niedziela, 7 grudnia 2014

2 grudnia 2014 r. Kuba



2 grudnia. 2014 r. Kuba
Rano ciemności. Okazuje się, że nasz pokój okno to ma, ale zabite i wstawiona jest w nie klimatyzacja. Wypijamy herbatę i zastanawiamy się co zjeść. Wychodzimy na ulicę. Wszędzie kolejki. Znajdujemy piekarnię . Kupujemy 2 buły . Daję  pół Cuca, a wydają mi w pesos kubańskich. Nic innego nie możemy dostać do jedzenie. Zjadamy suche bułki na ulicy i wracamy do pensjonatu. Pakujemy się i dzwonimy do Pedro. Załatwił nam samochód z kierowcą , ale na dwa dni. To dla nas za mało. Decydujemy się  wypożyczyć samochód. Pedro załatwia nam  taksówkę, która przyjedzie po nas  z zawiezie do wypożyczalni samochodów. W pensjonacie nikt nie mówi po angielsku. Przyjeżdża kierowca i przynajmniej wie  gdzie ma nas zawieźć. Zajeżdżamy do pierwszej wypożyczalni. Niestety nic nie mają, w drugiej to samo. W trzeciej na dzień dobry też nic, ale gdy poprosiłam, by nam pomogli znaleźć wypożyczalnię, gdzie mają samochód to poszukali i znaleźli u siebie!!!. Samochód KIA Piccanto. Malutka, ale my dwie i nasze dwie wielkie walizy jakoś się zmieściły. Pędzimy do sąsiedniego hotelu wymienić Euro na CUCe zwane przez nas cudakami. Wchodzimy do hotelu jak do innego świata. Ogromne przestrzenie, luksus. Ale do tego luksusu trzeba być cudzoziemcem. Kubańczyków nie wpuszczają. Zupełnie schizofreniczny kraj. Wymieniamy walutę, podpisujemy umowę, upychamy bagaże i wio w drogę. Problemem jest wydostanie się z  Havany. Jest fatalnie oznakowana. Pytamy ludzi. Zachowują się bardzo dziwnie. Jeden chce wsiąść do samochodu i za 5 CUc pokaże nam drogę, kierowca taksówki odmawia  pokazania właściwej drogi, twierdząc, że jeśli zmówimy kurs i pojedziemy za nim to nam pokaże drogę. W końcu jednak nie wszyscy Kubańczycy są tacy i znajdujemy tunel i wyjeżdżamy z Hawany. To jednak nie koniec, Trzeba dotrzeć na autostradę, W ogóle nie ma znaków, Zjeżdżamy  w pewnym miejscu z głównej drogi i na zakręcie zatrzymuje nas na "stopa" młody chłopak. Pytamy o drogę . Zaczyna nam tłumaczyć. W końcu stwierdza, że jedzie w tą samą drogę i nam pokaże. Nie bardzo chcemy się zgodzić bo mamy walizkę na tyle, a na dodatek pokazała się jego matka. W końcu zabieramy ich. Oczywiście znają bardzo dobrze drogę. W pewnym momencie krzyczą stop. Zatrzymuję się .Oni  tłumaczą jak mamy jechać dalej. Żądają zapłaty 25 pesos, bo rzekomo mają   wrócić taksówką. Oczywiście  nie płacimy im nic . Ale niesmak pozostaje. Wreszcie trafiamy na autostradę. Pusta kompletnie. Jedzie się dobrze chociaż, lata świetności ma za sobą i trzeba uważać na dziury. Po drodze zatrzymujemy się w barku. Kupujemy  kawę – świetną po kubańsku i zapiekaną bułkę mniej świetną. Po drodze  zatrzymuje nas policja. Sprawdzają dokumenty i bez problemów jazda dalej. Jakieś 100 kilometrów dalej znowu patrol. Nie bardzo wiedziałam, czy machał lizakiem czy nie. Z ostrożności zatrzymuję się. Gdy widzę ich zaskoczone miny wiem, że nie zatrzymywali. Ale podchodzi do nas młody chłopak z pomarańczą. Daje nam obraną. Ponieważ byłyśmy bardzo spragnione niemal je połknęłyśmy.Jak to zobaczył przyniósł nam cały worek pomarańczy. Lidka zrobiła im zdjęcie i w tak radosnej atmosferze rozstaliśmy się. Około 15 docieramy do Cienfuego. Jest to miasto architektury francuskiej- wytworne. Jest nazywane „Perłą Południa”. Znajdują się tu wytworne pałace, piękna najdłuższa  na Kubie promenada. Nad morzem pałac w stylu arabskim. Uważane jest za najwytworniejsze miasto Kuby. Najważniejszym miejscem w mieście jest Park Marti. Wokół niego znajdują się liczne budowle,  Katedra, teatr szkoła, Colegio san Lorenzo i mnóstwo przepięknych pałaców. W mieście są też  ludzie naciągacze. Oferują wskazanie drogi, a potem żądają pieniędzy. My podjechałyśmy na plac zaparkowałyśmy. Podchodzi do nas facet i twierdzi, że musimy uiścić opłatę za parkowanie. Gdy odjeżdżam na inną pierzeję placu znowu przyłazi, ale proponuje, że zaprowadzi nad do jakiegoś ważnego zabytku, ale  już nie zwracałyśmy na niego uwagi. Obchodzimy  plac i deptak i postanawiamy jeszcze dziś jechać do Trynidadu Podjeżdżamy na nabrzeże gdzie stoi śliczny pałac w stylu arabskim. Pałac jak z Alhambry. Jest po 5 a my mamy do pokonania. 80 kilometrów  Najgorsze  jest to, że inni uczestnicy korzystają z niej bez oświetlenia. Jest mnóstwo  wozów zaprzężonych w konia, jeźdźców na oklep. . Decydujemy się jednak jechać. Po drodze spotykamy Polaków jadących do Trynidadu na motorze. Po zmroku docieramy do miasta. Szybko znajdujemy prywatna kwaterę. Właścicielka zaprowadza nas do dobrej restauracji. Jest północ, a miasto się bawi. Restauracja nazywa się nazwa to La Ceiba. Ceiba to  drzewo Majów, z którym związane są liczne wierzenia.Pod takim drzewem znajduje się restauracja. Drzewo jest rzeczywiście imponująca. Przy muzyce kubańskiej ' „Bezame muchio”, „Quantanamera „i innych   pod pięknym drzewem spędzamy miły wieczór. Wracamy do hotelu brukowanymi uliczkami. Wszędzie słychać muzykę na żywo. Pełno ludzi na ulicach. Sklepy otwarte chociaż to 22. W hotelu też słychać wszędzie kubańskie rytmy.
Lidka cieszy się kwiatami otrzymanymi od Pedro

hawańskie wille

hawańskie wille

hawańskie samochody

Che wiecznie żywy

hawańskie samochody

widać ślady świetności

takie bryki przyprawiają o silniejsze bicie serca

kolej służyła do przewozu trzciny cukrowej

policjanci poczęstowali nas pomarańczami

cacuszko  w Cienfuego

eleganckie wille w Cienfuego

szkoła salsy

pałac w stylu arabskim

grajkowie na tarasie pałacu

detale ze ścian pałacu

zbiorowy transport

w naszym pokoju od kolorów zęby bolały

oni grali nam w restauracji La Ceiba

katedra w Cienfuego

piękna kolumnada w Cienfuego

Sara Bernhard  grała w teatrze w Cienfuego

jedyny łuk triumfalny na Kubie

pałace w Cienfuego

detale odnowione z pietyzmem

na deptaku w Ciefuego

eleganckich domów jest ci dostatek

ozdobne elementy

pałac w stylu arabskim

detale w tymże pałacu

wnętrza pałacu

urody i talentu Kubańczykom nie brakuje

 drzewo  Ceiba ma 200 lat

attyka w teatrze  w Cienfuego

taki środek transportu to wcale nie rzadkość

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz