sobota, 23 listopada 2013

22 listopada 2013 r Filipiny

22 listopada 2013 r. Filipiny

Palawan -Puerto Princessa

Po krótkiej nocy o piątej pobudka. Oczywiście zamówione budzenie zawodzi. Wstajemy złe, że za takie duże pieniądze śpimy w takim syfie. Bierzemy taksówkę i jedziemy na lotnisko. Oczywiście cena wywoławcza była 150 peso. Zatrzymujemy taksówkę z taksometrem. Płacimy 50 peso. Filipińczycy to straszni oszuści. Na lotnisku nowa niespodzianka. Musimy przepakować walizki, bo za dużo ważą. Wrzucam wszystkie ładowarki do bagażu podręcznego i wszystko w porządku. Lecimy w deszczu. Po 1,5 godzinie lądujemy na Palawanie w Puerto Princessa. Pada ciepły deszcz. Tu nowa niespodzianka. Nie ma taksówek. Są tylko tricykle. Jak dwie osoby z bagażami mogą się pomieścić. Oczywiście najpierw przepychanki z ustaleniem ceny za przejazd, a potem kierowca upycha nas razem z walizkami. Moja ląduje z tylu . Muszę ją trzymać ręką . Siedzę na kątowniku, rękę mam wykręcona do tyłu, bo trzymam walizkę, by nie wypadła. Tak jedziemy na szczęście wolno przez 20 minut. Kierowca wyrzuca nas na terminalu i pokazuje jeepneya do Sabang. Ma odjechać za 4 godziny. To nam w ogóle nie odpowiada. Szukamy czegoś innego. Przede wszystkim busa z klimą. Wszyscy mówią nam. że to nie tu. W pewnym momencie pokazują nam autobus wypchany po brzegi jadący do Sabang. Wszyscy krzyczą. by się zatrzymał Ja biegnę do niego. Kierowca coś pokazuje. ale niestety nie do końca rozumiem o co chodzi. Ale Filipińczycy wiedzą. Jeden z nich łapie nasze walizki – ważące po 20 kilo – i goni po kałużach dźwigając je. My za nim. Deszcz leje. Chłopina pędzi jakby to jemu miał uciec autobus. Dopadamy autobus na stacji benzynowej. Nasze bagaże ładują na fotel My też z się sadowimy. Ruszamy. W autobusie jest wszystko . Bagaże najróżniejsze, Na dachu tylko bagaże. Przed nami trzy godziny jazdy. Na kolejnym przystanku okazuje się, że w tym autobusie jadą jeszcze inni Polacy. Dziewczyna i 3 chłopaków. Umawiamy się, że na rzekę podziemną pojedziemy razem. Gdy docieramy na miejsce nie ma Polaków. Zatrzymujemy się w fajnym hotelu Dajunan. Załatwiamy wycieczkę na rzekę podziemną.. Idziemy na plażę. Jest piękna. Obiad, mimo że zamawiamy ryby nie zachwyca nas. Wędrujemy wzdłuż plaży. Zachwycamy się widokami. Jest fajnie.. Wchodzimy do hotelu na ciastka. Zjadamy filipińskie wydanie napoleonki z owocami mango. Jest pyszna. Wieczorem spotykam grupę Polaków. Okazuje się, że byli już na rzece. Trudno my pojedziemy jutro.. O szóstej włączają światło w mieście. W ciągu dnia nie ma prądu.

lecimy air Asia

każdy wysiadający z samolotu dostawał parasol

niestety walizki trzeba dźwigać

witamy na Palawanie

autobus wypchany po brzegi

typowe chałupki Palawańskie

dziewczynka  spotkana po drodze

mała zbuntowana

tajfun to szybko zdmuchnie

budka pocztowa

mali motocykliści

plaża w Sabang

plaża pusta po deszczu

spacer w deszczu


łódki filipińskie z pływakami

filipińska napoleonka

leżę pod palmą na dowolnie wybranym boku

jeepney z Puerto

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz