1 grudnia 2014 r. Kuba
Dziś wylatujemy na Kubę. Po śniadaniu jeszcze
raz wyruszamy na spacer po Cancun. Lidka zabiera kartki by je wysłać. Po
drodze umawiamy się z kierowcą taksówki, by przyjechał po nas o 12 i zawiózł na lotnisko. Pakujemy
manatki i opuszczamy hotel. Lidce przypomniało się, że nie wysłała kartek. Szuka w plecaku, ale gdzie tam nie ma. Nie wiadomo co się stało. Znowu działają
jakieś siły nadprzyrodzone.. Docieramy na lotnisko. Tu niesamowity gwar.
Szybko się odprawiamy i za resztę pieniędzy zjadamy małe co nieco. Zauważyłam,
że dostałyśmy miejsca na pokładzie w pierwszym rzędzie. Mówię o tym Lidce. Ona
zaczyna panikować nie bardzo wiem z jakiego powodu. Strasznie jej się to nie podoba. Gdy mamy wchodzić
na pokład facet ogłasza, że
najpierw wchodzi pierwsza klasa to znaczy rząd 1 i 2. Nie bardzo rozumiem, ale
pokornie czekamy, aż będzie
wpuszczana klasa ekonomiczna. Pracownik
linii lotniczych jak zobaczył nasze karty boardingowe to bez kolejki wpuścił
nas na pokład. Okazuje się, że dostałyśmy klasę
pierwszą. Oczywiście ze wszystkimi szykanami. Lot wprawdzie krótki
ale kanapeczki, obrusek, szampan, rum,
whisky jakie kto ma życzenie proszę bardzo. Szkoda, że to nie lot do Europy. Z
opóźnieniem lądujemy w Hawanie. Tu też tłok niesamowity, czekamy do
odprawy; kolejka długa i posuwa się
powoli. Wreszcie stempel i witamy na Kubie..Teraz tylko odebrać walizki. To już horror. Nie można znaleźć karuzeli.
W końcu znajdujemy w innej części
lotniska. Ale tu zaczyna się czekanie. Walizki wypadają z częstotliwością
jedna na minutę. Moja pojawia się stosunkowo szybko. Gorzej z walizką Lidki.
Czekamy, czekamy i nic. Oczywiście panikarstwo i
czarnowidztwo Lidki daje o sobie znać. Twierdzi, że straci cały majątek. W końcu jest. Wychodzimy na zewnątrz.
Szukamy Pedra. To mój kolega z czasów studiów, były mąż mojej koleżanki.
Szukamy go wszędzie, ale nie ma. Wychodzę na zewnątrz, podchodzę do drugiego
wyjścia i nic. Zaglądam wszystkim facetom w oczy, oglądam wszystkie kartki z
nazwiskami osób na, które czekają i nic. Dzwonię do Pedra, ale nie odbiera. Lidka
postanowiła iść rozejrzeć się za nim i też nic. Zdesperowane idziemy do
informacji turystycznej, by wynająć jakieś lokum. W pewnym momencie Lidka
pokazuje mi mężczyznę i mówi może to on. I dodaje, że ma kwiaty. Podchodzę do
niego z tyłu i widzę że trzyma w ręku opuszczoną tabliczkę z wyrazem zaczynającym się HA. Odchylam
tabliczkę a tam napis Halino ! Serdecznie witamy. I wielka radość. Rzucamy się
w objęcia. Pedro strasznie ucieszony i my też. Kwiaty oczywiście dla nas. Ulga
wielka. Pedro wynajął dla nas apartament
w prywatnej kwaterze. Przyjechał po nas samochodem który pożyczył z pracy.
Poznaliśmy się 40 lat temu. Trochę się zmienił. Przede wszystkim jest bardzo
szczupły. Ale ruchy, mimika, tembr głosu pozostały. Nie możemy nacieszyć
się ze spotkania. Dojeżdżamy do naszej
kwatery. Rozpakowujemy się i idziemy na kolację. Pizza podła, ale towarzystwo
miłe. Opowiada nam jak się żyje na
Kubie. . Bardzo mi Go się żal. Umawiamy się, że jutro rano zdecydujemy jaka
formę podróżowania po Kubie wybierzemy.
 |
| do takiego macho można się przytulić |
 |
| ogromna gitara przed Hard Rock Cafe |
 |
| grajkowie są wszędzie |
 |
| dwóch panów naprawia mój plecaczek |
 |
| tak się leci klasą biznes |
 |
| Sara Bernhard na plakacie teatru |
 |
| spotkanie na lotnisku |
 |
| Tak Pedro nas witał |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz