2 grudnia. 2014 r. Kuba
Rano
ciemności. Okazuje się, że nasz pokój okno to ma, ale zabite i wstawiona jest w
nie klimatyzacja. Wypijamy herbatę i zastanawiamy się co zjeść. Wychodzimy na
ulicę. Wszędzie kolejki. Znajdujemy piekarnię . Kupujemy 2 buły . Daję pół Cuca, a wydają mi w pesos kubańskich. Nic
innego nie możemy dostać do jedzenie. Zjadamy suche bułki na ulicy i wracamy do
pensjonatu. Pakujemy się i dzwonimy do Pedro. Załatwił nam samochód z
kierowcą , ale na dwa dni. To dla nas za
mało. Decydujemy się wypożyczyć samochód.
Pedro załatwia nam taksówkę, która
przyjedzie po nas z zawiezie do
wypożyczalni samochodów. W pensjonacie nikt nie mówi po angielsku. Przyjeżdża
kierowca i przynajmniej wie gdzie ma nas
zawieźć. Zajeżdżamy do pierwszej wypożyczalni. Niestety nic nie mają, w drugiej
to samo. W trzeciej na dzień dobry też nic, ale gdy poprosiłam, by nam pomogli
znaleźć wypożyczalnię, gdzie mają samochód to poszukali i znaleźli u siebie!!!.
Samochód KIA Piccanto. Malutka, ale my dwie i nasze dwie wielkie walizy jakoś
się zmieściły. Pędzimy do sąsiedniego hotelu wymienić Euro na CUCe zwane przez
nas cudakami. Wchodzimy do hotelu jak do innego świata. Ogromne przestrzenie,
luksus. Ale do tego luksusu trzeba być cudzoziemcem. Kubańczyków nie
wpuszczają. Zupełnie schizofreniczny kraj. Wymieniamy walutę, podpisujemy
umowę, upychamy bagaże i wio w drogę. Problemem jest wydostanie się z Havany. Jest fatalnie oznakowana. Pytamy
ludzi. Zachowują się bardzo dziwnie. Jeden chce wsiąść do samochodu i za 5 CUc
pokaże nam drogę, kierowca taksówki odmawia
pokazania właściwej drogi, twierdząc, że jeśli zmówimy kurs i pojedziemy
za nim to nam pokaże drogę. W końcu jednak nie wszyscy Kubańczycy są tacy i
znajdujemy tunel i wyjeżdżamy z Hawany. To jednak nie koniec, Trzeba dotrzeć na autostradę,
W ogóle nie ma znaków, Zjeżdżamy w
pewnym miejscu z głównej drogi i na zakręcie zatrzymuje nas na "stopa" młody
chłopak. Pytamy o drogę . Zaczyna nam tłumaczyć. W końcu stwierdza, że jedzie w
tą samą drogę i nam pokaże. Nie bardzo chcemy się zgodzić bo mamy walizkę na
tyle, a na dodatek pokazała się jego matka. W końcu zabieramy ich. Oczywiście
znają bardzo dobrze drogę. W pewnym momencie krzyczą stop. Zatrzymuję się .Oni tłumaczą jak mamy jechać dalej. Żądają zapłaty
25 pesos, bo rzekomo mają wrócić
taksówką. Oczywiście nie płacimy im nic
. Ale niesmak pozostaje. Wreszcie trafiamy na autostradę. Pusta kompletnie.
Jedzie się dobrze chociaż, lata świetności ma za sobą i trzeba uważać na
dziury. Po drodze zatrzymujemy się w barku. Kupujemy kawę – świetną po kubańsku i zapiekaną bułkę
mniej świetną. Po drodze zatrzymuje nas policja. Sprawdzają dokumenty i bez problemów jazda dalej. Jakieś 100 kilometrów dalej znowu patrol. Nie bardzo wiedziałam, czy machał lizakiem czy nie. Z ostrożności zatrzymuję się. Gdy widzę ich zaskoczone miny wiem, że nie zatrzymywali. Ale podchodzi do nas młody chłopak z pomarańczą. Daje nam obraną. Ponieważ byłyśmy bardzo spragnione niemal je połknęłyśmy.Jak to zobaczył przyniósł nam cały worek pomarańczy. Lidka zrobiła im zdjęcie i w tak radosnej atmosferze rozstaliśmy się. Około 15 docieramy do Cienfuego. Jest to miasto architektury
francuskiej- wytworne. Jest nazywane „Perłą Południa”. Znajdują się tu wytworne
pałace, piękna najdłuższa na Kubie promenada. Nad morzem pałac w
stylu arabskim. Uważane jest za najwytworniejsze miasto Kuby. Najważniejszym
miejscem w mieście jest Park Marti. Wokół niego znajdują się liczne
budowle, Katedra, teatr szkoła, Colegio
san Lorenzo i mnóstwo przepięknych pałaców. W mieście są też ludzie naciągacze. Oferują wskazanie drogi, a
potem żądają pieniędzy. My podjechałyśmy na plac zaparkowałyśmy. Podchodzi do
nas facet i twierdzi, że musimy uiścić opłatę za parkowanie. Gdy odjeżdżam na
inną pierzeję placu znowu przyłazi, ale proponuje, że zaprowadzi nad do
jakiegoś ważnego zabytku, ale już nie
zwracałyśmy na niego uwagi. Obchodzimy
plac i deptak i postanawiamy jeszcze dziś jechać do Trynidadu
Podjeżdżamy na nabrzeże gdzie stoi śliczny pałac w stylu arabskim. Pałac jak z
Alhambry. Jest po 5 a my mamy do pokonania. 80 kilometrów Najgorsze
jest to, że inni uczestnicy korzystają z niej bez oświetlenia. Jest
mnóstwo wozów zaprzężonych w konia,
jeźdźców na oklep. . Decydujemy się jednak jechać. Po drodze spotykamy Polaków
jadących do Trynidadu na motorze. Po zmroku docieramy do miasta. Szybko
znajdujemy prywatna kwaterę. Właścicielka zaprowadza nas do dobrej restauracji.
Jest północ, a miasto się bawi. Restauracja nazywa się nazwa to La Ceiba. Ceiba
to drzewo Majów, z którym związane są
liczne wierzenia.Pod takim drzewem znajduje się restauracja. Drzewo jest rzeczywiście
imponująca. Przy muzyce kubańskiej ' „Bezame muchio”, „Quantanamera „i
innych pod pięknym drzewem spędzamy
miły wieczór. Wracamy do hotelu brukowanymi uliczkami. Wszędzie słychać muzykę
na żywo. Pełno ludzi na ulicach. Sklepy otwarte chociaż to 22. W hotelu też
słychać wszędzie kubańskie rytmy.
 |
| Lidka cieszy się kwiatami otrzymanymi od Pedro |
 |
| hawańskie wille |
 |
| hawańskie wille |
 |
| hawańskie samochody |
 |
| Che wiecznie żywy |
 |
| hawańskie samochody |
 |
| widać ślady świetności |
 |
| takie bryki przyprawiają o silniejsze bicie serca |
 |
| kolej służyła do przewozu trzciny cukrowej |
 |
| policjanci poczęstowali nas pomarańczami |
 |
| cacuszko w Cienfuego |
 |
| eleganckie wille w Cienfuego |
 |
| szkoła salsy |
 |
| pałac w stylu arabskim |
 |
| grajkowie na tarasie pałacu |
 |
| detale ze ścian pałacu |
 |
| zbiorowy transport |
 |
| w naszym pokoju od kolorów zęby bolały |
 |
| oni grali nam w restauracji La Ceiba |
 |
| katedra w Cienfuego |
 |
| piękna kolumnada w Cienfuego |
 |
| Sara Bernhard grała w teatrze w Cienfuego |
 |
| jedyny łuk triumfalny na Kubie |
 |
| pałace w Cienfuego |
 |
| detale odnowione z pietyzmem |
 |
| na deptaku w Ciefuego |
 |
| eleganckich domów jest ci dostatek |
 |
| ozdobne elementy |
 |
| pałac w stylu arabskim |
 |
| detale w tymże pałacu |
 |
| wnętrza pałacu |
 |
| urody i talentu Kubańczykom nie brakuje |
 |
| drzewo Ceiba ma 200 lat |
 |
| attyka w teatrze w Cienfuego |
 |
| taki środek transportu to wcale nie rzadkość |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz