Mauritius
4 listopada 2012 r
Rano pogoda marzenie, słońce,
widok na ocean i przyjemna bryza. Wyspane po podróży prawie szczęśliwe.
Spokój mąci rodzina mrówek które
trasę wyznaczyły sobie przez łóżko Lidki. Pocieszam ją że do wieczora skończą
przemarsz wojsk.
Dziś w planie wycieczka po
południowej i zachodniej części wyspy.Wynajętym samochodem z kierowcą ruszamy
najpierw na wulkan Truo aux Cerf Leży on koło miejscowości Curepipe.
Krater ma około 300 metrów średnicy i 100 metrów głębokości.
Wnętrze kaldery porośnięte jest bujną roślinnością,. Z krawędzi wulkanu
roztacza się piękna panorama.
Następnie jedziemy do Grand Basin
. Jest to jezioro powstałe w kalderze wulkanu. Uważane jest za święte przez
wyznawców hinduizmu. Wierzą oni że jezioro połączone jest z Gangesem. Oprócz mnóstwa świątyń hinduskich wokół brzegu
jeziora postawiony jest 32 metrowy posąg Śri Mangali Mahadewy patrona tego
miejsca.
Niestety pogoda zmienia się i mamy
mżawkę i spadek temperatury. Lidka zaczyna marznąć. Zakładamy kurtki. Kto by się spodziewał że na Mauritiusie będziemy marznąć
Ruszamy dalej nad Black River,
Oglądamy wodospad Aleksander, ale niestety przełomy rzeki Czarnej. przesłoniła mgła.
Po drodze wstępujemy na lunch.
Lidka wybiera sałatkę z serca palmy czyli palmitos. Kiedyś był to to przysmak tylko dla
wybrańców bo gdy się wytnie serce palmy
ona umiera.
Jedziemy do Chamarel Najpierw wodospad najwyższy na Mauritiusie 83 metry . Widok jest
imponujący.
Następnie ruszamy do cudu
przyrody - kolorowej ziemi. Jest to takie miejsce gdzie na niewielkiej
powierzchni ziemia przybiera kolory czarny, różowy, czerwony antracyt,żółty.Jest
to wielka zagadka dla geologów. Nie potrafią wytłumaczyć jaka jest przyczyna
takiego różnorodnego ubarwienia ziemi. Na dodatek różne kolory ziemi wymieszane
ze sobą po krótkim czasie rozdzielają się i układają kolorami.
Tutaj też spotykamy żółwie olbrzymie. Podobno są sprowadzone z Seszeli z atolu Aldabra.
Na koniec wycieczki najładniejsza
plaża Mauritiusu o dziwnej nazwie Filc and Flac. Piaszczysta plaża ciągnąca się po horyzont oddzielona od wyspy
pasem kazuaryn.Wracamy do hotelu. Postanawiamy jeszcze poplażować na hotelowej plaży. Tu też miękki piasek i ciepła woda. Wieczorem jedziemy na kolację do Port Luiz. Spacerujemy po nowej dzielnicy portowej pełnej kafejek. Liczne występy artystów umilają nam czas. A na kolacje pieczone zebu. Delicja. Mięso tak miękkie że rozpływa się w ustach.Późnym wieczorem już doświadczone za połowę ceny wywoławczej wracamy taksówką do hotelu. Skończył się przemarsz mrówek przez łóżko . mrówki idą ścieżką wokół łóżka Lidki za to na ścianach pełno małych gekoników , które wprawdzie wyłapują wszystkie owady ale przyprawiają Lidkę o drżenie serca. Dodatkowo wydają dziwne dźwięki.. Wieczór spędzamy na balkonie wsłuchując się w odgłos oceanu.
![]() |
| Wnętrze krateru wulkanu |
![]() |
| 32 metrowy posąg hinduskiego bóstwa |
![]() |
| droga do wodospadu |
![]() |
| bujna zieleń a wśród niej rzeczka |
![]() |
| 80 metrowy wodospad |
![]() |
| kwiaty kalatei |
![]() |
| żółw podąża za żółwicą wcale nie żółwim krokiem |
![]() |
| mauritius jest górzystą wyspą |
![]() |
| hindusi w czasie modłów w Grand Basin |
![]() |
| widok na świątynie w Grand Basin |
![]() |
| plantacja ananasów |
![]() |
| pola solne |
![]() |
| na plaży Fic and Flac |
![]() |
| kolorowa ziemia Charamel |
![]() |
| spacer wcale nie dziką plażą |
![]() |
| takie gekony wędrowały po ścianach pokoju |
![]() |
| pomnik Bertranda Mahe |
![]() |
| wieczór na nabrzeżu |
![]() |
| kolacja wyśmienita z dodatkiem wina |
![]() |
| żółw ogromny |




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz