21 listopada 2014 r. Gwatemala
Noc znowu z
przygodami. Tym razem z ludźmi. W nocy przyjechał do hotelu jakiś
gość. Tłukł się jak by był sam Nie dość że bez przerwy
otwierał i zamykał samochód a miał wyłącznik z muzyczką to
jeszcze nosił jakieś towary, trzaskał drzwiami, krzyczał kłócił
się z jakąś kobietą. Gdy chciałam iść go ochrzanić Lidka ze
strachem stwierdziła że to na pewno przemytnik i lepiej dać mu
spokój. Oczywiście w samym środku Gwatemali przemytnik ciekawe
skąd i co przemycał. Oczywiście zwrócona mu uwaga nie poskutkowała. Musiałyśmy dać za wygraną. W końcu i tak się
wyśpimy. Mimo przygód w nocy wstajemy o 7 rano i gonimy na
śniadanie. Pogoda cudowna. Po drodze widok w nagrodę za wczesne
wstawanie . Jezioro Atitlan z wulkanami odbijającymi się w nim .
Marzenie. Robimy zdjęcia i piejemy z zachwytu. Po drodze zaczepia
nas przewodniczka. Proponuje wycieczkę oczywiście odmawiamy ale
poleca nam restaurację na śniadanie. Mała restauracyjka Deli. Śniadanko cymes . Jajeczko na twardo żółty ser szynka, chorizo
gwatemalskie czyli szynka dojrzewająca sałatka z owoców i dobra
kawa i prawdziwa herbata. Wreszcie zadowolone. Postanowiłyśmy tu
załatwić bilety na jutro do Flores. W agencjach turystycznych za
ten sam przejazd chcą o 10 dolców więcej za bilet niż w Antigui.
Rezygnujemy z biletów i wracamy do hotelu czekając na nasza
przewodniczkę. Lidka nawet słyszy jak nadjeżdża po nas samochód.
Nic z tego przewodniczka przyjechała na rowerze. Przecież do
przystani parę kroków. Wsiadamy na łódkę. Dziewczyna z rowerem
opuszcza nas. Na łódce około 15 osób z tego 4 anglojęzyczne.
Przewodnik dwu języczny. Dzisiejsza wycieczka jest do kilu wiosek
położonych wokół jeziora. Pogoda piękna . Góry i wulkany
odbijają się w wodzie. Woda czysta błękitna. Docieramy do San
Juan la Laguna. Wioska położona u stóp wulkanu droga pnie się do
góry. Po drodze sklepiki z pamiątkami. Odwiedzamy miejscowy
kościół. Chcemy jednak dotrzeć do Chcemy odwidzieć miejsce gdzie jest czczony Maximon. To święty Majów nie
akceptowany przez Kościół. Majom to nie przeszkadza. Wychodzą z
kościoła i idą do Maximona gdzie szaman pod wpływem alkoholu
lub narkotyków przepowiada przyszłość. Maximon ubrany jest w
krawaty pali papierosy i lubi pieniądze. Pytamy wiele osób ale
nasza wymowa hiszpańskiego pozostawia wiele do życzenia wobec tego
trudno się dogadać. W końcu tuk tukiem dowozi nas kierowca do
jakiegoś budynku dzwoni do drzwi . Po chwili otwiera nam drzwi mocno
wczorajszy z potarganymi włosami człowiek. Jest to mieszkanie
prywatne. Lidka boi się wchodzić ale przełamuje się i idzie za
mną do mrocznego pomieszczenia.. Facet każe nam usiąść na
taboretach. Rozmowa kończy się gdy okazuje się że bariera
językowa jest nie do pokonania. Robimy zdjęcia figurce Maximona i
wychodzimy. Mnie chce się śmiać. Lidka jest zdegustowana. Wracamy
na łódkę. Płyniemy do innej wioski. To San Pedro de Laguna. Tu
też droga pod górę. Postanawiamy napić się kawy. Trafiamy do
wspaniałej kawiarenki, gdzie miejscową kawę przyrządzają
domowym sposobem. Jest mocna i pyszna. Wzmocnione idziemy pod górę w
oglądamy co ciekawsze miejsca w wiosce. Nad wioską góruje jakiś
budynek który wygląda na pałac nowobogackich. Okazuje się że to kościół baptystów. Jednak ma on jedna zaletę. Można wejść na
sam szczyt i podziwiać panoramę . Jest wspaniała. Wracamy na
łódkę i płyniemy dalej. Teraz przed nami Santiago Atitlan.
Bierzemy tuk tuka i jedziemy wokół miasta. Najpierw rozmowa z
kobietą ubrana w typowy strój tutejszych Majów. Majowie
zamieszkujący jezioro Atitlan są odłamem Majów którzy z terenów
Oaxaki przenieśli nad Atitlan. Kobiety noszą na głowach jakby
rondo z kapelusza ułożone z 10 metrowej taśmy. Indianka pokazuje
nam jak układa to specyficzne rondo. Potem wjazd wysoko pod górę i
widok marzenie. . Wulkan jezioro słońce błękitne niebo. W dole
widzimy jak kobiety w jeziorze robią pranie. Mimo możliwości
posiadania pralki tradycyjnie piorą w jeziorze. Jedziemy do
kościoła. Tu kościół jest również jak w Chichi trochę
przerobiony na modłę Majów. W kościele jest kamień poświęcony księdzu Rotherowi który przetłumaczył Nowy Testament na język
Majów i został zabity w czasie wojny w 1981r. W kościele figury
świętych też są przyozdobione w krawaty. Jak ich święty
pogański Maximon. Tu też nadzwyczaj rozmodleni ludzie. Widać ich
głęboką wiarę.A teraz wizyta u Maximona. Tak jak Majowie
najpierw do kościoła potem do szamana. Wchodzimy do mrocznego
pomieszczenia. Po środku stoi figurka drewniana z papierosem w
ustach ubrana w krawaty. Pomiędzy nimi włożone są banknoty .
Przed nim też stoi miska z banknotami. Palą się świece. Z boku
jakaś oświetlona szklana trumna. Wokół figurki siedzi czterech
mężczyzn. Widać że są po kilku głębszych. Jeden z nich to
szaman. Przewodnik opowiada nam o wierze Majów w moc Maximona i o
tym że kościół tego nie akceptuje ale też nie zwalcza. Robimy
zdjęcia za które musimy zapłacić, ale nic to. Zostaje nam pół
godziny na dotarcie do łódki. Postanawiamy zjeść zupę .
Wchodzimy do knajpki. Mają tylko szparagową. Prosimy by szybko nam
podali . Czekamy dziesięć minut i nic . W końcu przynoszą nam tak
gorąca że nie można jeść . Szparagów tam tyle że czujemy tylko
smak szczypiorku ale nic przynajmniej nie jesteśmy głodne . Jakoś
dotrzemy do Antigui. Idziemy główna ulicą. Robimy zdjęcia . Tu
mężczyźni noszą spodnie za kolana w białe w pionowe paski i
oczywiście nieodłączne kapelusze. Stroje kobiet są mniej barwne
niż w Chichi, ale też ubiór to kolorowa bluzka najczęściej w
kwiaty i spódnica w paski obwiązana paskiem w jeszcze inny wzór.
Powrót do Panajachel. Wracamy do hotelu i czekamy na transport do
Antigui. O czasie przyjeżdża busik i zgodnie z planem docieramy do
Antigui. Załatwiamy bilety na jutro na nocny autobus do Flores i
idziemy na kolację. Restaurację poleciła nam pracownica biura
turystycznego. Zamawiamy rybą. Dostajemy zupę jarzynową i ogromną
porcję ryby z guacamole, ryżem i wspaniałymi grzankami. Lidka
zamawia mohito. Porcja tak duża że nie dajemy rady zjeść. Przy
rachunku miła niespodzianka. Płacimy tylko 22 dolary, można płacić
kartą i nie pobierają za to prowizji.. W porównaniu z wczorajszą
kolację to różnica o całe niebo zapłaciłyśmy o połowę mniej
a było dużo więcej i smacznie. Docieramy do hotelu. Pełno ludzi.
Recepcjonista wita nas serdecznie i podaje klucz jak starym znajomym.
Za chwile przynosi nasze bagaże. Lidka prowadzi z nim pertraktacje
dotyczące możliwości zrobienia prania. Udaje się. Korzystamy z
hotelowej pralki i ich proszku. Uprane rzeczy wieszamy na sznurkach na
dachu budynku. Do rana wyschnie , jeśli nie będzie padać. W hotelu
straszny gwar. Mieszkają amerykanie, a oni lubią hałasować.
Siedzę jak zwykle w holu i walczę z internetem. Może do rana uda
się wkleić zdjęcia do bloga.
 |
| jeden z trzech wulkanów |
 |
| Jezioro Atitlan w całej krasie |
 |
| kościół Majów w Santiago Atitlan |
 |
| u szamana i Maximona |
 |
| to był widok |
 |
| w kościele święci też mają krawaty jak maximon |
 |
| widok na Jezioro Atitlan |
 |
| Panowie noszą się tak |
 |
| cudny widok |
 |
| na uliczkach wiosek grały orkiestry |
 |
| dla takich widoków warto wcześnie wstać |
 |
| w Maximona |
 |
| widok marzenie |
 |
| targ warzywny ma się ku końcowi |
 |
| ładny kwiatek |
 |
| na przystani |
 |
| Indianka w sklepie |
 |
| Indianka demonstruje jak zakłada tą ozdobę |
 |
| piękna ozdoba głowy |
 |
| pranie w jeziorze |
 |
na targu warzywnym
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz