piątek, 15 stycznia 2016

7-9 października 2009 Namibia Opuwo

7 - 9 października 2009 r.

Opuwo - Epupa Falls (Region Kaokoland) - Sesfontein

7 października

Rano robimy sobie śniadanie . Wszędzie jest mnóstwo ptaków. Czekają na poczęstunek Ruszamy do Opuwo. Opuwo jest stolicą Kaokoland, zamieszkałej głównie przez ludy Himba. Napotkać również można ludzi z innych plemion takich jak Herera oraz Dzemba, czyli plemiona z Angoli. Każdy z nich prezentuje inną kulturę.  Dojeżdżamy do miasta. Droga trudna ale według przewodnika i tak dobra Zatrzymujemy się na campingu w mieście. Jest bardzo fajny i pusty. Miejsca campingowe  też usytuowane,  tak by każdy czuł się kameralnie. W Opuwo zrobiliśmy niezbędne zaopatrzenie na dalszą podróż. W markecie w pewnym momencie czujemy jakiś  dziwny zapach jakby  zjełczałego masła. Okazuje się że po drugiej stronie regału stoją  mieszkanki z plemienia Himba i one tak"pachną' Oczywiście wszyscy jesteśmy podekscytowani spotkaniem  tych kobiet w sklepie w strojach jak najbardziej oryginalnych. Postanawiamy po wyjściu ze sklepu zaczaić się na nie i zrobić im zdjęcia. Po wyjściu ze sklepu podszedł do nas mężczyzna, który zaproponował nam zorganizowanie wizyty w wioskach wspomnianych wyżej plemion. Mężczyzna twierdził, że jest mieszkańcem jednej z wiosek. Uzgadniamy warunki i umawiamy się na następny dzień. Spacerujemy po Opuwo i widzimy wielką różnorodność kulturową mieszkańców. Mieszkanki miejscowych ludów ubrane w swoje tradycyjne stroje wzbudzają nasze zainteresowanie. Oczywiście staramy się dyskretnie robić zdjęcia. W sklepie kupujemy wino w kartonie. Chłopaki oszukują mnie, że to 3 litry. Wieczorem przy kolacji wypijamy wino. W pewnym momencie  okazuje się, że panowie  odwracają moja uwagę i nalewają sobie kolejne porcje wina. Oczywiście w odwracaniu mojej uwagi przoduje Mikołaj. Nawet  opowiada mi o księżycu, który nadzwyczaj  pięknie świeci tej nocy. Oczywiście skończyło się na tym, iż wydało się, że  karton był 5 litrowy. Panowie gęgali do późnej nocy. Samochód  zostawili otwarty.

afrykański busz

Dodaj napis

na kempingu

pokarm dla gepardów

tu ja pilnuje

farma gepardów

na ulicy w Opuwo

ulice w Opuwo

Opuwo

Opuwo

chwila wytchnienia w cieniu

na ulicach Opuwo

w sklepie monopolowym

w sklepie monopolowym


dostawa piwa


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na campingu w Opuwo  

8 października 2009  Namibia

u plemienia  Himba i Herrero i Dzemba

Himba są ludem żyjącym w bardzo trudnych warunkach, bowiem na ich terenach niemal nie ma wody. Muszą ją przeznaczać do spożycia przez siebie i zwierzęta. Mycie się wodą uchodzi tu za marnotrawstwo, dlatego też kobiety Himba zastosowały inną metodę pielęgnacji ciała i smarują się mieszanką masła i startej na pył czerwonej skały. Nakładają ją również na specyficznie plecione warkocze. Mężczyzn praktycznie nie ma w wiosce, gdyż wypasają bydło na odległych pastwiskach, tam gdzie znajduje się woda. Jedziemy do wioski Herreros. Spotykamy tam kobiety, które lepią chałupę. Budulcem jest mieszanina gliny i krowich odchodów. W tych pracach pomagają im dzieci. Kobiety Herero mają bardzo specyficzne stroje, obszerne stroje i kapelusze skręcone z przodu jak krowie rogi. Jest to pozostałość po niemieckich misjonarkach z XIX wieku. Lud ten przybył do Namibii ze środkowej Afryki. Niemieccy osadnicy wyparli ich na tereny Botswany. Plemiona Dzemba przybyły z Angoli. Mieszkają w chatach z patyków, zaś we włosy wplatają paciorki. Popołudniu docieramy do osady Epuppa Falls by zobaczyć miejscowy wodospad. Jedziemy nierówną, szutrową drogą prawie 180 km. Droga jest poprzecinana wyschniętymi rzekami, które nie zapełniały się od wielu lat. Widzimy pasących bydło mężczyzn Himba. Śpimy pod palmami przy samym wodospadzie, nad brzegiem rzeki Kunene. W ciągu dnia temperatura przekroczyła 35 stopni, zaś wilgotność wynosiła 19%. Wiejący nocą wiatr przenosi pył wodny znad wodospadu nad nasze namioty.


kobieta Himba z dziećmi

Himba


Himba z dzieckiem
przygotowanie  do oblucji

Dodaj napis
Z kobietami Himba

 

 

 

 

 

u plemion Herrera

 
ulepiona chatka

 

 

 

 


Dodaj napis
Dodaj napis

 

 

 

 

Dzemba
Mała Himba

 

 

 

 

 

 

 


piękność Himba
Himba z dzieckiem



 

 

 

 

 

młoda dziewczyna z plemienia Himba

przygotowanie do oblucji

 

 

 

 

 


kobiety Himba


Himba

 


 

 

 

w wiosce Himba

 

 

kobiety Himba


Himba
kobiety z plemienia Herrero remontują dom

 

 

 

 

 

kobieta z plemienia Herrero

 

kobieta Herrero

 

 

 

 

 

Dzemba z dzieckiem

 

 

dzieci z plemienia Herrera



 

 

 

 

kobieta z plemienia Dzemba
przywitanie z wodzem wioski

 

 

 

 

 

 

kobieta Himba w dziećmi

 


najstarsza kobieta pełni rolę wodza

w chacie Himba
w wiosce Himba

w wiosce Himba

Kobiety Himba przed chatą



 

kobieta z plemienia Himba

 

 

 

 


w wiosce plemienia Himba
wioska Himba


w wiosce Dzemba

 

 

kobiety z plemienia Dzemba

 

 

 

 

 


wnętrze chaty
Dzemba lubia koraliki


piękność z wioski Dzemba

 

 

dziewczynka z plemienia Dzemba

 

 

 

 

 

droga I klasy
w wiosce plemienia Dzemba



 

 

baobab

 

Do Himba można przylecieć samolotem

 9 października

 Rano jedziemy kilka kilometrów do następnej wioski zamieszkałej przez plemię Himba. Przed zagrodami przywitały nas dzieci. Po złożeniu podarków zostaliśmy zaproszeni za ogrodzenie. Wieś otoczona jest szczelnym płotem z gałęzi, drugi znajduje się w centrum wsi. W nim przebywały krowy z cielętami. Pomiędzy pierścieniami znajdowały się chaty i inne budynki mieszkańców wioski. Budowle wznosi się tutaj z gałęzi pokrytych gliną  pomieszaną z krowim łajnem. Mężczyźni przebywają głównie na pastwiskach poza wioską i w domach są rzadkimi gośćmi. Tutejszy lud dodatkowo do okadzania używa traw z pobliskiego wodospadu. Mogliśmy oglądać sposób nakładania mazideł na splecione włosy. Kobiety zajmują się dziećmi. Robimy mnóstwo zdjęć. Kolory włosów i stroje kobiet  są niesamowite. Na szyi noszą  naszyjniki  zrobione z metalu. Na rękach i nogach też mają  ozdoby zrobione ze skóry bądź metalu. Noszą fajne  spódnice zrobione ze skóry. Są całe pokryte mazidłem. Kończymy wizytę i ruszamy na południe. Dojeżdżamy do  Opuwo. Tam zatrzymujemy się przy poczcie by wysłać kartki.  W pewnym momencie Mikołaj stwierdza, iż jest tu sygnał internetowy. Zbyszek chce przestawić samochód, by był lepszy sygnał. Cofając  zahacza o samochód stojący za nami. Przybiega właściciel samochodu. Okazało się że nam nic się nie stało, natomiast jego samochód jest lekko draśnięty. Nie możemy się z  nim dogadać, bo on chce zapłaty za uszkodzenie. My mamy ubezpieczenie, więc nie widzimy powodu, by mu płacić. Facet nie bardzo rozumie o co chodzi. Przyjeżdża policja i wspólnie jedziemy na posterunek. Tam wyjaśniamy sprawę. Dodatkowo  dzwonimy do wypożyczalni. Wszystko uzgadniamy i jedziemy dalej dotrzeć do Sesfontein. Droga prowadzi przez góry z najwyższym szczytem 1723 m. Samo miasto leży w dolinie Hoanib, zamieszkałej przez ludy Damra i Herera. Nazwa miejscowości pochodzi od 6 gorących źródeł znajdujących się pod miastem. Do miasta dojeżdżamy późnym popołudniem. Oglądamy miejscowy fort, który jest nieco mniej okazały, niż pierwotnie sobie wyobrażaliśmy, jednak nadal był ciekawostką na tle pustynno-górskiego krajobrazu. Tu według przewodnika można było zjeść obiad. Gdy zajechaliśmy było wczesne popołudnie, Wszędzie pusto. W końcu pojawił się kelner, który poinformował nas, że  obiad może być za 4 godziny. Musze nadmienić, iż cały czas chłopakom trułam, że czeka nas dzisiaj wspaniały  obiad. Bałam się na nich spojrzeć, bo by mnie zabili wzrokiem. Ruszyliśmy w kierunku Ongongo Camp, aby tam zanocować. Po drodze zaglądamy do sklepu spożywczego, by coś kupić.(jedyny po drodze). Z artykułów spożywczych miał tylko cebulę. Przed zachodem słońca głodni docieramy na camping. Camping okazał się położoną między malowniczymi skałami odosobnioną oazą nad małym, ale pięknym wodospadem. Camping znajduje się na dnie  wąwozu. Żeby dotrzeć do niego trzeba pokonać strome zbocze  o bardzo nierównym podłożu. Bartek jako kierowca sprawdził się znakomicie. Zjeżdżamy powoli,  bo stromizna ogromna. Ale to nie koniec. Trzeba jeszcze pokonać rzeczkę . Dobrze że samochód z napędem na 4 koła. Camping jest cudny. Wokół wapienne białe skały . Poszczególne stanowiska campingowe wspaniale ukryte pomiędzy skałami. Nie ma tu wygód. Brak jest światła. Ale jest łazienka- prysznic zbiornik z wodą na górze i kibelek. Jest też stanowisko do gotowania i grilowania   Ze skał oglądamy niesamowity zachód słońca nad górami. W międzyczasie przyjeżdżają na parking Francuzi  małym Peugeotem. Nie mogą zjechać na dół. Zawiśli na jednym z występów. Pomagamy im ściągnąć auto. Zrobiło się ciemno. Obsługa ustawiła wszędzie gdzie potrzeba lampy naftowe. Teraz dopiero zaczynamy przygotowywać obiad, albo kolacje jak kto woli. Niestety, ale dość wybiórcze zaopatrzenie miejscowych sklepów zmusza nas do wyciągnięcia własnych, już dość skromnych zapasów. Znajdujemy czaka lakę hinduską i  odgrzewamy ją z makaronem. Mikołaj nazwał to jedzenie "hindus na miarę możliwości". On to ma talent. Kolejny "własnoręczny" obiad można jednak uznać za udany. Jest już ciemno nie bardzo można  coś robić. Siedzimy przy winku i postanawiamy wszystkim naszym dotychczasowym  obiadokolacjom nadać charakterystyczna nazwę. Oczywiście Mikołaj przoduje w  wymyślaniu nazw. Bawimy się świetnie przez cały wieczór.


miejscowa piękność
drogi pierwszej klasy


a gdzie są gospodarze?

nastolatka
młode pokolenie

przy piersi

przed domkiem

dzieci jak wszędzie bezpośrednie








drzewo chlebowe
















zapraszam do środka

chałupka Himba

nastolatka

w chatce

dobrze mieć  cycek pod ręką

Dodaj napis

pogawędka

pielęgnacja włosów

maluch przy piersi

włosy Himba

taką drogą dotarliśmy do wioski

w chatce

dwa maluchy

Himba w codziennym stroju



Sesfontain

Fort Sesfontain
Otoczenie kampingu

Piękny zachód słońca wśród skał

zachód słońca
dla mnie najpiękniejszy kamping
Dodaj napis
na dnie  kanionu była rzeczka

kolacja Hindus na miarę naszych możliwości
kultowy kubek z Namibii





wodospad na końcu kanionu

Dodaj napis





dumna Himba


w wiosce

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz