30 kwietnia
Dzień zaczynamy od śniadania. Raczej słabe.Jakoś nie mam zaufania do ich wędlin. Warzyw mało . jest jogurt , ser ale to nie oto chodziło. Sałatka ostra. Jednak nas to nie zraża. Przecież czeka nas dzisiaj piękny dzień. Ruszamy zaraz po śniadaniu. Najpierw Medresa Jakubaja Hodży, Przekształcona na pracownię dywanów. Siedzą kobiety i tkają dywany .Przyglądamy się ich żmudnej pracy . Niektóre dywany przepiękne.Idziemy uliczkami przepełnionymi straganami a między nimi wejścia do obiektów do zwiedzania. Potem zachodzimy do medresy Szergazi chana Nie jest ona zdobiona majolikami a dekoracyjnym układem cegieł. Znajduje się tutaj muzeum medycyny, Teraz czas na jedną z największych atrakcji Chiwy mauzoleum Mahmuda Pahlawana. Wnętrze w przecudny sposób udekorowane błękitnymi kafelkami. Rzuca na kolana. Monika jest oszołomiona. Ja zresztą też. Przepiękna budowla Pahlawan był średniowiecznym poetą i wojownikiem Potem medresa Mazar i szarif Otoyonboy, Medresa islam Hodza ma pięknie udekorowany ejwan czyli bramę. Przy nim stoi 56 metrowy minaret. Można na niego wchodzić . Nie byłabym sobą gdybym nie weszła. Monika rezygnuje. Ja chwacko ruszam do góry. Mina mi zrzedła jak zobaczyłam jakie to schody. Każdy stopień bardzo wysoki. Schody kręcone wokół własnej osi. Idę na górę jak po drabinie. To nic. Jak ssię obejrzałam to włos mi się zjeżył na głowie.Schody wąskie wysokie. Żadnych zabezpieczeń. Ale przecież nie będę się wracać. Jakie to ma znaczenie czy zejść z 40 schodków czy ze 140. Weszła na górę. Po drodze minęłam się na schodach z jedną osobą schodzącą. Miała minę nietęgą. Ale co tam . dasz radę. Na górze wiatr hulał. Widok z okienek fantastyczny. Byłam na górze sama. Gdyby były jeszcze dwie osoby to byśmy pospadali.. Tym bardziej że nie ma tam żadnej balustrady chroniącej przed upadkiem z platformy na schody. Powoli zaczęłam schodzić. Jakoś się udało. Monika w międzyczasie zawarła bliższą znajomość z facetem od wpuszczania na minaret. Pochwalił się że był 2 lata w Afganistanie. Ale uważa że niepotrzebna była ta wojna. Usiadłyśmy w restauracji przy minarecie na kawę i herbatę. W międzyczasie złapał nas deszcz. Szybko kelnerzy rozłożyli parasole . Po 10 minutach już było po deszczu. Możemy ruszać dalej. Po drodze zatrzymujemy się w miejscu gdzie kobiety pieką tutejszy chleb . Są to placki. Ciasto nakładane jest na drewnianą półkulę. Dociskane a potem wkładane do pieca. Wychodzi taka wielka miseczka. Kupujemy jeden placek z cebulą , szpinakiem i papryką. trochę próbuję ale nie chcę się zapychać przed obiadem. Monika skubie po trochu. Wchodzimy do medresy Matrasuboy Mirzabosziego. Tu sklep z dywanami. Zachwyciła nas medresa Tolib Maxum . Zupełnie inna . W środku wyłożona drewnem. Wychodzimy przez bramę południową by wejść do meczetu. Akurat są modły. Stoimy trochę z tyłu by nie przeszkadzać. Potem łaźnie Anuszy. Wybudowany niesamowity labirynt pomieszczeń holu garderoby i pokoi do kąpieli. Nazwany na cześć córki Chana . Gdy chan popadł w niewolę tylko córka Anusza ruszyła mu z pomocą wojskową i go uratowała. Potem jeszcze medresa chana Allah Kuli Bahadura. Bardzo bogato zdobiona medresa. Chyba najbardziej reprezentacyjna. Wieki dwukondygnacyjny budynek ozdobiony jest majoliką . Naprzeciw niej stoi medresa Kutluda Muraka. Jest ogromna ma 81 pokoi. Legenda głosi że gdy fundator zmarł to rozebrano mury żeby wnieść jego ciało do miasta. Bo według wierzeń nie można było wnosić zmarłych do miasta. Murada Inak prosił by pochować go w jego medresie.. Na dziedzińcu tej medresy jest cysterna do przechowywania wody. W medresie Abullchon znajduje się muzeum przyrodnicze. Wypchane zwierzęta zamieszkujące Uzbekistan. Po drodze zaglądam w otwarte drzwi. Tam siedzi przy piecu facet i nagrzewa blachę miedzianą. Wyrabia miedziane naczynia. Chwilę postałyśmy i złapał nas kaszel od dymu z pieca. Jak on może tam siedzieć cały dzień to niesamowite.. Wchodzimy do karawanseraju. Tu same stragany w obszernej sali. za nią częśc hotelowa dla kupców z jedwabnego szlaku.. Po drodze spotykamy wycieczkę z Polski. Pytam przewodnika. Zeby nie było rosyjsko i angielsko języcznego) i pytam o meczet AK. On mówi że idzie do meczetu Juma. My wczoraj przeczytałyśmy ze jest w remoncie. Okazuje się że jest w remoncie ale można wejść do części. Oczywiście idziemy z nim . Jasne. Wchodzimy z innej strony. Jest bardzo duży wsparty na 210 słupach drewnianych bogato rzeźbionych. Zaglądamy do medresy przekształconej w pracownię rzeźbiarską. Widać jak spece rzeźbią w drewnie słupy, drzwi. .. Na dziedzińcu tej medresy biega kotka. Ma 3 kociaczki jeszce ślepe i nieporadne.. Idziemy na mury obronne. Kupujemy bilety przy bramie południowej. Najpierw w jedna stronę .potem w drugą Mury chociaż mają 2000 lat są w bardzo dobrym stanie. Mamy piękne widoki na całe miasto.. Gdy schodzimy idziemy zobaczyć bramę południową od frontu. Biegnie za nami bileterka i pyta o bilety. Dziwię się bo przecież ona mi je skanowała. A poza tym my j€z wyszłyśmy na ulicę. jedna pokazałam jej bilet. Idziemy dalej by zobaczyć mury obronne okalające większą część miasta.. Jesteśmy głodne Idziemy do restauracji przy minarecie. Niestety dopiero za godzinę będzie czynna. . Po drodze wymieniam w banku pieniądze. Kasjerka mi daje ale coś mi się nie zgadza. Siadam na krzesełku obok i liczę i liczę i brakuje. Wracam do niej. Ona spokojnie liczy jeszcze raz i pokazuje mi ze 200 000 sumów liczę za 20000 sumów. teraz wszystko sie zgadza. kamień z serca. Szukamy knajpki gdzie można coś zjeść. Wszystko otwarte ale jedzenie tylko po 19. Trafiamy do herbaciarni Farrukh. Możemy zjeść zupę dobre i to. Na menu nie ma cen. ale ile może kosztować zupa. zamawiamy zupę mięsną z warzywami. Dobra smaczna, ale jak przychodzi do rachunku to zaskoczenie. Pani życzy 13 dolarów. Coś mi nie pasuje. Proszę o rachunek. Nie wydają Po chwili przynosi mi 2 dolary ale potwierdzenia nie chce dać. Dopiero jak ją postraszyłam policję turystyczną to przyniosła rachunek z którego i tak nic nie wynikało. . Wracamy do hotelu. zamawiam na jutro taksówkę na lotnisko. Przebieramy się i idziemy na spacer. Monika chce meleksem przejechać się wokół Chiwy. Bierzemy meleksa i jedziemy. Wyjeżdżamy za miasto. Widzimy że Chiwa to nie tylko medresy. Jedziemy pięknymi alejami . Pełno hoteli budowanych w stylu starych zabytków. Jesteśmy zaskoczone pięknem miasta. Wracamy do starej Chiwy. Po wycieczce jeszcze wędrujemy po uliczkach zaglądamy do miejsc w których jeszzce nie byłyśmy. Jest przyjemnie ciepło. pełno ludzi na ulicach i restauracjach. Wracamy do hotelu. Trzeba się pakować bo jutro wyjazd z hotelu o 7.20.
Chiwa niezwykłe miasto. Pierwszy raz widzę miasto w którym są prawie same zabytki. Wspaniale zachowane no i dzięki UNESCO dobrze utrzymane.




























































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz