6-7 listopada 2025
Dziś ruszam z Moniką do Omanu. Wylot przed 17 do Amsterdamu, a potem szybka przesiadka do Muscat. W samolocie spoko. Jestem zaskoczona zmianą w LOT-cie . W samolocie ciepło. Dają kawę, ciastka, wino, napoje. Lądujemy w Amsterdamie i biegiem do samolotu. Tu miejsca komfortowe. Obie siedzimy przy przejściu. Dreamliner z siedzeniami wygodnymi i rzadko rozstawionymi. Jest miejsce na nogi. Tu oczywiście posiłek bardzo smaczny. Większą część drogi przesypiam. Właściwie budzę się tuż przed lądowaniem. Zmiana czasu to 3 godziny do tyłu. wyłączam moją kartę SIM , bo mam Omańską. Oczekiwanie na odprawę paszportową zajmuje sporo czasu. Ale po zrobieniu nam zdjęcia, zdjęciu odcisków palców droga wolna. Idziemy po bagaże. Niestety nie ma ich. Zgłaszamy problem w biurze zaginionego bagażu. . Facet chce wiedzieć, gdzie przywieźć bagaż. My nie wiemy, bo nie mamy rezerwacji hotelu. Sprawa zaczęła się komplikować. Planowałyśmy od razu jechać do Sur. Nie rezerwowałam hotelu, bo nie wiedziałam co z samochodem. Kilka dni przed wyjazdem dostałam potwierdzenie rezerwacji z informacją, że samochód jest dostępny dla osób od 23 lat do 70 . Idziemy do wypożyczalni samochodów. W Alamo zarezerwowałam Kia Sportage z napędem na 4 koła. Tu zaczyna się przepychanka. Oni wynajęli mi samochód, wzięli kasę, a teraz mówią, że muszę dopłacić po 21 riali omańskich za każdy dzień ze względu na mój wiek. Gdy wybierałam samochód wpisywałam wiek i pokazały się oferty. Więc uważałam, że to jest sprawa załatwiona. No trudno albo zapłacę, albo nie dostanę samochodu. Zrezygnować też nie mogę, bo stracę wpłaconą kwotę. I tak źle i tak niedobrze. Bierzemy samochód. Robimy rezerwację hotelu. Nie możemy wrócić do biura zagubionego bagażu, bo przekroczyłyśmy granicę. Facet pokazuje nam gdzie wejść "tylnymi drzwiami". Wchodzimy do pomieszczenia, jest telefon ,dzwonię, przychodzi facet. Przeprowadza nas wejściem służbowym na teren lotniska. Oczywiście przechodzimy wszystkie kontrole. W końcu otrzymujemy kwit o zagubieniu bagażu z informacją że do 48 godzin bagaż zostanie dostarczony. Żądam pieniędzy na zakup ciuchów. My mamy te z Polski. Tu jest 30 stopni. Facet odmawia, mówi, że oni tego nie praktykują. Wsiadamy do samochodu i ruszamy do Sur. Samochód nie ma GPS. Włączam GPS z telefonu. Droga doskonała dwupasmowa. Nie wiem początkowo dlaczego co jakiś czas odzywa się gong . Potem dochodzimy z Moniką do wniosku, że to ostrzeżenie przed radarem. Po drodze zatrzymujemy się w Bimman Sinkhole. Jest to miejsce, w którym zapadła się skała i powstała okrągła dziura w ziemi. Wpływa tu woda morska. Woda jest szmaragdowa.. Schodzimy na dół nad wodę. Wiele osób się kąpie. My nie, bo nie mamy w czym.. Robimy zdjęcia. Chwilę podziwiamy dziurę w ziemi i ruszamy dalej. Docieramy do hotelu. Dostajemy duży pokój z kuchnię i salonem nad samym morzem. Najgorsza jest cena. Az 114 zł za noc. W Polsce to nawet miejsce namiotowe jest droższe. Idziemy do pobliskiej restauracji, żeby coś zjeść. Nie wygląda zachęcająco. Zaglądamy do pobliskich jadłodajni, ale większość zamknięta. Nie jest to dobra pora na posiłek, Jedyna otwarta nie wzbudza naszego zachwytu. Idziemy dalej. A dalej jest tylko gorzej. Wszystko zamknięte. Wchodzę do bankomatu. Nie akceptuje mojej karty. Pytam chłopaków stojących przy bankomacie o inny bankomat i otwartą restaurację. Oni pokazuje nam restaurację, ale dość daleko. Chcą nas zawieźć. dziękujemy im. Chcą zaprowadzić do innego bankomatu . Też dziękujemy. Pokazują drogę. Trafiamy. Wyjmuję 50 riali omańskich Wracamy do jedynej otwartej restauracji . Facet daje nam ryż z kurczakiem. Monika z ostrożności zamawia jedną porcję na pół. Okazało się trafieniem w 10. Porcja jest tak duża, że nie zjadłyśmy wszystkiego. Facet dodatkowo przynosi nam jogurt z warzywami. i wodę. Płacimy za to wszystko całe 10 zł. Postanawiamy jechać wieczorem na plażę żółwi. Ruszamy wcześnie, bo nie mamy rezerwacji. Dodatkowo w przewodniku jest napisane, że wejścia na plaże są tylko w rezerwacie. Z kolei w recepcji chłopak mówi nam o wejściach w innej części rezerwatu i o trzech rożnych porach. Ruszamy w drogę. Zdecydowałyśmy się jechać do rezerwatu. Tu facet coś dużo gada, ale nie mogę zbytnio zrozumieć co. Daje jakąś karteczkę i każe czekać. Odwiedzamy w międzyczasie muzeum i sklep z pamiątkami. Muzeum skromne . Czekamy i czekamy. Nagle przyjeżdżają autokary i tabuny ludzi głównie młodzieży wchodzą do holu. Prowadzą ich do muzeum. jest tak tłoczno i gwarno jak na stacji kolejowej w szczycie sezonu. Okazuje się, że oni maj rezerwację . Są podzieleni na grupy a my jesteśmy grupa 18 rezerwowa. Takich jak my jest 10 osób. Podchodzi do mnie kobieta i pyta o numer grupy . Okazuje się ze też 18. Ona jest z Petersburga. Chwilę z nią rozmawiam. Koło nas siedzi para . Wydaje mi się że słyszę język polski. Ale gdy odzywam się do Moniki po polsku , słyszę że oni wyraźnie rozmawiają po angielsku. Pomyślałam, że mam zwidy. W pewnym momencie gdy już się całkowicie rozluźniło pytam po angielsku sąsiada na którą grupę są zapisani. On odzywa się do mnie po polsku. Głupio tak. Chyba nie chcieli ujawnić się że są Polakami i gdy usłyszeli ze rozmawiamy po polsku to zaczęli po angielsku.. Niestety po 22 ogłoszono nam, że nie wejdziemy do parku bo są komplety zwiedzających. Zaproponowali 5 rano. Wracamy do hotelu. Idziemy do spożywczego kupić wodę i coś na śniadanie. Poprzestajemy na omańskim chlebie-plackach i serze żółtym.
Postanawiamy ruszyć jutro na 5 rano na żółwie.
![]() |
| Bimman Sinkhole |
![]() |
| Bimman Sinkhole |
![]() |
| w muzeum żółwi |




Halina w kolejnej podróży
OdpowiedzUsuńnowe przygody wróży 🌷
A w Omanie to się nie ma zwidów, tylko… Omany 😂😂😂
TW