17 listopada 2012 Madagaskar
Przy pięknej pogodzie w patio podają nam śniadanie. O 8.00 spotykamy się z przewodnikiem. Idziemy zwiedzać miejscową manufakturę. Najpierw wytwórnia papieru. Wytwarza się go z drzewa avoha. Sposób wyrobu to prymitywne moczenie, gotowanie następnie ubijanie masy drzewnej, którą się rozkłada na blejtramach i suszy powoli. Papier po wysuszeniu ma dziwną strukturę, Na takie połacie papieru nakładane są żywe kwiaty. Sprzedawany jest jako obrazek, kartka, makatka. Drugim miejscem, które odwiedzamy jest wytwórnia jedwabiu. Tu praca zupełnie inna. Kokony łączy się po sześć sztuk wkładając jeden w drugi.Potem gotuje się je przez 3 dni. Po wysuszeniu wyciąga się z tego nić skręcając ją.. Taką nitkę zwija się w kłębki. Nici są nierówne, grube i nadają się tylko jako surówka. Praca tak prymitywna, że nie chce się wierzyć że nie są w stanie jej usprawnić. Z wytwórni jedwabiu zaglądamy do butiku gdzie sprzedają haftowane serwetki. Młode dziewczyny siedzą i wyszywają płaskim ściegiem różne kolorowe obrazki. Mają one wzory afrykańskie i są bardzo kolorowe.Na piechotę idziemy do wytwórni wina. Idziemy szosą. Mijamy mieszkańców ubranych w barwne szaty. Wszyscy coś niosą. Kobiety większość towarów noszą na głowie. Docieramy do wytwórni wina. Znajduje się tam ogromna liczba kadzi betonowych wypełnionych winem. Kosztujemy kilka gatunków. Ich smak nie rzuca nas na kolana. Wino to sprzedawane jest tylko na miejscowy rynek. Wracamy do hotelu.Słońce jest cały czas zamglone, ale niestety przygrzewa. Zmęczone poprawiamy sobie nastrój lunchem z krewetek. Po południu ruszamy do rezerwatu Andja. Po drodze wstępujemy na targ zebu. A właściwie miejsce gdzie taki targ się odbywa. Ogrom placu wskazuje jak wiele zwierząt musi być tu sprzedawane. Na placu bawią się tylko dzieci. Właściwie stoją na stołach i śpiewają jakieś piosenki jednocześnie tańcząc. Wygląda to jak trening ale nie ma trenera. Dojeżdżamy do rezerwatu. Jest bardzo gorąco i zaczyna grzmieć.Nie bierzemy jednak kurtek przeciwdeszczowych licząc na ładną pogodę. Po kilku metrach na skałach spotykamy całą rodzinę lemurów katta. Są to lemury z bardzo długimi ogonami w biało czarne paski. Nie są tak płochliwe jak lemury spotykane dotychczas, ale zachowują dystans. Robimy mnóstwo zdjęć. Po przejściu kilkuset metrów znów spotykamy grupę lemurów katta. Skaczą bawią się ze sobą, nic nie robią sobie z naszej obecności. Zaczyna padać deszcz. Padają ogromne krople. Chowamy się w jaskini. Trasa którą pokonujemy to skały dosyć tępe, ale cały czas trzeba uważać pod nogi. Robimy zdjęcia jaszczurce i ptaszkowi – dudkowi i powoli wracamy do samochodu. Ilość lemurów które tutaj zobaczyłyśmy zaskoczyła nas. W pewnym momencie było ich tak dużo wokół nas, że nie wiedziałyśmy gdzie się patrzeć.Skakały nad naszymi głowami, bawiły się między sobą.Wracamy do hotelu. Zaczyna grzmieć i padać. Gilbert stwierdził że zaczęła się pora deszczowa. Przez ten deszcz nie udał nam się wieczorny spacer.Wieczorem w hotelu nie ma prądu. Schody na górę to jak schody do nieba strome i wysokie. Trzeba jej jednak pokonać po ciemku. Kolację jemy przy świecach. Banan w sosie imbirowym był znakomity.
 |
| swietnie zakamuflowany kameleon |
 |
| Specjalność restauracji Misao |
 |
| na ulicach Ambolovao |
 |
| ten ptak to kukul |
 |
| Lidka na madagaskarskich ścieżkach |
 |
| bananowiec z kiścią bananów |
 |
| plac gdzie odbywa się targowisko zebu |
 |
| tańczące dzieci |
 |
po targu na konturach dzieci zrobiły sobie
zabawę |
 |
| lemury katta |
 |
| lemury katta mają ogony w biało-czarne paski |
 |
| Park Andja |
 |
| doskonale zakamuflowana jaszczurka |
 |
| ciekawski lemur obserwuje dudka |
 |
| rodzina lemurów |
 |
| jakiś smaczny kąsek |
 |
| przed deszczem schowaliśmy się w grocie |
 |
| w parku musiałyśmy przeciskać się przez szczeliny |
 |
| W parku Andja |
 |
schody do nieba trzeba było pokonać
w absolutnych ciemnościach |
 |
| ten garnek zupy to dla Lidki |
 |
| deser wygląda zachęcająco |
 |
| pokolonialny dom w Ambalavao |
 |
| chwila pogawędki |
 |
| na zrobiony papier nakleja się żywe kwiatki |
 |
| końcowy efekt |
 |
| ogromny pachnący kwiat |
 |
| na głowie można przenosić prawie wszystko |
 |
| uliczka w Ambolovayo |
 |
| hafciarka przy pracy |
 |
kokony przygotowane do przeróbki
na jedwab |
 |
| typowy dom w tej części Madagaskaru |
 |
| w wytwórni wina |
 |
| babcia z wnuczką wracają z zakupów |
 |
| sama radość |
 |
| jestem lemur katta i tak wyglądam |
 |
| w strumyku kapali się Malgasze |
 |
| katta na drzewie |
 |
| jeśli chcecie to mogę pozować do zdjęcia |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz