Luderlitz - Kolmanoskop - AUS
Pogoda rankiem cudna Niedaleko Luderlitz znajduje się jedno z wielu opuszczonych "miast
diamentów" - Kolmanskop, zwane miastem duchów. Osada powstała w 1897
roku w miejscu występowania diamentów. W wyniku ruchów tektonicznych i
działania lodowców podobnie jak na Wybrzeżu Szkieletów morze wyrzuciło w
głąb lądu duże ilości diamentów. Niemieccy osadnicy wraz z namibijskimi
robotnikami przeszukiwali plaże i drążyli tunele w skałach w
poszukiwaniu diamentów aż do 1958 r., kiedy to złoża uległy wyczerpaniu i
ostatni mieszkaniec opuścił miasto.
Najpierw ruszamy do Kolmanoskop po mieście oprowadza
turystów przewodnik. Pokazuje jak wszystko było zorganizowane. Miasto powstało w 1897 roku na piaskach pustyni
niedaleko Luderlitz. Ruchy tektoniczne, pływy morskie i działanie
lodowców uwolniły diamenty ze skał i rozsiały je po całym wybrzeżu
Namibii. Zauważył to pewien młody niemiecki inżynier nadzorujący budowę
kolei, który szybko uzyskał zgodę zarządu kolonii na eksploatację
miejscowych złóż. Nie było to kosztowne przedsięwzięcie, gdyż diamenty
leżały na ziemi. Wieść o bogactwach ukrytych w piasku bardzo szybko
dotarła do Niemiec i setki kolonistów wyruszyło w kierunku Namibii
(Deutsche Sudafrika). W ten sposób powstało wiele miasteczek takich jak
Kolmanskop. W mieście mieszkało 300 dorosłych białych mieszkańców , 44
dzieci i ponad 800 czarnoskórych najemnych pracowników. Miasto posiadało
własny szpital, rzeźnię, piekarnię, szkołę i dom kultury i rekreacji, a
także własną stację kolejową i linię tramwajową. Podzielono je na dwa
obszary, tzw. Speergebeit. Na początku XX wieku władze kolonii w obawie
przed wynoszeniem diamentów przez pracowników ogłosiły niektóre obszary
wybrzeża jako tzw. strefy zakazane. Ogrodzone je płotem i dokładnie
kontrolowano wszystkich wychodzących z tego obszaru. Wprowadzono zasadę,
iż wszystko co zostaje wwiezione do strefy nigdy jej nie opuszcza - co
miało zapobiec szmuglowaniu diamentów w odpadkach i złomie. Zasada ta
obowiązuje do dziś, choć obszar zakazany wciąż ulega pomniejszeniu. Mimo
to pracownicy prześcigają się po dziś dzień w pomysłowości w sposobach
przemycania diamentów. Przez lata próbowano je przemycać w butach,
poprzez wyszkolone gołębie pocztowe, strzelając z kuszy, przerzucając
przez ogrodzenie, w butach, pod skórą lub w żołądkach. Zapewne wymyślono
wiele skuteczniejszych sposób, ale nikomu nie zależy na ich
upublicznieniu. Aby ograniczyć przemyt wprowadzono dużo rygorystycznych
procedur. Pracownik opuszczający teren zakazany nigdy nie mógł na niego
powrócić - miało to uniemożliwić organizowanie siatek przerzutowych.
Przed opuszczeniem Speer poddawany był kwarantannie, podczas której był
przedmiotem dokładnych oględzin, badań i prześwietlany promieniami
Roentgena (miejscowy szpitalny aparat głównie służył temu celowi).
Kradzież diamentów na Namibii jest do dziś karana na mocy przepisów
szczególnych, zaś samo wtargnięcie na teren zakazany grozi grzywną w
wysokości 2500 zł lub rokiem więzienia. W okolicy Kolmanskopu wydobyto
około 20% ówczesnego światowego wydobycia diamentów. Miasto na potęgę
importowało towary z innych części Afryki i Niemiec. Lokalna kolejka
codziennie dostarczała każdemu mieszkańcowi 20 litrów wody pitnej
przywożonej drogą morską z Luderlitz aż z Cape Town. Linia tramwajowa
służyła także do przewozu kobiet, które na silnym wietrze w obszernych
sukniach nie mogły swobodnie poruszać się po mieście i dokonywać
zakupów. Wagoniki kolejki zatrzymywały się praktycznie pod każdym domem.
Miejscowa giełda i sklepy akceptowały płatności zarówno w gotówce, jak i
w diamentach. Największe majątki zbili tutaj kupcy importujący towary z
Niemiec i nadzorcy w kopalniach. Co ciekawe, miasto posiadało własną
kręgielnię (całodobową), zaś nie ma śladu po żadnym kościele. Po II
Wojnie Światowej miejscowe złoża diamentów uległy wyczerpaniu, zaś nowo
odkryte złoża na południu przyspieszyły proces migracji ludności w tamte
strony. Stopniowo osada zaczęła się wyludniać, zaś centrum handlu
diamentami wymierać. Podobny los podzieliło pobliskie Elizabeth Port i
Bogenfels. Ostatni mieszkaniec opuścił miasto w 1958r. Od tamtej pory
budynki pozostają nienaruszone, zaś wydmy powoli zatapiają miasto w
swoich piaskach. Wielu mieszkańców zostawiło w domach dobytek, który
przedstawiał dla nich znikomą wartość. Stąd też nazwa "miasto duchów".
Niemniej nawet wywożony stąd gruz jest dokładnie badany, gdyż piasek
użyty do budowy domów również skrywa diamenty.
Diament to węgiel, który pod wpływem bardzo wysokich temperatur i
ciśnienia przeistoczył się w ten drogocenny materiał. Największymi
wydobywcami na świecie są głównie kraje Afryki południowej takie jak
Botswana, Namibia, Angola i RPA. Poza Afryką największe złoża ma Rosja i
Kanada. Szacuje się, że jedynie 20% wydobytych diamentów jest
wystarczająco dobre, by mogły być sprzedawana jako klejnoty. Reszta
kamieni używana jest do celów przemysłowych. Do określania wartości
diamentów używa się tzw. karatów. Jeden karat to każde 200 gramów
diamentu. W Afryce diamenty wydobywa się od początków XIX wieku, jednak
dopiero na przełomie XIX i XX wieku - także w Namibii - eksploatacja
złóż rozpoczęła się na większą skalę.
Ruszamy dalej, na Diamentowe Wybrzeże.
Tutaj znajduje się krzyż portugalskiego odkrywcy Bartolomea Diaza, który
po odkryciu Przylądka Dobrej Nadziei w drodze powrotnej przybył do
brzegu i zajął (bezskutecznie) te ziemie w imieniu króla Jana II
Żeglarza Obecnie znajduje się tutaj kamienna replika, części oryginały
zaś znajdują się Lizbonie, Berlinie i Cape Town (RPA).
Wracamy do Luderlitz Zwiedzamy piękne kolorowe miasto Luderlitz powstało na
przełomie XIX i XX wieku, zostało założone przez niemieckich kolonistów.
Było portem dla znajdujących się w okolicy kopalni diamentów. Miasto ma
typowo niemiecki charakter, a w restauracjach można dostać "eisenbein" ,
czyli swojską golonkę. Niestety, na dzień dzisiejszy miasto chyli się
ku upadkowi. Wydobycie diamentów w tej okolicy zakończyło się i miasto
żyje jedynie z turystyki i rybołówstwa. Budowana przez Niemców przez
lata linia kolejowa z Windhoek jest teraz równie pieczołowicie
rozbierana. Odwiedzamy dzielnicę portową (waterfront) i spacerujemy
uliczkami miasta. Niestety, jest niedzielne popołudnie i miasto jest
niemal całkowicie wymarłe. Wszystko jest zamknięte i i trudno spotkać
kogokolwiek na ulicy. Ale miasto jest niezwykle malownicze. Domy
pomalowane na ostre kolory. Tutaj wcale to nie przeszkadza a nawet
więcej dodaje uroku i tak pięknemu miastu. Całe miasto w stanie
nienaruszonym zachowało się od XIX wieku. Jest piekielnie gorąco.Wyjeżdżamy z miasta kierując się na camping .AUS Po drodze na bezkresnych stepach widzimy dzikie konie. Docieramy do campingu położonego na stepie. Jak zwykle doskonale wyposażony. Jest bardzo ładny. Zjadamy przygotowany prze nas posiłek. jak zwykle pyszny Urządzamy sobie wycieczkę wśród traw i porostów. Docieramy przy okazji do hoteli gdzie zaopatrujemy się w napoje.
 |
| była nawet kręgielnia |
 |
| pustynia czyni swoje dzieło |
 |
| pustynia wchodzi do miasta |
 |
| skutki zniszczenia prze pustynię |
 |
| ślady dawnej świetności |
 |
| pustynia wchodzi do miasta |
 |
| pustynia wchodzi do miasta |
 |
| fajne wydmy |
 |
| pustynia wchodzi do miasta |
 |
| pustynia wchodzi do miasta |
 |
| Zbyszek w wannie |
 |
| latarnie morska |
 |
| pamiątkowy krzyż Bartolomeo Diaz |
 |
| kolejny wrak |
 |
| port w Luderlitz |
 |
| piękny jacht |
 |
| ptaki odpoczywają na łódce |
 |
| nazwy po niemiecku |
 |
| kolorowe domki |
 |
| zadziorny ptaszek |
 |
| te ptaszki podglądaja nas |
 |
| ruiny |
 |
| wszędzie piasek |
 |
| wszędzie piasek |
 |
| jedyny dobrze zachowany dom |
 |
| dojeżdżamy do oceanu |
 |
| w Luderlitz |
 |
| piękne domy w Luderlitz |
 |
| kościół w Luderlitz |
 |
| kolorowe domki |
 |
| wśród stepów |
 |
| na campingu |
 |
| jaszczureczka |
 |
| znowu czakalaka |
 |
wędrówka po stepie
|
 |
| gniazdo |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz