czwartek, 30 kwietnia 2026

Uzbekistan 30 kwietnia Chiwa

 30 kwietnia 

Dzień zaczynamy od śniadania. Raczej słabe.Jakoś nie mam zaufania do ich wędlin. Warzyw mało . jest jogurt , ser ale to nie oto chodziło. Sałatka ostra. Jednak nas to nie zraża. Przecież czeka nas dzisiaj piękny dzień. Ruszamy zaraz po śniadaniu.  Najpierw Medresa Jakubaja Hodży, Przekształcona na pracownię dywanów. Siedzą kobiety i tkają dywany .Przyglądamy się ich żmudnej pracy . Niektóre dywany przepiękne.Idziemy uliczkami  przepełnionymi straganami a między nimi wejścia do obiektów do zwiedzania. Potem  zachodzimy do medresy Szergazi chana Nie jest ona  zdobiona majolikami a dekoracyjnym układem cegieł. Znajduje się tutaj muzeum medycyny, Teraz czas na jedną z największych atrakcji Chiwy mauzoleum Mahmuda Pahlawana. Wnętrze w przecudny sposób udekorowane błękitnymi kafelkami. Rzuca na kolana. Monika jest oszołomiona. Ja zresztą też. Przepiękna budowla Pahlawan był średniowiecznym poetą i wojownikiem Potem medresa  Mazar i szarif  Otoyonboy, Medresa  islam Hodza ma pięknie udekorowany ejwan czyli bramę. Przy nim stoi  56 metrowy minaret. Można na niego wchodzić . Nie byłabym sobą gdybym nie weszła. Monika rezygnuje. Ja chwacko ruszam do góry. Mina mi zrzedła jak zobaczyłam jakie to schody. Każdy stopień bardzo wysoki. Schody kręcone wokół własnej osi. Idę na  górę jak po drabinie. To nic. Jak ssię obejrzałam to  włos mi się zjeżył na głowie.Schody wąskie wysokie. Żadnych zabezpieczeń. Ale przecież nie będę się wracać. Jakie to ma znaczenie czy zejść z 40 schodków czy ze 140. Weszła na górę. Po drodze minęłam się na schodach z jedną osobą schodzącą. Miała minę nietęgą. Ale co tam . dasz radę. Na górze wiatr hulał. Widok z okienek fantastyczny. Byłam na górze sama. Gdyby były jeszcze  dwie osoby to byśmy  pospadali.. Tym bardziej że nie ma tam żadnej balustrady  chroniącej przed upadkiem z platformy na schody. Powoli zaczęłam schodzić. Jakoś się udało. Monika w międzyczasie  zawarła bliższą znajomość z  facetem od wpuszczania na minaret. Pochwalił się że był 2 lata w Afganistanie. Ale uważa że niepotrzebna była ta wojna. Usiadłyśmy  w restauracji przy  minarecie  na kawę i herbatę.  W międzyczasie złapał nas deszcz. Szybko kelnerzy rozłożyli parasole . Po 10 minutach już było po deszczu. Możemy ruszać dalej. Po drodze zatrzymujemy się w miejscu gdzie kobiety pieką tutejszy chleb . Są to placki. Ciasto nakładane jest na   drewnianą półkulę. Dociskane a potem wkładane do pieca.  Wychodzi taka wielka miseczka. Kupujemy jeden placek z cebulą  , szpinakiem i papryką. trochę próbuję ale nie chcę się zapychać przed obiadem. Monika skubie po trochu. Wchodzimy do medresy Matrasuboy Mirzabosziego. Tu sklep z dywanami. Zachwyciła nas medresa  Tolib Maxum . Zupełnie inna . W środku wyłożona drewnem. Wychodzimy przez bramę południową by wejść do meczetu.  Akurat są modły. Stoimy trochę z tyłu by nie przeszkadzać. Potem  łaźnie  Anuszy. Wybudowany niesamowity labirynt pomieszczeń  holu garderoby i pokoi do kąpieli. Nazwany na cześć córki Chana . Gdy chan popadł w niewolę tylko córka Anusza ruszyła mu z pomocą wojskową i go uratowała. Potem jeszcze medresa chana Allah Kuli Bahadura. Bardzo bogato zdobiona  medresa. Chyba najbardziej reprezentacyjna. Wieki dwukondygnacyjny budynek ozdobiony jest majoliką . Naprzeciw niej stoi medresa  Kutluda Muraka. Jest ogromna ma 81 pokoi. Legenda głosi że gdy  fundator zmarł to rozebrano mury żeby wnieść jego ciało do miasta. Bo według wierzeń nie można było wnosić zmarłych do miasta.  Murada Inak prosił by pochować go w jego medresie.. Na dziedzińcu tej medresy jest cysterna do przechowywania wody. W medresie Abullchon znajduje się muzeum przyrodnicze. Wypchane zwierzęta  zamieszkujące Uzbekistan. Po drodze zaglądam w  otwarte drzwi. Tam siedzi przy piecu facet i nagrzewa  blachę miedzianą. Wyrabia miedziane naczynia. Chwilę postałyśmy i złapał nas kaszel od dymu z pieca. Jak on może tam siedzieć cały dzień to niesamowite.. Wchodzimy do karawanseraju. Tu same stragany w obszernej sali. za nią częśc hotelowa dla kupców z jedwabnego szlaku.. Po drodze spotykamy wycieczkę z Polski. Pytam przewodnika. Zeby nie było rosyjsko i angielsko języcznego) i pytam o meczet AK. On mówi że idzie do meczetu Juma. My wczoraj  przeczytałyśmy ze jest w remoncie. Okazuje się że jest w remoncie ale można wejść do części. Oczywiście idziemy z nim . Jasne. Wchodzimy z innej strony. Jest bardzo duży wsparty na 210 słupach drewnianych  bogato rzeźbionych. Zaglądamy do medresy przekształconej w  pracownię rzeźbiarską. Widać jak spece rzeźbią  w drewnie  słupy, drzwi. .. Na dziedzińcu tej medresy biega kotka. Ma 3 kociaczki  jeszce ślepe i nieporadne.. Idziemy na mury obronne. Kupujemy bilety przy bramie południowej. Najpierw w jedna stronę .potem w drugą  Mury chociaż mają 2000 lat są  w bardzo dobrym stanie. Mamy piękne widoki na całe miasto.. Gdy schodzimy idziemy zobaczyć bramę  południową  od frontu. Biegnie za nami bileterka i pyta o bilety. Dziwię się  bo przecież ona mi je skanowała. A poza tym my j€z wyszłyśmy na ulicę. jedna pokazałam jej bilet. Idziemy dalej by zobaczyć mury obronne okalające większą część miasta.. Jesteśmy głodne Idziemy do restauracji przy minarecie. Niestety dopiero za godzinę będzie czynna. . Po drodze wymieniam w banku pieniądze. Kasjerka mi daje ale coś mi się nie zgadza. Siadam na krzesełku obok i liczę i liczę i brakuje. Wracam do niej. Ona spokojnie liczy jeszcze raz i pokazuje mi ze 200 000 sumów liczę za 20000 sumów. teraz wszystko sie zgadza. kamień z serca. Szukamy knajpki gdzie można coś zjeść. Wszystko otwarte ale jedzenie tylko po 19. Trafiamy do herbaciarni Farrukh. Możemy zjeść zupę dobre i to. Na menu nie ma  cen. ale ile może kosztować  zupa. zamawiamy zupę mięsną z warzywami. Dobra smaczna, ale jak przychodzi do rachunku to zaskoczenie. Pani życzy 13 dolarów. Coś mi nie pasuje. Proszę o rachunek. Nie wydają Po chwili przynosi mi  2 dolary ale potwierdzenia nie chce dać. Dopiero jak  ją postraszyłam policję turystyczną to przyniosła rachunek z którego i tak nic nie wynikało. . Wracamy do hotelu. zamawiam na jutro taksówkę na lotnisko. Przebieramy się i idziemy na spacer. Monika chce meleksem przejechać się wokół Chiwy. Bierzemy meleksa i jedziemy. Wyjeżdżamy za miasto. Widzimy że Chiwa to nie tylko medresy. Jedziemy pięknymi alejami . Pełno hoteli  budowanych w stylu  starych zabytków. Jesteśmy zaskoczone pięknem miasta. Wracamy do starej Chiwy. Po wycieczce jeszcze wędrujemy po uliczkach zaglądamy do miejsc w których jeszzce nie byłyśmy. Jest przyjemnie ciepło. pełno ludzi na ulicach i restauracjach. Wracamy do hotelu. Trzeba się pakować bo jutro  wyjazd z hotelu o 7.20.

Chiwa niezwykłe miasto. Pierwszy raz widzę miasto w którym są prawie same zabytki. Wspaniale zachowane no i dzięki UNESCO dobrze utrzymane.
































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz