niedziela, 16 listopada 2025

16 listopada Oman

 16 listopada

Zrywamy się rano. O wpół do siódmej jesteśmy pierwsze na śniadaniu.. Jedziemy do portu. Na łódce ze szklanym dnem 10 osób. W tym jeszcze jedna para Polaków ze Szczecina. Bardzo sympatyczni ludzie. Najpierw jazda szybka mało głowy nie urwie. Jedziemy do rezerwatu Dalmaniyat na oglądanie rafy koralowej. Najpierw przez szklane dno . Nie bardzo wiem co mamy do oglądania, bo tylko piasek  widać. Gdy dopływamy wskakuję do wody i już mnie nie ma. Mam aparat do robienia zdjęć pod wodą więc pstrykam ile się da. Kolorowe rybki, żółwie , meduzy. Niestety rafa jest martwa, ,Oczywiście inni się nią zachwycają. Ja widzę że  szkielety koralowców są szare. Tylko ryby mają gdzie się ukryć. Popłynęłam tak daleko, że  zgubiłam grupę. Wracam na statek, żeby się zorientować czy nie czekają na mnie. Chłopak ze statku pokazuje mi ręką gdzie są. Gdy zanurzam się pod moim brzuchem przepływa żółw .Ogromny. Niestety jest tak blisko że nie mogę mu zrobić zdjęcia. Dopływam do plaży. Piasek śliczny Czysty miękki.  Wracamy grupą na statek. Odpływamy by  zmienić miejsce. Teraz drugie wejście do wody. Tu więcej ryb, ale rafa też na wymarciu.. Rozmawiam z chłopakiem, który prowadził statek. Potwierdza, że rafa jest martwa. Trochę się wkurzam, że wciskają ludziom kit, że wiozą do rezerwatu muszą mieć pozwolenia, a potem okazuje się, że wiozą nas gdzie indziej , bo nie wierzę w to że te miejsca gdzie snorkowaliśmy to rezerwat. Wczesnym popołudniem wracamy do hotelu. Musimy wysprzątać  samochód. Pomaga mi chłopak z recepcji. Daję mu kluczyki . Jedzie na myjnię i przyprowadza czysty samochód. Monika  zaproponowała, żebyśmy pojechały nad morze na promenadę przy plaży Qurum. Dojeżdżamy przed zachodem słońca. Bardzo fajne miejsce. Szeroka plaża,  jest dużo miejsc do parkowania. pogoda cudna. Nie ma wiatru więc , jest ciepło. Wędrujemy aż doszłyśmy do irańskiej restauracji. Tu coś dla ciała. Zamawiamy  szaszłyk z ryżem szafranowym. Na dodatek zupa  lentilkowa. Jedną porcją najadłyśmy się do syta. Zadowolone idziemy do końca  promenady. Jazda do hotelu  przy pomocy GPS z telefonu to porażka . Błądzimy jak kołowate. Wreszcie lądujemy w hotelu. Teraz pakowanko a jutro rano pobudka i meczet.





































































1 komentarz: