22
listopada 2013 r. Filipiny
Palawan -Puerto Princessa
Po
krótkiej nocy o piątej pobudka. Oczywiście zamówione budzenie
zawodzi. Wstajemy złe, że za takie duże pieniądze śpimy w takim
syfie. Bierzemy taksówkę i jedziemy na lotnisko. Oczywiście cena
wywoławcza była 150 peso. Zatrzymujemy taksówkę z taksometrem.
Płacimy 50 peso. Filipińczycy to straszni oszuści. Na lotnisku nowa
niespodzianka. Musimy przepakować walizki, bo za dużo ważą. Wrzucam
wszystkie ładowarki do bagażu podręcznego i wszystko w porządku.
Lecimy w deszczu. Po 1,5 godzinie lądujemy na Palawanie w Puerto
Princessa. Pada ciepły deszcz. Tu nowa niespodzianka. Nie ma taksówek. Są tylko tricykle. Jak dwie osoby z bagażami mogą się pomieścić. Oczywiście najpierw przepychanki z ustaleniem ceny za
przejazd, a potem kierowca upycha nas razem z walizkami. Moja ląduje
z tylu . Muszę ją trzymać ręką . Siedzę na kątowniku, rękę
mam wykręcona do tyłu, bo trzymam walizkę, by nie wypadła. Tak
jedziemy na szczęście wolno przez 20 minut. Kierowca wyrzuca nas na
terminalu i pokazuje jeepneya do Sabang. Ma odjechać za 4 godziny. To
nam w ogóle nie odpowiada. Szukamy czegoś innego. Przede wszystkim
busa z klimą. Wszyscy mówią nam. że to nie tu. W pewnym momencie pokazują nam autobus wypchany po brzegi jadący do Sabang. Wszyscy
krzyczą. by się zatrzymał Ja biegnę do niego. Kierowca coś
pokazuje. ale niestety nie do końca rozumiem o co chodzi. Ale
Filipińczycy wiedzą. Jeden z nich łapie nasze walizki – ważące
po 20 kilo – i goni po kałużach dźwigając je. My za nim. Deszcz
leje. Chłopina pędzi jakby to jemu miał uciec autobus. Dopadamy
autobus na stacji benzynowej. Nasze bagaże ładują na fotel My też z
się sadowimy. Ruszamy. W autobusie jest wszystko . Bagaże
najróżniejsze, Na dachu tylko bagaże. Przed nami trzy godziny
jazdy. Na kolejnym przystanku okazuje się, że w tym autobusie jadą
jeszcze inni Polacy. Dziewczyna i 3 chłopaków. Umawiamy się, że
na rzekę podziemną pojedziemy razem. Gdy docieramy na miejsce nie ma
Polaków. Zatrzymujemy się w fajnym hotelu Dajunan. Załatwiamy
wycieczkę na rzekę podziemną.. Idziemy na plażę.
Jest piękna. Obiad, mimo że zamawiamy ryby nie zachwyca
nas. Wędrujemy wzdłuż plaży. Zachwycamy się widokami. Jest
fajnie.. Wchodzimy do hotelu na ciastka. Zjadamy filipińskie
wydanie napoleonki z owocami mango. Jest pyszna. Wieczorem spotykam
grupę Polaków. Okazuje się, że byli już na rzece. Trudno my
pojedziemy jutro.. O szóstej włączają światło w mieście. W ciągu
dnia nie ma prądu.
 |
| lecimy air Asia |
 |
| każdy wysiadający z samolotu dostawał parasol |
 |
| niestety walizki trzeba dźwigać |
 |
| witamy na Palawanie |
 |
| autobus wypchany po brzegi |
 |
| typowe chałupki Palawańskie |
 |
| dziewczynka spotkana po drodze |
 |
| mała zbuntowana |
 |
| tajfun to szybko zdmuchnie |
 |
| budka pocztowa |
 |
| mali motocykliści |
 |
| plaża w Sabang |
 |
| plaża pusta po deszczu |
 |
| spacer w deszczu |
 |
| łódki filipińskie z pływakami |
 |
| filipińska napoleonka |
 |
| leżę pod palmą na dowolnie wybranym boku |
 |
| jeepney z Puerto |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz