3 maja
Pakujemy się i po śniadaniu zostawimy bagaże w hotelu i ruszamy na dalsze zwiedzanie. Zaczynamy od najbliżej położonych obiektów. śpimy w hotelu Samani tuż przy placu Liab-i-Hauz. Wokół placu znajdują się bardzo ważne dla Uzbeków obiekty. Medresa Kukultasz . Jest to szkoła koraniczna w której uczyło się 160 studentów. Jest bardzo duża . W porównaniu z tymi w Chiwie to gigant. Jest pięknie zdobiona zarówno frontowa ściana jak i wewnętrzny dziedziniec. Obok znajduje się medresa i chanaka Diwan Bega. Była zaprojektowana jako karawanseraj ale na otwarciu chan powiedział że ma służyć na chwałę Allaha i wobec tego trzeba było ją przekształcić w medresą.. Jest zaprojektowana w stylu takim jak medres Kukeltasz. Teraz meczet Magok i Atarii . Jest to połącznie islamskiego meczetu i żydowskiej synagogi. Okazuje się że można żyć wspólnie i dzielić zarówno pokojowo sąsiedztwo jak i religię, Trzeba dodać, że Żydów jest tu garstka. Chcę wymienić dolary. Okazuje się ze tylko wtedy gdy wymieniam je z karty. Dziś niedziela i banki zamknięte, ale myślałam, że uda mi się dokonać tego w automacie. Niestety. Postanawiamy iść do najdalszego punktu naszego zwiedzania do Tore Minor. Pięknej medresy będącej jednym z symboli miasta. Zaczepiamy faceta pytając o drogę. Ten nam proponuje wycieczkę poza miasto do letniego pałacu Mohi Hosa, kompleksu grobowego Imama Bahuddina Nakszbandigo i nekropolii Czar bakr oraz do Tore Minor. Ponieważ większość atrakcji już zwiedziłyśmy a miałyśmy jeszcze czas to za 40 dolarów zgodziłyśmy się na wycieczkę. Najpierw jedziemy do Grobowce Bahaudina Nakszabandiego. To ważny mistyk suficki dla Uzbeków uważany za potomka Mahometa. . Znajduje się tu meczet chanaka (rodzaj klasztoru). Wszystko w pięknym otoczeniu przyrody. Znajduje się tu ogromna nekropolia w której pochowano tego świętego i jego matkę. . Miejsce to jest nazywane Mekką Uzbeków. Teraz ruszamy do pałacue emira.. Pałac wykończony w stylu europejsko-rosyjskim ma bardzo ładnie wykonane wnętrza. Jedna z sal Biały Hol wykonana cała z alabastru. W pałacu mnóstwo luster i lustereczek stanowiących element dekoracyjny.. Harem budynek stojący w głębi ogrodu również wykończony z pietyzmem . Stoi tuż przy basenie. Obok ciekawa wieża obserwacyjna (ciekawe kto kogo wtedy obserwował). Wszystko w pięknym parku . Teraz kolej na nekropolię Czar Bakr. Nazywana jest miastem zmarłych. Najpierw wchodzimy na cmentarz gdzie znajduje się niesamowita ilość grobów. Są groby stare i nowe. Potem docieramy do grobowców z X wieku. Grobowiec to budowla składająca się z dziedzińca otoczonego murami z pięknie zdobioną bramę wejściową.. Krążymy po tych grobowcach przez dłuższ y czas. W końcu wracamy do samochodu. Cmentrzysko zrobiłona nas ogromne wrażenie. Jedziemy do Czor Minor czyli 4 minarety. Był to kiedyś fragment bramy wjazdowej do miasta. . Jest to budowla niewielka ale posiadająca cztery wieże zakończone 4 turkusowymi minaretami. Każda symbolizuje inną religię.. Budowla śliczną, zgrabna. cacuszko. Kierowca zawozi nas do miasta.. Jesteśmy głodne a tu pora lunchu się skończyła. Znajdujemy restaurację Old Terrase w której pracują bez przerwy. Zamawiamy chleb zupę i ja co zaskoczył Monikę Coca colę.. czekamy i czekamy. Liczyłyśmy na to że zupę to naleją nam z gara i będzie szybko, a tu nic z tego trzeba swoje odsiedzieć. W końcu dostałyśmy wcale nie gorącą zupę. może to i dobrze bo temperatura powietrza i tak wysoka. Wychodzimy z restauracji i zaczynamy się snuć po zaułkach. Prawdę mówiąc najbardziej to lubię w moich wyjazdach. Pochodzić nieznanymi ścieżkami zobaczyć coś czego nie ma w przewodniku.. Odkrywamy urocze zakątki nieznane nam medresy jakieś pracownie rzemieślnicze, wypijamy kawę i soczek podpatrując miejscowych. Przed 18 idziemy na lekką kolację. Oczywiści do restauracji Labi I Hauz . Zamawiamy pilaw bucharski. Wcześniej jak przechodziłyśmy koło restauracji widziałyśmy jak się go przyrządza,. Wyglądało smakowicie. Wszystko dochodziło w wielkiej beczce przykrytej folia aluminiowa. Pilaw pycha. Wracamy do hotelu. Zamawiam taksówkę przez Yandex go . Uświadamiam sobie, że nie mam kasy w walucie uzbeckiej. Facet z hotelu chce mi pomóc, ale nie ma równowartości 20 dolarów, które chcę wymienić. W końcu wymienia mi 2 dolary, bo tyle miał kosztować przejazd na dworzec kolejowy Kierowca podjeżdża ale znowu nie pod hotel . Facet z hotelu znowu mi pomaga. Ustala na moim telefonie numer do kierowcy, dzwoni ze swojego telefonu, łapie nasze walizki i goni po wąskich dziurawych uliczkach do kierowcy. My za nim. Musze przyznać że widok był cudny.. Kierowca wiezie nas na dworzec. Droga bardzo długa. jedziemy prawie 25 minut za 2 dolary. Dworzec okazały. Czekamy na pociąg, W końcu ustawia się jakaś kolejka do wyjścia na peron. Wyjście na peron tylko po zeskanowaniu biletu przez pracownika kolei.. Pytam czy to Taszkient. Chór podróżnychprzejazd odpowiada mi że tak Stoimy w kolejce. wychodzimy na peron. Nadjeżdża pociąg. My mamy numer wagonu 25, a tu same małe numery. Pytam konduktora, okazuje się ze to nie ten pociąg. Żadnej informacji nigdzie nie ma. Pociąg odjechał. na peronie tylko kilka takich sierot jak my. ale po jakimś czasie wjeżdżam pociąg i ku naszej radości ma numer wagonu 25. Wsiadamy i trochę szok.. Przynajmniej dla Moniki. Kupiona była kuszetka. Chyba inaczej sobie wyobrażała. Tu nie ma przedziałów. Kuszetki są tak jak w polskich wagonach w poprzek wagonu ale również wzdłuż wagonu tak jakby w dłuż korytarza. Na dodatek nasze walizki ciężkie więc wysoko pod sufitem nie chcemy ich umieszczać, bo kto nam je potem zdejmie. My jedziemy do Samarkandy, a pociąg dalej do Taszkentu. Monika szybko rozwija pościel i materac i rzuca się spać. Ja zastanawiam się co zrobić z walizkami które stoją w i tak wąskim przejściu. Obok kuszetka jest pusta. wciskam jedną walizkę pod stolik, a drugą stawiam na wierzch kanapy. Naiwnie myślałam, że pociąg zatrzyma się dopiero w Samarkandzie. Wtłaczam się na górę. Miejsca mało . Nawet nie da się wyżej podnieść głowy, bo nade mną półka na bagaże. Przykrywam się prześcieradłem, próbuje zasnąć, ale co to za spanie, co chwilę budzę się. Nastawiłam budzenie żeby wysiąść w Samarkandzie i nie pojechać dalej. Przed godziną 2 konduktor przychodzi i nas budzi. No dobre zwyczaje jednak panują. Dworzec w Samarkandzie piękny. Nie mogę zamówić taksówki, bo nie działa mi internet. Kobieta mówi mi, że na dworcu jest wi-fi. Wracam Ochroniarzowi mówię o swoim problemie. On łapie mój telefon,, coś klika i jest wi-fi a ja zamawiam taksówkę. Po chwili podjeżdża. Szybko docieramy do hotelu chociaż nie beż kłopotów . Recepcjonistka czeka na nas. Teraz szybko spać ,bo czeka nas dzień pełen wrażeń.
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
 |
|
Bieg z walizkami po krętych uliczkach, poszukiwania wagonu numer 25, „kuszetkowy” nocleg 😇😇😇 Jak przygoda, to przygoda 🌷🌷🌷
OdpowiedzUsuńTW
Zdjęcia oddają w pełni opis Halinki 🌷👍🌷 Z wyjątkiem wagonu kuszetkowego, gdyż dopiero fotka oddaje skalę zjawiska 😂😂😂🤷♀️
OdpowiedzUsuńTW