niedziela, 16 listopada 2014

16 listopada 2014 r. Salwador

16 listopada 2014 r. Salwador

Wyspane do bólu wstajemy o 7 rano. Właściwie nie wiadomo po co tak wcześnie. Śniadanko super cerreal czyli płatki kukurydziane z bananami. To jest pyszne. Pamiętam z Meksyku Bartek też doskonale pamięta. Dzisiaj planujemy zwiedzić El Salwador czyli stolicę. Zostawiamy wszystko w hotelu jako że miasto ponoć niebezpieczne. Na pierwszy ogień idzie katedra. Akurat odprawiana jesz msza. Chwilę słuchamy. Bardzo mi się podoba muzyka. Zupełnie inne pieśni. Takie radosne. W świątyni jest mnóstwo ludzi. Postanawiamy wrócić później. Katedra stoi przy placu Barrios. Obok stoi Palacio National. Zaskakuje nas niesamowity brud na tak ważnym placu. Wszędzie walają się śmieci. Dziurawymi ulicami idziemy do kościoła Iglesia el Rosario. Tu przed kościołem znajduje się park Liberdad. Tu jest stosunkowo czysto. Kościół ma bardzo dziwny kształt. Z zewnątrz wygląda jak półkolista hal produkcyjna. Zaskakujący jest wewnątrz, Półkoliste zwieńczenie to okna wypełnione witrażami. Tu tez odbywa się msza. Młodzi ludzie grają na gitarze radosne pieśni religijne. Nie ma nic z patetyzmu naszych kościołów. Kupujemy po drodze bilety na autobus do Gwatemala City na jutro, Wyjazd o 5.20. Czy ci ludzie muszą tak rano wstawać. To bandycka pora na wakacjach. Nasza wędrówka po kościołach to jeszcze kościół Iglesia de Merced zupełnie nic ciekawego i bardzo ładny kościół Iglesia Calvario. Ale droga do kościoła to przepychanie się pomiędzy handlarzami. Jest bardzo ciasno, brudno i śmierdząco. Mamy wrażenie że handel za chwilę wkroczy do kościoła. Oczywiście w sprzedaży tylko chińszczyzna. Mamy dosyć upału, brudu. Jedziemy do centrum handlowego. Powrót do cywilizacji. Tu czysto i pełno ludzi chociaż to niedziela. Lidka znowu wpada w szał zakupów. Ale niech sobie poszaleje. Fajne sklepy z pamiątkami. Wracamy do hotelu i po konsultacji z recepcjonistą jedziemy do ogrodu botanicznego. To był strzał w dziesiątkę. Tu jest chłodno i cicho. Wprawdzie mnóstwo ludzi, ale jakoś nie słychać gwaru. Oglądamy różne ciekawe rośliny ryby ptaki iguany. Z parku jedziemy do małej miejscowości 10 kilometrów od El Salwador o nazwie Santa Teckla. Jest to częściowo zrewitalizowane miasteczko pokolonialne. Mnóstwo tu knajpek, barów, sklepików. Jesteśmy strasznie głodne. Zjadamy a jakże rybę . Zrobiło się ciemno. Wszędzie mnóstwo straganów z jedzeniem, biżuterią pamiątkami. Do tego mnóstwo ludzi. Jest fajna temperatura. Łazimy po straganach słuchając przy tym fajnej muzyki. Super zakończenie dnia. Kierowca, który nas przywiózł odwozi nas do hotelu. Zamawiamy taksówkę na jutro na 5 rano, bo autobus o 5.20. Przystanek Gwatemala City Podsumowując pobyt w san Salwador to kraj wielkich kontrastów. Nie spotkałyśmy się z przemocą ale wystrzegałyśmy się miejsc o złej sławie, korzystałyśmy tylko z taksówek. i można przeżyć.


to jest cereal

katedra

grób biskupa Romero

palacio National

przy placu Barilla

dziwny kszałt kościoła el Rosario

witraże w kościele el Rosaroi

Kościół  Iglesia Calvario

ten worek to taca na pieniądze

ojciec Rydzyk nawet tu ma swoich ludzi

w sklepie z pamiątkami Lidka zeszła do podziemia

w ogrodzie botanicznym

w ogrodzie botanicznym

w ogrodzie botanicznym

w ogrodzie botanicznym

 W Santa Teckla

mieszkanki Santa tecla

Bydynek miejski w Santa Teckla

na ulicach Santa Teckla

uliczne bary w Santa Teckla

na placu Liberdad

Dodaj napis

na placu Liberdad

zaśmiecone ulice El Salwador

ołtarz w Katedrze

tu już Boże  Narodzenie

nasz Hotel Villa Serena Escalon

ginger w ogrodzie botanicznym

w ogrodzie botanicznym

Lidka przed pergolą


iguana w ogrodzie botanicznym

jakiś ptaszek w ogrodzie botanicznym

wśród agaw

na ulicach santa Teckla

wszechobecne murale

na ulicach Santa Teckla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz