niedziela, 7 grudnia 2014

1 grudnia 2014 r. Kuba

1 grudnia 2014 r. Kuba


 Dziś wylatujemy na Kubę. Po śniadaniu jeszcze raz wyruszamy na spacer po Cancun. Lidka  zabiera kartki by je wysłać. Po drodze umawiamy się z kierowcą taksówki, by przyjechał po nas  o 12 i zawiózł na lotnisko. Pakujemy manatki i opuszczamy hotel. Lidce przypomniało się, że nie wysłała kartek. Szuka w plecaku, ale gdzie tam  nie ma. Nie wiadomo co się stało. Znowu działają  jakieś siły nadprzyrodzone.. Docieramy na lotnisko. Tu niesamowity gwar. Szybko się odprawiamy i za resztę pieniędzy zjadamy małe co nieco. Zauważyłam, że dostałyśmy miejsca na pokładzie w pierwszym rzędzie. Mówię o tym Lidce. Ona zaczyna panikować nie bardzo wiem z jakiego powodu. Strasznie jej się  to nie podoba. Gdy  mamy wchodzić  na pokład  facet ogłasza, że najpierw wchodzi pierwsza klasa to znaczy rząd 1 i 2. Nie bardzo rozumiem, ale pokornie czekamy, aż  będzie wpuszczana  klasa ekonomiczna. Pracownik linii lotniczych jak zobaczył nasze karty boardingowe to bez kolejki wpuścił nas na pokład. Okazuje się, że dostałyśmy klasę  pierwszą. Oczywiście ze wszystkimi szykanami. Lot wprawdzie krótki ale  kanapeczki, obrusek, szampan, rum, whisky jakie kto ma życzenie proszę bardzo. Szkoda, że to nie lot do Europy. Z opóźnieniem lądujemy w Hawanie. Tu też tłok niesamowity, czekamy do odprawy;  kolejka długa i posuwa się powoli. Wreszcie stempel i witamy na Kubie..Teraz tylko odebrać walizki. To  już horror. Nie można znaleźć karuzeli. W  końcu znajdujemy w innej części lotniska.  Ale  tu zaczyna się  czekanie. Walizki wypadają z częstotliwością jedna na minutę. Moja pojawia się stosunkowo szybko. Gorzej z walizką Lidki. Czekamy, czekamy i nic. Oczywiście panikarstwo i czarnowidztwo Lidki daje o sobie znać. Twierdzi, że straci cały majątek. W końcu jest. Wychodzimy na zewnątrz. Szukamy Pedra. To mój kolega z czasów studiów, były mąż mojej koleżanki. Szukamy go wszędzie, ale nie ma. Wychodzę na zewnątrz, podchodzę do drugiego wyjścia i nic. Zaglądam wszystkim facetom w oczy, oglądam wszystkie kartki z nazwiskami osób na, które czekają i nic. Dzwonię do Pedra, ale nie odbiera. Lidka postanowiła iść rozejrzeć się za nim i też nic. Zdesperowane idziemy do informacji turystycznej, by wynająć jakieś lokum. W pewnym momencie Lidka pokazuje mi mężczyznę i mówi może to on. I dodaje, że ma kwiaty. Podchodzę do niego z tyłu i widzę że trzyma w ręku opuszczoną tabliczkę z  wyrazem zaczynającym się HA. Odchylam tabliczkę a tam napis Halino ! Serdecznie witamy. I wielka radość. Rzucamy się w objęcia. Pedro strasznie ucieszony i my też. Kwiaty oczywiście dla nas. Ulga wielka. Pedro wynajął dla nas  apartament w prywatnej kwaterze. Przyjechał po nas samochodem który pożyczył z pracy. Poznaliśmy się 40 lat temu. Trochę się zmienił. Przede wszystkim jest bardzo szczupły. Ale ruchy, mimika, tembr głosu pozostały. Nie możemy nacieszyć się  ze spotkania. Dojeżdżamy do naszej kwatery. Rozpakowujemy się i idziemy na kolację. Pizza podła, ale towarzystwo miłe.  Opowiada nam jak się żyje na Kubie. . Bardzo mi Go się żal. Umawiamy się, że jutro rano zdecydujemy jaka formę podróżowania po Kubie wybierzemy.
do takiego macho można się przytulić

ogromna gitara przed Hard Rock Cafe

grajkowie są wszędzie

dwóch panów naprawia mój plecaczek

tak się leci klasą biznes

Sara Bernhard na plakacie teatru

spotkanie na lotnisku

Tak Pedro nas witał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz