11 listopada 2012 r. Madagaskar
jakaś wioska-Bekopaka
Rano nastroje nieco lepsze. Śmiejemy się z naszej podróży wózkiem po bezdrożach. Stwierdzamy że nasz domek stoi pod baobabem. To pierwszy baobab widziany z tak bliska .A w ogóle jest tu bardzo ładnie, w nocy tylko wyglądało strasznie. Przyjeżdża nasz samochód Nissan Patrol którym pojedziemy na Tsingy de Bemaraha. Ruszamy w drogę najpierw do Bello. Po drodze zjadamy śniadanie w przydrożnym „zajeździe”. Zajazd to trzy stragany serwujące placki kawę i herbatę. Zjadamy po placu ryżowym – to taki słodki naleśnik. Ja wypijam kawę. z obtłuczonego emaliowanego kubka Lidka pozostaje przy wodzie butelkowej .Jeżeli chodzi o jakąś higienę to stwierdzamy całkowity jej brak. Naczynia myte są w miednicy z wodą wątpliwej czystości ale placek jest usmażony na patelni może nie zaszkodzi. Droga czerwona , niebo błękitne wokół zieleń. żadnych oznak cywilizacji. TO cały urok Madagaskaru. Po drodze mijamy pierwsze baobaby. Jest ich tutaj bardzo dużo. . Przeprawiamy się promem na drugi brzeg Tsibirinhii i dojeżdżamy do Bello. Rezerwujemy pokój.na jutro. Tu Lidce się lepiej podoba, bo więcej cywilizacji. Zjada wreszcie cos konkretnego to znaczy smażone banany w sosie imbirowym z coca colą.. Ruszamy w kierunku Tsingów. Wreszcie mamy łączność ze światem tą łącznością to lekka przesada. Jest tylko łączność komórkowa. Zaraz po wyjeździe ze wsi wszystko wraca do normy czyli brak łączności. Jedziemy drogą czerwoną jak cegła. Zresztą ten czerwony pas trudno nazwać drogą. Okropne wertepy. Za to zieleń poboczy czerwień drogi i błękit nieba rekompensują wszystkie niedogodności. Po drodze mijamy mnóstwo baobabów. Mamy przejechać 110 kilometrów. Zajmuje to 4 godziny. Z nieba leje się upał. W tym kraju nie ma klimatyzacji i samochodów z klimatyzacją. Przejeżdżamy promem przez rzeką Marambolo i dojeżdżamy do wioski Bekopaka Zatrzymujemy się w pięknym lodgu z basenem. Trochę luksusu też się nam należy.
 |
| Nasz hotel |
 |
| baobab sprzed naszego domku |
 |
| Wioska restauracyjna |
 |
| Przy jednym stole kuchnia i jedzenie |
 |
| Lidka i Gilbert czekają na śniadanie |
 |
| Od wczoraj nasz ulubiony środek transportu |
 |
| przeprawa przez Tsiribinhię |
 |
| Wozy zaprzężone w krowy przejeżdżają wpław |
 |
| w drodze z zakupami |
 |
| Jakaś fasolowata roślina |
 |
| piekny owad wpadł do naszego samochodu |
 |
| Sprzedawczynie na bazarze |
 |
| Te koszyki pojadą do Warszawy |
 |
| Nazwa czerwony Madagaskar nie bez przyczyny |
 |
| Po drodze mijamy liczne baobaby |
 |
| Jeśli już jedzie samochód to wypchany |
 |
| sjesta w cieniu drzewa |
 |
| tym razem przeprawa przez Marambolo |
 |
| nic to że wertepy ciężarówka załadowana na full |
 |
| ruch tak duży że mrówki zrobiły kopiec |
 |
| Ten brzeg to początek Tsingów |
 |
| drzewo i owoce papaji |
 |
| owoce mango tu dojrzeją za miesiąc |
 |
| pięknie pachnące kwiaty |
 |
| uwieńczenie pięknego dnia pyszna kolacja |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz