22 listopada 2012 Mayotta
Lidzia rano przywiązała się do
łóżka. Wstała dopiero o 6.20 a
nie jak zwykle o 5.00, ale chyba nie była szczęśliwa z tego powodu.Rano po śniadaniu pakujemy się i przed 10 ruszamy na lotnisko. Cały czas martwimy się o ciężar naszych bagaży. Jakoś dziwnie puchną. Odprawę przechodzimy gładko. Okazuje się, że w strefie bezcłowej można płacić tylko euro. Zostały nam ariale. Dogadujemy się ze sprzedawczynią pamiątek i wymienia nam ariale na euro. Żegnamy Madagaskar. Trochę szkoda że to już za nami. Ale jeszcze trochę przed nami. Mamy niewielkie opóźnienie ze startem. W samolocie jest oprócz nas tylko 2 pasażerów. Takich luksusów jeszcze nie było. Samolot na około 100 pasażerów Steward nas rozpieszcza z nudów. Po dwóch godzinach lądujemy na Mayotcie. Pas startowy zaczyna się na plaży. Gdy podchodzimy do lądowania mamy wrażenie że wylądujemy na wodzie. Na szczęście pas był we właściwym miejscu. Mayotta jest jedną z czterech wysp archipelagu Komorów. Jednak jako jedyna wyspa opowiedziała się za przynależnością do Francji. Pozostałe wyspy tworzą republikę. Przekroczenie granicy to przyjemność. Żadnych stempli, wiz po prostu Europa. Ale po przekroczeniu granicy okazuje się że to nie Europa to jest Afryka która chce należeć do Europy. Kobiety ubrane na kolorowo, ale po arabsku. Wsiadamy do taksówki i dojeżdżamy do promu, którym przedostaniemy się na dużą wyspę. Taksówka nie jest przeznaczona tylko dla nas . Kierowca bierze tylu pasażerów ile jest wolnych miejsc. Promem w 15 minut docieramy na dużą wyspę. Tu znowu łapiemy taksówkę. Szukamy hotelu. Trafiamy do hotelu Irys. Wreszcie jest klimatyzacja i można płacić kartą. Gorąco jest jak w piekle, ale nie zrażone ruszamy na miasto. Musimy zorganizować sobie zwiedzanie wyspy. Najbardziej zależy nam na odwiedzeniu plaży z żółwiami. Niestety nie trafiamy do żadnego biura turystycznego To jest pustynia turystyczna. Pracownica hotelu ostrzega nas przed organizowaniem samodzielnie wycieczki na plażę. Opowiada niesłychane historie o napadach, twierdzi że nawet z mężem nie jeździ na plażę bo jest niebezpiecznie. Trochę skonsternowane idziemy do informacji turystycznej. Tam znudzona panienka informuje nas że żadnych wycieczek ani przewodników nie ma trzeba wziąć taxi brussa i dojechać do parku i dalej na piechotę. Ona nic nie wie o niebezpieczeństwach. Szukamy przystanku z którego jeżdżą taxibrussy do Mtsamoudou. Okazuje się że odjeżdżają co godzinę .Postanawiamy zostawić wszystkie cenne rzeczy w hotelu łącznie z paszportami- bierzemy tylko ksero paszportów aparaty fotograficzne i trochę euro Ustalamy możliwości dotarcia do plaży z żółwiami. Idziemy na pizzę. Siedzimy na nabrzeżu pod palmą. Jest ciemno, nad nami tylko palmy , księżyc i gwiazdy . Jest bardzo ciepło. Ale mimo że jest ciepło, kraj muzułmański na ulicach nie ma wieczorem zbyt dużo ludzi. Wracamy do hotelu. Uruchamiamy sejf, bo jutro zostawimy tam nasze najcenniejsze rzeczy żeby na plaży nie mieć z nimi kłopotu.
 |
| Na tych fotelach już siedziałyśmy |
 |
| Przed hotelem Ivato |
 |
| ale i samolot pusty |
 |
| pusty autobus dziwne |
 |
| żegnamy Madagaskar |
 |
| turkusowe wody wokół Mayotty |
 |
| Jesteśmy na Mayottcie |
 |
| kobiety wyglądają jak barwne kwiaty |
 |
| albo jak motyle |
 |
| kobiety wyglądają jak barwne kwiaty |
 |
| Marina na Mayotcie |
 |
| Domki z czasów kolonialnych |
 |
| w poszukiwaniu taxi broussa |
 |
| szukałyśmy tego piwa w butelce nadaremnie |
 |
| pod ta palmą w takiej scenerii jadłyśmy pizzę |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz