Madagaskar
21 listopada 2012 r
Teluar- Antananarywa
O szóstej przyjeżdża nasz
kierowca z Gilbertem .i dalszy ciąg awantury. Postanawiamy pospacerować po
plaży. Gdy wracamy do hotelu czeka nas
kolejna wizyta pseudo policjantów.
Wyjaśniamy im nierzetelność Gilberta. Jednak policjanci żądają byśmy poszły na
komisariat. My odmawiamy. Okazuje się że godzina odlotu naszego samolotu została przesunięta na późne popołudnie.
Przychodzi następny policjant, tym razem w mundurze, któremu wydaje się że
rozmawia po angielsku. Wyjaśniamy mu sytuację on stwarza pozory iż podziela
nasze stanowisko. Również proponuje nam wizytę w komisariacie. My odmawiamy.
Kontaktujemy się z polskim konsulatem. Radzą nie odwiedzać komisariatu i
uprzedzają że zawsze policja stanie po stronie Malgaszy. Jest już południe.
Oświadczamy że zapłacimy Gilbertowi na
lotnisku. Policjant ma nam towarzyszyć obiecuje pomoc. Lidka oświadcza że nie
pojedzie z Gilbertem samochodem, bo nie ma do niego zaufania. Bierzemy taksówkę
i ruszamy wraz z policjantem na lotnisko a Gilbert ma jechać za nami. Okazuje
się że podjeżdżamy na komisariat. Blokujemy drzwi od samochodu. Wychodzą
policjanci i żądają naszych paszportów. Odmawiamy. Sytuacja staje się napięta. Płacimy Gilbertowi
150 euro, a on kwituje odbiór ale chce
dopisać iż należy mu się jeszcze 240 euro. Policjanci nie chcą nas puścić.
Gilbert żąda dodatkowo 240 euro. Trzyma drzwi i nie pozwala nam odjechać.
Przełażę z tyłu samochodu na przednie siedzenie. Chcę zamknąć drzwi samochodu i
odjechać szarpię drzwi ale on je blokuje. Policjanci są oczywiście po stronie
Gilberta. Ja dzwonię do ambasady. Policja chyba się przestraszyła bo puszczają
nas wolno. Jedziemy na lotnisko i koczujemy
same na pustym lotnisku. Nie ma żywego ducha. Dopiero po dwóch godzinach
pojawia się obsługa. Która położyła się na posadzce i śpi. O 18.30 wylatujemy.
Po godzinie lądujemy w Tanie. Jedziemy do hotelu Ivato- tego w którym byłyśmy
już poprzednio. Umawiamy się z kierowcą na jutro. Teraz tylko piwko i do spania.
Po dzisiejszych emocjach jesteśmy
wykończone. Szkoda że wspaniałą wycieczkę na Madagaskar popsuł taki nieprzyjemny incydent. Wprawdzie czytałam o nierzetelności przewodników na Madagaskarze ale wydawało się że ten ma rekomendację i wszystko będzie w porządku. Ale mimo wszystko jesteśmy zachwycone Madagaskarem, przyroda jest niespotykana , a przygody które przeżyłyśmy są bezcenne. A sprawa Gilberta to łyżka dziegciu w beczce miodu. Pokazało to jaka jest mentalność Malgaszy, chcieliby zarobić dużo bez zbytniego wysiłku a turystów traktują jak bankomaty, które mają dużo pieniędzy by im dawać za nic.
 |
| kląskający gekonik biegał po ścianach pokoju |
 |
| przed naszymi drzwiami pięknie kwitło drzewo |
 |
| rybacy łowią ryby |
 |
| droga z hotelu na plażę |
 |
| spacer po plaży w kultowych klapkach |
 |
| spacer po plaży |
 |
| ganiałyśmy kraby |
 |
| Lidka chce uciekać przed Gilbertem |
 |
| kompletnie puste lotnisko |
 |
| czas trochę nam się dłużył |
 |
| taka pustka była przez 4 godziny |
 |
| przyjęłam wygodna pozycje i czekałam |
 |
| wreszcie jest nasz samolot |
 |
| obsługa lotniska przyszła 0 16 i odpoczywała |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz