupcy importujący towary z Niemiec i nadzorcy w kopalniach. Co ciekawe, miasto posiadało własną kręgielnię (całodobową), zaś nie ma śladu po żadnym kościele. Po II Wojnie Światowej miejscowe złoża diamentów uległy wyczerpaniu, zaś nowo odkryte złoża na południu przyspieszyły proces migracji ludności w tamte strony. Stopniowo osada zaczęła się wyludniać, zaś centrum handlu diamentami wymierać. Podobny los podzieliło pobliskie Elizabeth Port i Bogenfels. Ostatni mieszkaniec opuścił miasto w 1958r. Od tamtej pory budynki pozostają nienaruszone, zaś wydmy powoli zatapiają miasto w swoich piaskach. Wielu mieszkańców zostawiło w domach dobytek, który przedstawiał dla nich znikomą wartość. Stąd też nazwa "miasto duchów". Niemniej nawet wywożony stąd gruz jest dokładnie badany, gdyż piasek użyty do budowy domów również skrywa diamenty.

Diament to węgiel, który pod wpływem bardzo wysokich temperatur i ciśnienia przeistoczył się w ten drogocenny materiał. Największymi wydobywcami na świecie są głównie kraje Afryki południowej takie jak Botswana, Namibia, Angola i RPA. Poza Afryką największe złoża ma Rosja i Kanada. Szacuje się, że jedynie 20% wydobytych diamentów jest wystarczająco dobre, by mogły być sprzedawana jako klejnoty. Reszta kamieni używana jest do celów przemysłowych. Do określania wartości diamentów używa się tzw. karatów. Jeden karat to każde 200 gramów diamentu. W Afryce diamenty wydobywa się od początków XIX wieku, jednak dopiero na przełomie XIX i XX wieku - także w Namibii - eksploatacja złóż rozpoczęła się na większą skalę.
Ruszamy dalej, na Diamentowe Wybrzeże. Tutaj znajduje się krzyż portugalskiego odkrywcy Bartolomea Diaza, który po odkryciu Przylądka Dobrej Nadziei w drodze powrotnej przybył do brzegu i zajął (bezskutecznie) te ziemie w imieniu króla Jana II Żeglarza Obecnie znajduje się tutaj kamienna replika, części oryginały zaś znajdują się Lizbonie, Berlinie i Cape Town (RPA).

Wracamy do Luderlitz Zwiedzamy piękne kolorowe miasto Luderlitz powstało na przełomie XIX i XX wieku, zostało założone przez niemieckich kolonistów. Było portem dla znajdujących się w okolicy kopalni diamentów. Miasto ma typowo niemiecki charakter, a w restauracjach można dostać "eisenbein" , czyli swojską golonkę. Niestety, na dzień dzisiejszy miasto chyli się ku upadkowi. Wydobycie diamentów w tej okolicy zakończyło się i miasto żyje jedynie z turystyki i rybołówstwa.  Budowana przez Niemców przez lata linia kolejowa z Windhoek jest teraz równie pieczołowicie rozbierana. Odwiedzamy dzielnicę portową (waterfront) i spacerujemy uliczkami miasta. Niestety, jest niedzielne popołudnie i miasto jest niemal całkowicie wymarłe. Wszystko jest zamknięte i i trudno spotkać kogokolwiek na ulicy.  Ale miasto jest niezwykle malownicze. Domy pomalowane na  ostre kolory. Tutaj wcale to nie przeszkadza a nawet więcej dodaje uroku i tak pięknemu miastu. Całe miasto w stanie nienaruszonym zachowało się od XIX wieku. Jest piekielnie gorąco.Wyjeżdżamy z miasta  kierując się na  camping .AUS Po drodze na  bezkresnych stepach widzimy dzikie konie. Docieramy do campingu położonego na stepie. Jak zwykle  doskonale wyposażony. Jest bardzo ładny. Zjadamy  przygotowany prze nas posiłek. jak zwykle pyszny  Urządzamy sobie wycieczkę wśród traw i porostów. Docieramy przy okazji do hoteli  gdzie zaopatrujemy się w napoje.


była nawet kręgielnia

pustynia  czyni swoje dzieło

pustynia  wchodzi do miasta

skutki zniszczenia prze pustynię

ślady dawnej świetności


pustynia wchodzi do miasta

pustynia wchodzi do miasta

fajne wydmy

pustynia wchodzi do miasta

pustynia wchodzi do miasta

Zbyszek w wannie

latarnie morska

pamiątkowy krzyż Bartolomeo Diaz

kolejny wrak

port w Luderlitz

piękny jacht

ptaki odpoczywają na łódce

nazwy po niemiecku


kolorowe domki

zadziorny ptaszek

te ptaszki podglądaja nas

ruiny

wszędzie piasek

wszędzie piasek

jedyny  dobrze zachowany dom

dojeżdżamy do oceanu

w Luderlitz

piękne domy w Luderlitz

kościół w Luderlitz


kolorowe domki
wśród stepów
na campingu
jaszczureczka
znowu czakalaka

wędrówka po stepie



gniazdo



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz