niedziela, 24 listopada 2013

24 listopada 2013 r. Filipiny

24 listopada 2013 r. Filipiny


Poranek deszczowy, ale nie psuje nam to humorów. Śniadanie zgodnie z zamówieniem Planujemy dziś odwiedzić półotwarte więzienie, farmy krokodyli, motyli oraz pójść na sport narodowy Filipińczyków walki kogutów. Umawiamy się o 12 ze przejedzie po nas tricykl -czyli trójkołowy motorek-ale najpierw szaleństwo zakupu pereł. Lidzia nie może się oprzeć. Po 12 ruszamy do Iwahig Prison and Penal Colony. Na ogromnej powierzchni znajdują się trzy subkolonie, w których przebywa 2800 więźniów, Są trzy rygory dla więźniów, Więźniowie z najlżejszym rygorem mogą się poruszać po całym terenie. Inni maja większe ograniczenia. Wszyscy muszą pracować na swoje utrzymanie. Zajeżdżamy do wielkiej sali, w której znajdują się wyroby na sprzedaż wykonane przez więźniów. Część więźniów wykonuje taniec, za który oczywiście oczekują jakiegoś datku. Oprowadzający nas więzień jest skazany na 29 lat więzienia. Odbył już 19 lat kary. Jest bardzo sympatyczny. Opowiada o życiu w więzieniu, o tym ,że korzysta teraz z dużej wolności. Z koloni karnej jedziemy do farmy krokodyli. Znajduje się tam ogromna skóra krokodyla słonowodnego o długości 7 metrów. Oglądamy malutkie krokodylki, a potem ogromne wielometrowe potwory, W parku znajdują się też inne zwierzęta podobne do szopów, papugi, dzioborożce, pawie. Jedziemy do parku motyli. Robimy zdjęcia pięknym motylkom, ale z niecierpliwością czekamy na walki kogutów. Podjeżdżamy na miejsce walk, a tu zaskoczenie. Dziś z powodu meczu bokserskiego zawody kogutów zostały odwołane. Jesteśmy bardzo zawiedzione. Próbujemy w drugim miejscu, ale z tym samym skutkiem. Wracamy do sklepów z perłami Lidzia znowu szaleje. Wracamy do hotelu na obiad. Dobrze, że pogoda się poprawiła. Idziemy zobaczyć stary fort w którym w czasie II  wojny światowej więziono jeńców amerykańskich, których następnie spalono. Mijamy dwa kościoły. Wypełnione po brzegi ludźmi. jesteśmy zaskoczone. Jest wprawdzie niedziela, ale na ulicy nie daje się odczuć . Kupujemy po drodze  asado. Są to takie białe bułki nadziewane mięsem. Mają  kolor jak papier. Gdy Lidka płaci znowu próba oszukania. Niestety Filipińczycy to nie jest uczciwy naród. Gdzie tylko można to próbują nas oszukać..Nawet jak jest wystawiona cena to próbują źle wydać resztę. Trzeba wszędzie liczyć i sprawdzać. To samo jeśli chodzi o doliczenie  do rachunku. Wielokrotnie zdarza się, że mamy wpisane pozycje których w ogóle nie zamawiałyśmy Wieczorem idziemy do portu. Tam jest mnóstwo ludzi. Pełno straganów z pysznym jedzeniem. Co z tego skoro jesteśmy najedzone. Acha jeszcze powstało jeszcze jedno  retoryczne pytanie "Czy to śmierdzi podłoga czy moje nogi" 


widok z hotelu

w niedzielę w kościołach tłumy

dawny fort w którym więziono żołnierzy USA w czasie IIWojny

dwukółka fajna ale brak konia


pokaz gry w plemiennej wiosce

krokodyla daj mi luby

skorpion z małymi

motyle z farmy

dzioborożec

misiokot?

takiego krokodyla to się nie boję

na dole  gadowisko

Lidka bez strachu stoi nad gadami

młode są w paski

skóra największego krokodyla

szopka przed więzieniem

i oczywiście  temida

takie kapelusze byly na sprzedaż w więzieniu

Dodaj napis

te pola ryżowe uprawiają więźniowie

mężczyzna ubiera choinkę

choinka w całej okazałości
motylki w miłosnym uścisku

promenada w porcie


mała Filipinka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz